Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Punisher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Punisher. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 sierpnia 2026

Punisher według Ricka Remendera. Tom 2

Won z naszego świata, panie Castle!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Gdy w 2009 roku trwały w Marvelu „Mroczne rządy”, czyli dystopijna rzeczywistość, w której Norman Osborn stał na czele organizacji dbającej o bezpieczeństwo świata, przygody „Punishera” zaczął pisać Rick Remender. Z początku było niewinnie – po kilku miesiącach czytelnicy i redaktorzy Marvela zdębieli i zaczęli protestować. Nie wszyscy – niektórym się podobało.

Wydany pół roku temu pierwszy zbiorczy tom runu Ricka Remendera zawierał całą ósmą serię „Punisher” z lat 2009-2010 zanim zmieniła nazwę na… „Franken-Castle”. Założeniem Remendera było wrzucenie Pogromcy bardzo głęboko w świat superbpohaterów Marvela – w przeciwieństwie do słynnej serii „Punisher MAX” trzymającej go od tego kolorowego uniwersum tak daleko, jak tylko możliwe. Remender mówił, że chciał powymyślać takie przygody i awantury, że po ukazaniu się ich w sklepach, powinien bać się odbierać pocztę mailową następnego dnia. Różne to były pomysły, ale jeden przebił wszystkie. Daken, wyrodny syn Wolverine’a, pokroił Franka Castle’a na kawałki. Tak, dosłownie. Ten pozszywany został z powrotem przez dziwacznych szalonych naukowców i biega teraz z gigantyczną spluwą u boku Man-Thinga, Morbiusa, mumii i wilkołaka. Nawet na smoku lata. Miano „Franken-Castle” stało się chyba teraz jasne, prawda?

niedziela, 24 maja 2026

Punisher według Ricka Remendera. Tom 1

Witaj w naszym świecie, panie Castle!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Punisher należy do uniwersum Marvela – wiadomo. Od samego początku jednak jego przygody pisane były w oparciu o jedno domyślne założenie – trzymamy go z daleka od całej kolorowej ferajny jak tylko możliwe i idziemy w realizm. Czasem pojawiały się wyjątki od tej reguły. Ósma seria „Punisher”, zebrana przez Egmont w jednym tomie, jest jednym z najbardziej jaskrawych.

Cofnijmy się najpierw do 2008 roku. W grudniu zakończyła się „Tajna inwazja”, czyli atak zmiennokształtnych Skrulli na Ziemię. Kosmici zostali odparci, ich tajni agenci wykryci i teoretycznie wszystko wróciło do normy. Niestety S.H.I.E.L.D. zostało skompromitowane, więc w jego miejsce powołano organizację H.A.M.M.E.R. z Normanem Osbornem (dawnym Zielonym Goblinem) na czele. Rozwiązano Avengers, a Osborn utworzył ich „mroczną” wersję… Dark Avengers (oczywiście!). Wskaźnik przestępstw w Stanach Zjednoczonych zaczął spadać – nowi strażnicy porządku okazali się twardsi i bardziej bezwzględni. Jest jednak pewien człowiek, który wie, że za fasadą diabolicznego uśmiechu Normana Osborna kryje się nie bezinteresowna chęć niesienia pomocy, lecz zwykła korupcja i przyzwolenie na zło – usankcjonowane i przeniesione z ulic do bogatych drapaczy chmur. Tym człowiekiem jest oczywiście Frank Castle.

niedziela, 30 listopada 2025

Punisher. Dziennik wojenny

Epickie uzupełnienie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Punishera” z lat dziewięćdziesiątych nigdy za dużo. Mimo wszystkich wad tamtej epoki był to sprzedażowy hit nie tylko za oceanem, ale i w Polsce – TM-Semic trafiło w dziesiątkę, jeśli chodzi o wybór komiksu na start swej działalności. Wydawnictwo Egmont wydało właśnie potężny tom pod tytułem „Punisher. Dziennik wojenny” zbierający pierwsze dziewiętnaście odcinków drugiej, równoległej serii z przygodami Pogromcy tamtego okresu.

Serią pierwszą, starszą o mniej więcej rok, był po prostu „Punisher”. Historie autorstwa Mike’a Barona (scenariusz) i Whilce’a Portacio (rysunek), opowiadające o ciężkiej przeprawie Franka Castle’a z Wilsonem Fiskiem, możemy przeczytać w „Punisher. Epic Collection. Kingpin rządzi” – to od tych właśnie zeszytów zaczęło TM-Semic w 1990 roku. Seria była tak popularna, że na propozycję rozpoczęcia drugiej, złożonej przez Carla Pottsa, szefostwo Marvela zgodziło się od razu. Jesienią 1988 roku, kiedy „Punisher” dotarł do trzynastego odcinka, wystartowała seria „Punisher. War Journal”, której trzy pierwsze odcinki napisał i narysował właśnie Carl Potts. Tusz kładł początkujący wtedy i mało znany w branży Jim Lee. Był jednak jako inker tak charakterystyczny, że od odcinka czwartego to on został stałym rysownikiem serii – miał tylko małą przerwę w zeszytach 14-16.

niedziela, 26 października 2025

Punisher MAX. Tom 11

MAX raz jeszcze


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Punisher” największą popularność zdobył oczywiście na początku lat dziewięćdziesiątych, jednak najlepsze komiksy z nim w roli głównej zaczęły wychodzić dziesięć lat później. Trzytomowa edycja „Punisher. Marvel Knights” oraz późniejsza dziesięciotomowa „Punisher MAX” ze scenariuszami Gartha Ennisa (głównie) i Jasona Aarona (wydane w odcinkach w pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku) to rzeczy znakomite. Wydawać by się mogło, że to wszystko. Wtem! Jedenasty tom zbiorczy „MAX” ukazuje się nakładem Egmontu.

Tym razem dostaniemy dwie sześcioczęściowe historie – obie napisał Garth Ennis, a narysował Jacen Burrows. Na początku 2020 roku ukazała się opowieść „The Soviet” idealnie wpasowującą się w założenia imprintu „MAX”. Frank Castle jest już stary, zmęczony i ma dwa problemy. Ktoś bardzo umiejętnie podszywa się pod jego postać i wykańcza rosyjską mafię w Nowym Jorku. Traf chciał, że dokładnie tę, której szefa, starego radzieckiego generała z czasów interwencji w Afganistanie, sam chce zlikwidować.

niedziela, 9 lutego 2025

Punisher Epic Collection. Najwyższy wymiar kary

Konstrukcja cepa


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Przed nami ostatni tom „Punisher. Epic Collection”. Wielka gratka dla fanów TM-Semic, ciekawostka dla pozostałych. Lata dziewięćdziesiąte w Marvelu skrywają jeszcze wiele innych niespodzianek, ale na razie, dopóki za oceanem epickie „Punishery” mają zastój wydawniczy, cieszmy się tym, co mamy.

A mamy w sumie pięć grubych tomów. Ostatni, zatytułowany „Układanka Jigsawa” i opatrzony numerem pięć (pierwszy do tej pory nie został wydany w Stanach), kończy się na 48 odcinku „Punishera” z maja 1991, czyli na Semicowym numerze 4/1992. Omawiany dziś album, „Najwyższy wymiar kary”, jest „epicem” numer siedem, rozpoczynającym się dopiero od odcinka 63 z maja 1992 roku. Dlaczego tak? Szósty tom kolekcji również nie doczekał się do tej pory wydania w USA. Ciekawych, co było pomiędzy, nie mogę nawet odesłać do starych wydań TM-Semic – nasze słynne wydawnictwo wypuściło z tego pominiętego (jak na razie) okresu tylko odcinki 49-51, bo zajęło się wtedy inną, popularniejszą (Jim Lee rysuje – wiadomo) serią „Punisher. War Journal”. TM-Semic miotało się w tych czasach niemożebnie – w polskich „Punisherach” z lat 1993-1995 brak jakiejkolwiek chronologii, choć (prawdopodobnie) Marvel Arek wybrał rzeczywiście wszystko, co najlepsze z tamtego okresu.

niedziela, 18 sierpnia 2024

Punisher Epic Collection. Układanka Jigsawa

Szczyt


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W roku 1990 nastąpiło apogeum popularności Punishera w USA. Charakterystyczna furgonetka, pełna nowoczesnych gadżetów (w omawianym dziś albumie nawet lata na rozkładanych skrzydłach!), Mikrochip dbający o zaopatrzenie i zadania wywiadowcze, Punisher tylko czasem wspominający tragedię w Central Parku i nieprzytłoczony traumą oraz regularne interakcje z resztą uniwersum Marvela. Dziś po raz czwarty wracamy do ery TM-Semic i czytamy „Pogromcę” sprzed trzydziestu czterech lat.

Poprzedni album, „Powrót do Wielkiego Nic” nie zawierał zbyt wielu materiałów wcześniej opublikowanych w Polsce – raptem cztery odcinki. „Układanka Jigsawa” (tłumaczenie bardzo niefortunne) nadrabia z nawiązką – zawiera aż czternaście odcinków serii „Punisher” (od 35 do 48) z drugiej połowy 1990 i pierwszej 1991 roku. Wszystkie były wydane przez TM-Semic – od „Punishera” 10/1991 do 4/1992). Było to również apogeum popularności tej serii w naszym kraju – prawie wszystkie odcinki (oprócz jednego) napisał etatowy w tym czasie scenarzysta serii, czyli Mike Baron a większość narysowali Bill Reinhold i Mark „Tex” Texeira, dwaj jakże odmienni, ale tak samo rewelacyjni graficy. Między te świetnie napisane i narysowane odcinki wplecione zostają trzy komiksy nieco słabsze – dwa one-shoty, czyli swego rodzaju wydania specjalne, i kolejny „Punisher Annual”.

niedziela, 25 lutego 2024

Punisher Epic Collection. Powrót do Wielkiego Nic

Album reprezentatywny


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

To już trzeci tom „Punisher. Epic Collection” w Polsce. Fani komiksów TM-Semic mają niebywałą okazję uzupełnić braki – nasze legendarne już wydawnictwo wydało swego czasu tylko dwie dwuodcinkowe historie z wszystkich, które znajdziemy w omawianym dziś albumie. Przed nami „Punisher” z lat 1989-1990, czyli z okresu szczytu swej popularności.

Poprzedni tom zawierał gigantyczną dawkę komiksów z początkowego okresu TM-Semic – odcinki 11-25 drugiej serii „Punishera” były wydane u nas na samym początku istnienia wydawnictwa. Scenarzysta Mike Baron i rysownik Whilce Portacio, dwaj niezwykle znani i lubiani twórcy wywindowali popularność Pogromcy na naprawdę wysoki poziom. Baron został, Portacio odszedł – zastąpił go Bill Reinhold, który pomimo zupełnie odmiennego stylu poradził sobie z wysoko zawieszoną poprzeczką. Marvel Comics kuło żelazo, póki gorące – oprócz regularnej serii (w dzisiejszym „Epicu” znajdziemy odcinki 26-34) wydano w tym czasie trzy tak zwane „powieści graficzne” i kolejny (już trzeci) „annual”. Wszystko to znajdziemy tutaj, w „Powrocie do Wielkiego Nic”.

czwartek, 27 lipca 2023

Punisher Epic Collection. Kingpin rządzi

Stare, ale jare


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wielkie tomy „Epic Collection” regularnie pojawiają się na naszym rynku. Mamy już sześć „Spider-Manów” (siódmy w drodze), będzie „Wolverine”, no i mamy dwa „Punishery”. Ten drugi, wydany pod koniec czerwca nakładem Egmontu, jest dla fanów TM-Semic niesamowitą podróżą w przeszłość. Legendarne wydawnictwo wystartowało dokładnie od momentu, w którym zaczyna się omawiany dziś album.

Pierwszy tom, przybliżył nam wszystkie te odcinki, które wyszły przed startem TM-Semic. Teraz zaczynamy od numeru jedenastego drugiej serii „Punishera”, wydanego we wrześniu 1988 roku i kończymy na odcinku dwudziestym piątym z listopada 1989. A do tego dwa „annuale”, których w naszym kraju nie było – ale to akurat nie jest wielką stratą. TM-Semic dobrze wiedziało, co robi – jedenasty odcinek jest idealnym miejscem na start z dwóch powodów. Po pierwsze, trwa właśnie świetny run Whilce Portacio – uznanego rysownika, którego znajdziemy potem głównie w „X-Menach”. Po drugie, świetnie zarysowana zostaje tu postać Punishera – historia jego tragedii, uzasadnienie antyprzestępczej krucjaty i zasady, jakimi się w niej kieruje. Kolejne odcinki autorstwa Portacio zabierają nas w pościg za zwyrodnialcem Samsonem i jego hipisowską „rodziną” – co jest wyraźnym nawiązaniem do przerażającej historii komuny Charlesa Mansona.

niedziela, 27 listopada 2022

Punisher Epic Collection. Krąg krwi

Zanim przyszło TM-Semic


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

No, to musiało w końcu nastąpić. Tak jak trzydzieści dwa lata temu wydawnictwo TM-Semic rozpoczęło inwazję na polski rynek komiksowy „Punisherem” i „Spider-Manem”, tak Egmont również wystartował z klasycznymi „epickimi kolekcjami” zbierającymi przygody właśnie tych dwóch bohaterów. Pająk dorobił się w Polsce już pięciu, wielkich tomów – teraz dostajemy pierwszy album z „Pogromcą”

W przypadku „Amazing Spider-Man. Epic Collection” jest trochę więcej materiału do ogarnięcia – o wiele wcześniejszy debiut człowieka-pająka, cztery równolegle wydawane serie i mnóstwo przeplatających się między nimi historii wprowadzają nieco chaosu. Z „Punisher. Epic Collection” jest prościej – przynajmniej na początku. Pogromca zadebiutował w „The Amazing Spider-Man” #129 z lutego 1974 roku. Przyjął się bardzo dobrze, amerykańscy czytelnicy komiksów uwielbiali niejednoznacznych moralnie antybohaterów. Pojawiał się tu i tam, aż w końcu dwanaście lat po debiucie dostał w końcu własną serię, zatytułowaną po prostu „Punisher”. Krótką, limitowaną, tylko pięcioodcinkową, wydaną w pierwszej połowie 1986 roku, napisaną przez Stevena Granta i zilustrowaną przez Mike’a Zecka. To właśnie ona rozpoczyna pierwszy tom „Punisher. Epic Collection” (tak właściwie to drugi – pierwszy, zbierający przygody Franka Castle’a sprzed 1986 roku, nie został jeszcze wydany nawet za oceanem). Przeczytamy dziś komiksy, które uczyniły postać Punishera naprawdę rozpoznawalną i popularną.

niedziela, 23 października 2022

Marvel Knights. Punisher. Tom 3

„John Smith”. Aha.


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Punisher jest bohaterem symbolicznym, uosobieniem pewnego popkulturowego wzorca wykorzystywanego od wielu lat. Twardziel szukający zemsty za zamordowanie rodziny nie tylko na winowajcach, ale na wszystkich „złych ludziach” świata. To przecież on właśnie, obok Spider-Mana, był pierwszym wyborem TM-Semic podczas komiksowej inwazji na Polskę roku 1990. Dziś mamy okazję poznać kolejny rozdział z jego życia – zakończenie inicjatywy „Marvel Knights”.

„Rycerze Marvela” rozpoczęli dwudziesty pierwszy wiek w wielu tytułach Marvela. W przypadku Punishera logo „Marvel Knights” zdobiło okładki serii piątej i szóstej – wydawanych w latach 2000-2004. Trzeci zbiorczy tom zeszytów „Punishera” z tego okresu zawiera ostatnie jedenaście odcinków tejże inicjatywy i całą, sześcioodcinkową (drugą już noszącą ten tytuł) serię „Punisher. War Zone”, wydaną pięć lat później. Wszystkie siedemnaście epizodów napisał sam Garth Ennis – jak to on, po swojemu, z jajem i charakterystycznym poczuciem humoru. Rysowali różni twórcy, w tym ten, który wyjątkowo dobrze pasuje do narracji Ennisa, czyli Steve Dillon. No to po kolei.

niedziela, 1 maja 2022

Marvel Knights. Punisher. Tom 2

Po bandzie

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W „Punisher MAX” Garth Ennis dał się poznać jako twórca piszący scenariusze całkowicie poważne i przeznaczone dla zdecydowanie dorosłego odbiorcy. Dziesięć wielkich tomów przygód Punishera mamy już na polski rynku. We wrześniu zeszłego roku Egmont cofnął się jeszcze trochę bardziej w czasie i rozpoczął trzytomowy cykl poprzedzający „MAX”. Dziś zajmiemy się jego tomem drugim.

Wspomniany „Punisher MAX” od Egmontu jest serią opatrzoną numerem siedem. Pierwszy tom wcześniejszego „Marvel Knights. Punisher” zbierał wszystkie dwanaście odcinków serii piątej oraz pierwsze sześć szóstej. Za sterami tego przedsięwzięcia stał również Garth Ennis, któremu dzielnie asystował Steve Dillon – panowie, niesieni falą sukcesu „Kaznodziei”, przywracali do życia Pogromcę. „Punisher” pod egidą „Marvel Knights” był w prostej linii przedłużeniem pewnych założeń i estetyki wspomnianego „Kaznodziei” – komiks z jajem, dosadnym poczuciem humoru, przekraczający czasem granice dobrego smaku, ale jednocześnie inteligentny i wciągający. I oczywiście tylko dla dorosłych.

niedziela, 24 października 2021

Marvel Knights. Punisher. Tom 1

 

„MAX” ale na wesoło


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Przy okazji pierwszego tomu „Punisher MAX” od Egmontu wspomniałem o pewnej inicjatywie Marvela z roku 1998. „Marvel Knights”, forpoczta imprintu „MAX”, nowa linia wydawnicza, której głównym zadaniem był dryf ku o wiele bardziej poważnym i wymagającym fabułom, przedstawiła wybranych bohaterów Marvela w nieco innym, dojrzalszym wydaniu. Między innymi Punishera – oto przybywają Garth Ennis i Steve Dillon, niesieni falą sukcesu „Kaznodziei”. Zadanie: odbudować popularność Franka Castle’a.

W ramach przedsięwzięcia „Marvel Knights” powstały aż trzy serie z Pogromcą. Na samym początku działalności imprintu wydano króciutką (tak właściwie to już czwartą, jeśli chodzi o postać „Punishera”), czteroodcinkową serię autorstwa Toma Sniegoskiego, ilustrowaną przez samego Berniego Wrightsona„The Punisher. Purgatory”. Ale niestety nie zawojowała ona rynku i została anulowana. Dopiero po piętnastu miesiącach, w kwietniu 2000 roku, wyszedł pierwszy odcinek serii piątej, zatytułowany „Welcome back, Frank”. I to właśnie od niego rozpoczyna się pierwszy zbiorczy tom „Marvel Knights. The Punisher” wydany we wrześniu nakładem Egmontu. Znajdziemy tu wszystkie dwanaście odcinków wzmiankowanej serii piątej, pierwsze pięć serii szóstej i pojedynczy one-shot o dość zabawnym tytule (ale o tym za chwilę). Materiału w serii szóstej jest dużo – starczy jeszcze na dwa grube, kilkunastoodcinkowe tomy. Zaraz po nich, w marcu 2004 roku, rozpoczęła się inicjatywa „MAX” – ale to już znamy.

czwartek, 2 września 2021

Punisher MAX. Tom 10

Kropka nad i


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dotarliśmy w końcu do ostatniego, dziesiątego tomu „Punisher MAX” od Egmontu. Po pasjonującej, długiej opowieści ze scenariuszem Jasona Aarona i rysunkami Steve’a Dillona, którą poznaliśmy w tomach ósmym i dziewiątym, dostaniemy teraz mnóstwo króciutkich, nie powiązanych ze sobą fabularnie odcinków. Stawiamy kropkę nad i.

Tom dziesiąty to prawdziwe zatrzęsienie scenarzystów i rysowników. Najpierw sześć strzałów sygnowanych logiem „Punisher MAX”, wydanych między sierpniem 2009 a październikiem 2010 roku. Frank rozprawi się z bestiami kręcącymi filmy „snuff” na szczycie ekstremalnie strzeżonego wieżowca; dorwie płatną zabójczynię i jej pamiętniki; pojedzie na wakacje do Walii, gdzie skorumpowany oddział S.A.S. handluje narkotykami przywiezionymi z Afganistanu; rozjedzie swym wozem bojowym gang motocyklowy i zainspiruje dwóch kolesi w jednych z najlepszych odcinków całego zbioru. Pierwszym natchnionym będzie księgowy-everyman Joe, szukający po kłótni z żoną pocieszenia w salonie masażu „Happy Ending” a drugim obrzydliwy psychopata – każdemu z nich spotkanie z Pogromcą przyniesie dokładnie to, na co zasłużyli.

środa, 11 sierpnia 2021

Punisher MAX. Tom 9

Powrót do domu

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Dziewiąty tom „Punishera MAX” od Egmontu zawiera drugą połowę dwudziestodwuodcinkowej serii o tym samym tytule. Wychodziła ona za oceanem w latach 2010-2012 – scenariusze pisał autor niesamowitego „Skalpu”, czyli Jason Aaron a za rysunki odpowiadał Steve Dillon. Oto Frank Castle, który najlepsze lata ma już dawno za sobą – teraz cierpi na słabości starego już ciała i męki dręczonego zbyt długo umysłu. 

Pamiętamy tom ósmy. Władzę nad przestępczym światem Nowego Jorku objął Kingpin (realia „Punishera MAX” nie mają nic wspólnego z regularnym uniwersum Marvela, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby uznać, że „Ważniak” zrobił to dopiero teraz, gdy Punisher jest po sześćdziesiątce), który postanowił raz na zawsze usunąć zagrożenie ze strony Pogromcy. Bullseye, etatowy przeciwnik Daredevila, okazał się tym łotrem, któremu udało się złamać Punishera, dotrzeć do jego mrocznego wnętrza i wystawić na światło dzienne wszystkie koszmarne i wypierane tajemnice. Pogromca ledwo przeżył – połamany, poharatany, na granicy życia i śmierci, trafia w końcu tam, gdzie czeka na niego tysiąc drani pragnących odebrać mu życie – do więzienia na Wyspie Rykera.

czwartek, 5 sierpnia 2021

Punisher MAX. Tom 8

 

Demon na tronie z czaszek

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


W grudniu 2009 roku zakończyła się kolejna seria z Pogromcą – „Frank Castle. The Punisher”. Najpierw (jeszcze jako po prostu „The Punisher” vol.7) pisał ją nieoceniony Garth Ennis, potem zabrali się za nią inni twórcy. Wszystko to mogliśmy przeczytać w sześciu tomach „Punishera MAX” od Egmontutom siódmy zebrał z kolei wszystkie krótkie opowieści autorstwa Gartha Ennisa, nie należące do żadnej regularnej serii. Dziś przyszła pora na zmianę warty i kolejne „przygody” – oto tom ósmy, zawierające połowę serii zatytułowanej… po prostu „Punisher MAX”.

Za sterami – Jason Aaron i Steve Dillon. I tu od razu trzeba zaznaczyć jedną z dwóch podstawowych cech jakie odróżniają run Aarona/Dillona od tego co znamy już w wydaniu Gartha Ennisa. Ennis przedstawiał kilkuodcinkowe (najczęściej sześcio-) fabuły, z których każda mogła być czytana niezależnie od innych. Była oczywiście utrzymana ciągłość historii, w kolejnych opowieściach mieliśmy nawiązania do poprzednich, ale nie miało to wszystko wielkiego znaczenia dla samej fabuły. U Aarona jest inaczej – jego run był z góry zaplanowany na dwadzieścia dwa odcinki, autor doskonale wiedział do czego zmierza i jak chce zakończyć swoją opowieść. Wszystkie epizody ilustruje jeden grafik – Steve Dillon, twórca „jednej twarzy u wszystkich bohaterów”, znany nam doskonale z „Kaznodziei” czy „Hellblazera” (Gartha Ennisa, notabene). Wszystkie dwadzieścia dwa odcinki, składające się na ósmy i dziewiąty tom „Punishera MAX” to jedna, długa, zamknięta historia – Aaron stworzył po prostu powieść graficzną z wszystkimi cechami ją definiującymi. 

czwartek, 29 lipca 2021

Punisher MAX. Tom 7

 Po drugiej stronie lustra

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Siódmy tom „Punishera” w wersji MAX to powrót Gartha Ennisa! Ten pokaźnych rozmiarów album zbiera te historie ze scenariuszami Irlandczyka, które nie przynależą do żadnej regularnej serii z Punisherem w roli głównej. Każdą z opowieści ilustruje inny grafik - niektórych znamy, innych jeszcze nie. Różnorodność nie wpływa jednak na jakość komiksu. Omawiany dziś album jest jednym z najlepszych w cyklu.

Zaczynamy od jednej z najgłośniejszych fabuł z Pogromcą w historii. Czteroczęściowa opowieść „Born” powstała tuż przed komiksami, które mieliśmy okazję przeczytać w pierwszym tomie „Punishera MAX” od Egmontu. Przenosimy się do Wietnamu, do roku 1971, kiedy to Frank Castle dowodził opuszczoną przez Boga, Amerykę i wielkich generałów placówkę nieopodal granicy z Kambodżą. Tak, jesteśmy niedaleko „jądra ciemności” z „Czasu apokalipsy” Francisa Forda Coppoli – baza Valley Forge to piekło na ziemi, w którym każdego nieco słabszego psychicznie człowieka czeka szaleństwo. A może jest tak, że tylko szaleni mogą tu przetrwać? Garth Ennis wyraźnie sugeruje, że to właśnie w Valley Forge narodził się „Punisher”, mroczna strona osobowości Franka Castle’a. Późniejsze wydarzenia w Central Parku, gdzie zginęła rodzina naszego bohatera, tylko ją umocniły i ostatecznie ukształtowały. Jakże mocna jest ta opowieść, jakże niesamowicie napisana i zilustrowana – Darick Robertson, znany w Polsce przede wszystkim z „Transmetropolitan” Warrena Ellisa, wyczynia to graficzne cuda. Oczywiście Frank w jego wydaniu wygląda jak młody Marlon Brando (a jakże by inaczej!?) – chyba nigdy jeszcze nie był tak przerażający.

czwartek, 24 czerwca 2021

Punisher MAX. Tom 6

Trzech następców

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Garth Ennis opuścił serię „Punisher MAX” po sześćdziesięciu odcinkach. Trzech twórców próbowało ją kontynuować – piętnaście kolejnych epizodów serii przyniosło trzy odrębne, całkiem niezłe, opowieści. Szósty, zbiorczy tom przygód „Pogromcy” od Egmontu zawiera dokładnie te historie – następcy Irlandczyka spisali się naprawdę nieźle.

Zaczynamy od wyprawy do Meksyku. „Dziewczęta w białych sukienkach” to pięcioodcinkowa, brutalna i przygnębiająca opowieść napisana przez Gregga Hurwitza i narysowana przez Laurence’a Campbella. Frank Castle zostaje poproszony o pomoc przez mieszkańców przygranicznego miasteczka o nazwie Tierra Rota. Niezidentyfikowany gang porywaczy uprowadza młode kobiety i dziewczynki – ich okaleczone ciała znajdowane są zazwyczaj po kilku tygodniach w okolicach miasteczka. Gregg Hurwitz chciał najwyraźniej przebić Ennisa pod względem zawartości bólu emanującego z kart komiksu – cierpi Punisher, cierpią niewinni i cierpią zbrodniarze. Frank Castle trzyma nawet w pewnej chwili lufę pistoletu w ustach – wydarzenia w Tierra Rota popchnęły na krawędź nawet jego. Ponure wrażenie dopełniają fotorealistyczne, ziarniste ilustracje Laurence’a Campbella, którego znamy z wydawanej w Polsce serii „BBPO”. Jego prace są bardzo „szorstkie”, „brudne” i mało „komiksowe” – swego rodzaju ból sprawia samo patrzenie na nie. W pozytywnym znaczeniu oczywiście. Jego prace mają być dokładnie takie – wywołujące dyskomfort u czytelnika.

czwartek, 13 maja 2021

Punisher MAX. Tom 5

Dzięki, panie Ennis!

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Piąty tom „Punisher MAX” to pożegnanie z Garthem Ennisem. Otrzymujemy jedenaście ostatnich odcinków ze scenariuszem autora „Kaznodziei” – zakończył on przygodę z „Punisherem” w wersji MAX po sześćdziesięciu zeszytach i przekazał pałeczkę następcom. W jaki sposób pożegnał się z czytelniami? Nietrudno się domyślić, że z wielką klasą.

Ostatni „Punisher” Gartha Ennisa to – jak zwykle – dwie historie. Pierwsza, pod tytułem „Długa, zimna noc”, to powrót Barrakudy. Najtwardszy przeciwnik Franka Castle’a postanawia zemścić się na nim za wydarzenia z trzeciego tomu. Porywa pewną małą, kilkuletnią dziewczynkę (z jakiegoś powodu istotną i ważną w życiu Castle’a) i wywabia Pogromcę z kryjówki. Dwóch nadludzi zetrze się w ekstremalnie brutalnym pojedynku – chyba najbardziej krwawym z wszystkich jakie toczył Punisher w serii „MAX”. Tytuł „Długa, zimna noc” jest idealnym podsumowaniem całego życia Franka – walka z Barrakudą staje się (nie bez powodu) przyczynkiem do wiwisekcji koszmarów tkwiących w umyśle głównego bohatera i powrotu do czasów tragicznych wydarzeń w Central Parku, gdzie zamordowano jego rodzinę.

czwartek, 22 kwietnia 2021

Punisher MAX. Tom 4

Chcesz być mną?

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Czwarty „Punisher MAX” zawiera jak zwykle dwie zamknięte, kilkuodcinkowe historie – obie są jednak kontynuacjami wątków z poprzednich tomów. Udajemy się na górskie bezdroża Afganistanu, aby potem wrócić do Ameryki i stawić czoła… kobietom. Tak właśnie – ale po kolei.

„Mateczka Rosja”, czyli pierwsza połowa drugiego tomu, opowiadała o wielkiej awanturze na północy Rosji, gdzie w starym, zimnowojennym silosie rakietowym Punisher ścielił podłogę ludźmi generała Mikołaja Aleksandrowicza Zacharowa. Generał wraca, aby pojmać Franka Castle’a – wymuszone zeznania Pogromcy w sprawie akcji na Syberii obciążą organizację SHIELD, a tym samym rząd Stanów Zjednoczonych. Jest szansa na „zimna wojnę 2.0”! Najpierw jednak Punishera trzeba jakoś wywabić z nory – a, że ten nie zwykł pozostawiać niezakończonych spraw, nie powinno to być trudnym zadaniem. Sześcioodcinkowy „Człowiek z kamienia” opowiada o ostatecznym starciu Franka z tytułowym, legendarnym rzeźnikiem z czasów sowieckiej agresji na Afganistan, czyli właśnie generałem Zacharowem i jego ludźmi. W całą aferę wplątuje się również, znana z poprzednich komiksów, żeńska wersja Punishera – Kathryn O’Brien. Afgańskie pustkowia znowu rozbłysną eksplozjami i zabarwią się na czerwono.

wtorek, 30 marca 2021

Punisher MAX. Tom 3

Zawracanie rzeki kijem

Antyprzestępcza krucjata Franka Castle’a trwa w najlepsze. Minęło kilka miesięcy od czasu, gdy brutalnie rozprawił się z Nickym Cavellą, zdegenerowanym gangsterem, który odważył się zbezcześcić grób jego rodziny. Zemsta na ogólnie pojętej „zbrodni” nie przynosi oczywiście ukojenia, ale Frank nie zna i nie interesuje się innym sposobem na życie. W trzecim tomie „Punisher MAX” walczy z handlarzami żywym towarem i bezwzględną megakorporacją.

Otrzymujemy jak zwykle dwie, sześcioodcinkowe historie – zeszyty „Punisher MAX” 25-36, wydane od listopada 2005 do października 2006 roku. Punisherowi przyjdzie najpierw zmierzyć się z „Handlarzami niewolników”, czyli bałkańskim gangiem złożonym z tamtejszych weteranów wojennych. Niewolnictwo seksualne w Ameryce na początku dwudziestego wieku, tajne domy publiczne, w których dochodzi do niewyobrażalnego cierpienia i Pogromca, który, widząc tragedie niewinnych na własne oczy, twierdzi, że „nikogo jeszcze nigdy tak nienawidził’.