Won z naszego świata, panie Castle!
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Gdy w 2009 roku trwały w Marvelu „Mroczne rządy”, czyli dystopijna rzeczywistość, w której Norman Osborn stał na czele organizacji dbającej o bezpieczeństwo świata, przygody „Punishera” zaczął pisać Rick Remender. Z początku było niewinnie – po kilku miesiącach czytelnicy i redaktorzy Marvela zdębieli i zaczęli protestować. Nie wszyscy – niektórym się podobało.
Wydany pół roku temu pierwszy zbiorczy tom runu Ricka Remendera zawierał całą ósmą serię „Punisher” z lat 2009-2010 zanim zmieniła nazwę na… „Franken-Castle”. Założeniem Remendera było wrzucenie Pogromcy bardzo głęboko w świat superbpohaterów Marvela – w przeciwieństwie do słynnej serii „Punisher MAX” trzymającej go od tego kolorowego uniwersum tak daleko, jak tylko możliwe. Remender mówił, że chciał powymyślać takie przygody i awantury, że po ukazaniu się ich w sklepach, powinien bać się odbierać pocztę mailową następnego dnia. Różne to były pomysły, ale jeden przebił wszystkie. Daken, wyrodny syn Wolverine’a, pokroił Franka Castle’a na kawałki. Tak, dosłownie. Ten pozszywany został z powrotem przez dziwacznych szalonych naukowców i biega teraz z gigantyczną spluwą u boku Man-Thinga, Morbiusa, mumii i wilkołaka. Nawet na smoku lata. Miano „Franken-Castle” stało się chyba teraz jasne, prawda?
Po pół roku Egmont zamyka najbardziej szalony okres w historii Punishera. Rick Remender doprowadził Franka Castle'a tam, gdzie nikt wcześniej nie odważył się go zaprowadzić. Teraz musi go jeszcze stamtąd wyprowadzić. Czytamy zatem drugi i ostatni zbiorczy tom autorstwa Ricka Remendera. Składa się on z pięcioodcinkowej serii „Franken-Castle”, w którą zamieniła się poprzedzającą ją ósma seria „Punisher”, dwóch odcinków „Dark Wolverine” oraz również pięcioodcinkowej serii „Punisher. In the Blood” zamykającej czasy Ricka Remendera w komiksach o Pogromcy. Punisher, posklejany z kawałków własnego ciała i utrzymywany przy życiu przez różne hydrauliczne maszynerie i protezy wmontowane w jego „organizm”, dostał takiego łupnia pod koniec pierwszego tomu, że teraz ledwo „żyje” (dobre sobie!). Skoro upadł na samo dno, może już tylko piąć się w górę i robić to, co potrafi najlepiej – zostawiać otwory o średnicy dziewięciu milimetrów w ciałach swoich wrogów. Wielką przysługę wyświadczyli mu mieszkańcy Wyspy Potworów – Wampir Morbius i mumia N’Kantu. Wszczepili mu magiczny Krwawy Klejnot, który prawdopodobnie pomoże mu dojść do siebie – czytaj: przeistoczyć się z „potwora Frankensteina” w człowieka.
Punisher, we współpracy ze swoim nowym asystentem Henrym Russo, który okazał się w poprzednim albumie synem Jigsawa, jednego z największych wrogów Franka Castle’a, rusza na nową krucjatę. Jego celem są wszyscy ci, którzy przyczynili się do jego obecnej sytuacji, a w szczególności Daken, psychotyczny, nieokiełznany syn Wolverine’a. Stąd w omawianym dziś albumie dwa odcinki serii „Dark Wolverine” – Daken był jej głównym bohaterem. Ojciec Dakena też się pojawi, nie martwcie się o to!
Seria „Franken-Castle” jest totalnie szalona. Rick Remender stawia Punishera w takich sytuacjach, o których nie śniło się chyba wcześniej nikomu. Hardkorowi fani „Pogromcy” z czasów TM-Semic, lub „Punishera MAX” spod znaku Gartha Ennisa mogą nie wytrzymać tej lektury – to nie jest „ich” Punisher. Jest to po prostu karykaturalna komiksowa pulpa, ale – co warto podkreślić – bardzo świadoma swoje natury. Mózgi w słoikach, wampiry, mumie, wilkołaki a wśród nich Punisher o ikonicznej aparycji „Stwora” z wiadomego filmu z Borisem Karloffem. Co tam się wyprawia – pojedynek za pojedynkiem, jatka za jatką, zero głębi, akcja od początku do końca. Można i tak.
Małą odmianą jest „Punisher. In the Blood”, w którym oglądamy już „normalnego” Pogromcę. Tak, mogę to przyznać – nie będzie przecież spojlerem stwierdzenie, że Frank Castle stał się ponownie człowiekiem. Są takie stałe w uniwersum Marvela., których nikt nie naruszy. Remender wpakował się do piaskownicy ze swoimi zabawkami, ale teraz powoli musi się zabierać. Punisher musi w końcu pozamykać sprawy pootwierane na samym początku runu Remendera – magiczne manipulacje Hooda przy jego zmarłej rodzinie, wyrównanie rachunków z Microchipem czy Jigsawem. Ciekawostka – Rick Remender współpracował kiedyś z Mattem Fractionem przy serii „Punisher. War Journal”, gdzie zajmował się właśnie postacią Jigsawa – zatoczył tym samym koło i na koniec wrócił do macierzy.
Rysowników jest wielu, ale żaden nie wyróżnia się jakoś specjalnie na tle reszty. Całkiem nieźle wypadają Roland Boschi (znany z dwóch ostatnich tomów „Punisher MAX”), a także Tony Moore współpracujący już wcześniej z Remendrem przy serii „Fear Agent”. Najsłabszy jest Dan Brereton odpowiedzialny za jeden odcinek – nie da się nie zauważyć, o którym mówię. To nie jest styl i sposób na komiks, który chcemy oglądać. Tak, czy inaczej obydwa tomy pozostają jedną z najbardziej niecodziennych interpretacji Punishera. Jedni uznają go za herezję, inni za szaloną perełkę. Obojętnie po której stronie sporu stoimy, trudno odmówić autorowi jednego – odwagi.
Run Ricka Remendera to typowe „tam i z powrotem”. W pierwszym tomie szliśmy „tam” – do samego dołu, w abstrakcję, mokre sny scenarzysty o Pogromcy w Krainie Czarów. Teraz idziemy „z powrotem” – do góry, w realizm, trzeba się wysuszyć i wrócić do normalności. W październiku 2011 roku, kilka miesięcy po wydaniu ostatniego odcinka Ricka Remendera rozpoczęła się seria dziewiąta. Scenariusze do niej napisał sam Greg Rucka i to było swego rodzaju nowe otwarcie dla Pogromcy. Tylko czekać tych komiksów w Polsce.
Tytuł: Rick Remender. Punisher. Tom 2
Scenariusz: Rick Remender, Marjorie Liu, Daniel Way
Rysunki: Roland Boschi, Paco Diaz, Tony Moore, John Lucas, Andrea Mutti, Stephen Segovia, Palo Jefte, Dan Brereton
Tłumaczenie: Mateusz Lis
Tytuł oryginału: „Dark Wolverine” #88–89, „Franken-Castle” #17–21, „Punisher: In the Blood” #1–5
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: lipiec 2026
Liczba stron: 296
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328175952






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz