Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roland Boschi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roland Boschi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 sierpnia 2026

Punisher według Ricka Remendera. Tom 2

Won z naszego świata, panie Castle!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Gdy w 2009 roku trwały w Marvelu „Mroczne rządy”, czyli dystopijna rzeczywistość, w której Norman Osborn stał na czele organizacji dbającej o bezpieczeństwo świata, przygody „Punishera” zaczął pisać Rick Remender. Z początku było niewinnie – po kilku miesiącach czytelnicy i redaktorzy Marvela zdębieli i zaczęli protestować. Nie wszyscy – niektórym się podobało.

Wydany pół roku temu pierwszy zbiorczy tom runu Ricka Remendera zawierał całą ósmą serię „Punisher” z lat 2009-2010 zanim zmieniła nazwę na… „Franken-Castle”. Założeniem Remendera było wrzucenie Pogromcy bardzo głęboko w świat superbpohaterów Marvela – w przeciwieństwie do słynnej serii „Punisher MAX” trzymającej go od tego kolorowego uniwersum tak daleko, jak tylko możliwe. Remender mówił, że chciał powymyślać takie przygody i awantury, że po ukazaniu się ich w sklepach, powinien bać się odbierać pocztę mailową następnego dnia. Różne to były pomysły, ale jeden przebił wszystkie. Daken, wyrodny syn Wolverine’a, pokroił Franka Castle’a na kawałki. Tak, dosłownie. Ten pozszywany został z powrotem przez dziwacznych szalonych naukowców i biega teraz z gigantyczną spluwą u boku Man-Thinga, Morbiusa, mumii i wilkołaka. Nawet na smoku lata. Miano „Franken-Castle” stało się chyba teraz jasne, prawda?

wtorek, 14 listopada 2023

Szumowina. Tom 3. Goldenbrowneye

Rozbijanie baniek

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


A co tam u Szumowiny? Non Stop Comics kończy trzytomową edycję przygód najgorszego agenta specjalnego w historii naszej planety – cztery ostatnie odcinki zawarte w trzecim tomie zamykają całą historię definitywnie. I chyba dobrze, bo mnie to trochę zmęczyło.

Wiemy, kim jest główny bohater, Ernie Ray Clementine – liczba niewybrednych epitetów, jakimi określa go Rick Remender, czyli sam autor scenariusza, dość jasno definiuje nam jego postać. Uzależniony od narkotyków i alkoholu seksista, szowinista, cham, leń i prostak przypadkowo poddany został działaniu Formuły Maxima. Od tej pory nanoboty krążą w jego krwi, a jego ciało ma specyficzne, nie do końca zrozumiałe supermoce. W pierwszym tomie Ernie musiał stawić czoło ultraprawicowej organizacji Scorpionus, produkującej biopaliwo z ciał martwych imigrantów a w tomie drugim odpierał inwazję z Księżyca – tym razem skrajnie lewicowa, hipisowska organizacja Moonflower skierowała na Ziemię armaty pełne miłości i rozpoczęła ostrzał! Ernie nie jest jednak bez skazy (no ba, przecież jest szumowiną, ma więcej skaz i wad niż większość ludzi na świecie). Przekupiony przez Scorpionusa staje się podwójnym agentem – doczesne i chwilowe, ale pewne korzyści są ważniejsze niż te długofalowe, lecz teoretyczne.

czwartek, 5 maja 2022

Szumowina. Tom 1. Cocainefinger

Co za degenerat!

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Szumowina” – niezły tytuł serii, naprawdę. Pierwszy zbiorczy tom przypomina i uzasadnia nam jego znaczenie nieustannie i trochę przesadnie – tak jakbyśmy mieli szansę choćby na chwilę o nim zapomnieć. Oto Rick Remender w dobrej, choć nie najlepszej, formie.

„Poznajcie relikt zapomnianej epoki, ucieleśnienie dawno przebrzmiałej idei – sex, drugs, rock’n’roll. Niepowtarzalny, wyjątkowy, obleśny półanalfabeta bez podstawówki. Ćpun i przegryw. Ale nie uprzedzajmy faktów” – tak zaczyna się pierwszy odcinek nowego komiksu autora, znanego w Polsce z takich serii jak „Deadly Class”, „Death or Glory”, „Tokyo Ghost” i „Fear Agent”. Te niezbyt miłe epitety Remender kieruje w stronę głównego bohatera – Erniego Raya Clementine’a, narkomana, byłego członka gangu motocyklowego, degenerata z ciałem niszczonym sukcesywnie zbyt swobodnym stylem życia i funkcjonującym teraz tylko od jednej dawki heroiny do drugiej. 

czwartek, 2 września 2021

Punisher MAX. Tom 10

Kropka nad i


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dotarliśmy w końcu do ostatniego, dziesiątego tomu „Punisher MAX” od Egmontu. Po pasjonującej, długiej opowieści ze scenariuszem Jasona Aarona i rysunkami Steve’a Dillona, którą poznaliśmy w tomach ósmym i dziewiątym, dostaniemy teraz mnóstwo króciutkich, nie powiązanych ze sobą fabularnie odcinków. Stawiamy kropkę nad i.

Tom dziesiąty to prawdziwe zatrzęsienie scenarzystów i rysowników. Najpierw sześć strzałów sygnowanych logiem „Punisher MAX”, wydanych między sierpniem 2009 a październikiem 2010 roku. Frank rozprawi się z bestiami kręcącymi filmy „snuff” na szczycie ekstremalnie strzeżonego wieżowca; dorwie płatną zabójczynię i jej pamiętniki; pojedzie na wakacje do Walii, gdzie skorumpowany oddział S.A.S. handluje narkotykami przywiezionymi z Afganistanu; rozjedzie swym wozem bojowym gang motocyklowy i zainspiruje dwóch kolesi w jednych z najlepszych odcinków całego zbioru. Pierwszym natchnionym będzie księgowy-everyman Joe, szukający po kłótni z żoną pocieszenia w salonie masażu „Happy Ending” a drugim obrzydliwy psychopata – każdemu z nich spotkanie z Pogromcą przyniesie dokładnie to, na co zasłużyli.

środa, 11 sierpnia 2021

Punisher MAX. Tom 9

Powrót do domu

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Dziewiąty tom „Punishera MAX” od Egmontu zawiera drugą połowę dwudziestodwuodcinkowej serii o tym samym tytule. Wychodziła ona za oceanem w latach 2010-2012 – scenariusze pisał autor niesamowitego „Skalpu”, czyli Jason Aaron a za rysunki odpowiadał Steve Dillon. Oto Frank Castle, który najlepsze lata ma już dawno za sobą – teraz cierpi na słabości starego już ciała i męki dręczonego zbyt długo umysłu. 

Pamiętamy tom ósmy. Władzę nad przestępczym światem Nowego Jorku objął Kingpin (realia „Punishera MAX” nie mają nic wspólnego z regularnym uniwersum Marvela, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby uznać, że „Ważniak” zrobił to dopiero teraz, gdy Punisher jest po sześćdziesiątce), który postanowił raz na zawsze usunąć zagrożenie ze strony Pogromcy. Bullseye, etatowy przeciwnik Daredevila, okazał się tym łotrem, któremu udało się złamać Punishera, dotrzeć do jego mrocznego wnętrza i wystawić na światło dzienne wszystkie koszmarne i wypierane tajemnice. Pogromca ledwo przeżył – połamany, poharatany, na granicy życia i śmierci, trafia w końcu tam, gdzie czeka na niego tysiąc drani pragnących odebrać mu życie – do więzienia na Wyspie Rykera.