Żywot łajdaka
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Konwencja noir, zwłaszcza ta klasyczna z akcją osadzoną w pierwszej połowie dwudziestego wieku, ma szczególny popkulturowy potencjał. Twórcy uwielbiają do niej nawiązywać lub się nią inspirować. „Dieter Lumpen” wydany przez Lost in Time robi to wzorcowo, dostarczając jednocześnie sporo nowej, bardzo charakterystycznej, jakości.
Przygody tytułowego Dietera, rozbrajającego łajdaka rzucanego przez okoliczności po całym świecie czwartej i piątej dekady ubiegłego wieku, napisał Argentyńczyk Jorge Zentner a narysował Hiszpan Rubén Pellejero. „Dieter Lumpen” zadebiutował w latach osiemdziesiątych w magazynie „Cairo”. Na samym początku wszystkie historie składały się z kilku lub kilkunastu stron i choć były niepołączone fabularnie, to zaznaczono wyraźnie ich chronologię. Czyli Dieter wplątuje się w awanturę w Stambule, potem wykorzystuje zdobyty tam majątek w drugim odcinku, następnie w wyniku tych wydarzeń udaje się do Hajfy – i tak dalej, i tak dalej. Mamy do czynienia z naprawdę krótkimi, bardzo prostymi i wręcz symbolicznymi fabularnie historiami. Wszystkie zbiera pierwsza z czterech części albumu – kolejne trzy są z kolei dłuższymi opowieściami w typowym europejskim formacie rozpisanym na ponad czterdzieści stron. We „Wspólnych wrogach” Dieter przebywa w Tunezji i poszukuje skradzionego przez terrorystów balonu, w „Karaibach” wozi ekipę filmową z Hollywood po tamtejszych wysepkach i pomaga w poszukiwaniach skarbu, a w „Cenniku Charona” podróżuje przez Stany Zjednoczone jako autostopowicz i opowiada swemu podejrzanemu kierowcy historię swego życia.
