Co za degenerat!
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
„Szumowina” – niezły tytuł serii, naprawdę. Pierwszy zbiorczy tom przypomina i uzasadnia nam jego znaczenie nieustannie i trochę przesadnie – tak jakbyśmy mieli szansę choćby na chwilę o nim zapomnieć. Oto Rick Remender w dobrej, choć nie najlepszej, formie.
„Poznajcie relikt zapomnianej epoki, ucieleśnienie dawno przebrzmiałej idei – sex, drugs, rock’n’roll. Niepowtarzalny, wyjątkowy, obleśny półanalfabeta bez podstawówki. Ćpun i przegryw. Ale nie uprzedzajmy faktów” – tak zaczyna się pierwszy odcinek nowego komiksu autora, znanego w Polsce z takich serii jak „Deadly Class”, „Death or Glory”, „Tokyo Ghost” i „Fear Agent”. Te niezbyt miłe epitety Remender kieruje w stronę głównego bohatera – Erniego Raya Clementine’a, narkomana, byłego członka gangu motocyklowego, degenerata z ciałem niszczonym sukcesywnie zbyt swobodnym stylem życia i funkcjonującym teraz tylko od jednej dawki heroiny do drugiej.


