Ted Chiang to amerykański pisarz science fiction, którego całym literackim dorobkiem jest tylko kilkanaście opowiadań. Nie napisał żadnej powieści i nie zamierza. I jednocześnie jest to jeden z najbardziej obsypanych nagrodami twórców fantastyki. Zdobył kilkukrotnie nagrody Hugo, Locus, Nebula oraz mnóstwo nagród pomniejszych (całkowicie popieram, choć ja bym te nagrody nieco poprzesuwał między opowiadaniami). Jest powszechnie znany i rozpoznawany w świecie literatury science fiction i wszystko to osiągnął (powtórzmy to wyraźnie) kilkunastoma opowiadaniami! Czy oznacza to, że jego teksty posiadają jakąś nadnaturalną siłę rażenia? Zdecydowanie tak. Zbiór Siedemdziesiąt dwie litery wydawnictwa Solaris, wydany w 2010 roku zawiera jedenaście pierwszych opowiadań Chianga, kolejne dwa pojawiły się w Polsce w zbiorach Kroki w nieznane z 2010 i 2012 roku a ostanie, bardzo krótkie w Nowej Fantastyce z października 2015. I to wszystko.
Wysokie uznanie z jakim spotyka się Chiang wynika według mnie z tego, że realizuje on perfekcyjnie założenia, które leżą u podstaw science fiction i dodatkowo używa do tego najlepszego możliwego narzędzia – krótkiej formy literackiej. Fantastyka naukowa (zwłaszcza ta twarda jej odmiana) to przede wszystkim literatura konceptu. Nie akcji, nie sensacji, nie poetyckiego języka, nie artystycznych wygibasów ani fabularnego mięsa. Tu przede wszystkim chodzi o wizję, ideę i filozofię, wobec których forma, fabuła, styl powinien pełnić służebną rolę. W opowiadaniach Teda Chianga nie ma żadnych zbędnych elementów, każdy składnik jest potrzebny i ściśle zarachowany, zatem do zrozumienia tego co autor mówi, potrzeba pełnego skupienia i zaangażowania w lekturę.
Autor nie pisze opowiadań w jednym stylu. Różnicuje zarówno sposób pisania jak i formę narracji. Nieco ponad połowa tekstów to rasowe hard SF, choć nie we wszystkich przypadkach punktem wyjścia do budowy wymaganego w tym gatunku technologiczno-naukowego szkieletu jest znana nam rzeczywistość. Mamy standardowo pisane opowiadania fantastyczne, steampunk filozoficzny, tekst rodem z Cyberiady, szkatułkową fabułę w stylu Baśni tysiąca i jednej nocy, opowiadanie-cykl wywiadów reporterskich, szorty przypominające felietony naukowe i w końcu opowiadanie o specyficznej, podwójnej narracji, której struktura jest rewelacyjną ilustracją ideowego motywu przewodniego.
