czwartek, 22 kwietnia 2021

Punisher MAX. Tom 4

Chcesz być mną?

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Czwarty „Punisher MAX” zawiera jak zwykle dwie zamknięte, kilkuodcinkowe historie – obie są jednak kontynuacjami wątków z poprzednich tomów. Udajemy się na górskie bezdroża Afganistanu, aby potem wrócić do Ameryki i stawić czoła… kobietom. Tak właśnie – ale po kolei.

„Mateczka Rosja”, czyli pierwsza połowa drugiego tomu, opowiadała o wielkiej awanturze na północy Rosji, gdzie w starym, zimnowojennym silosie rakietowym Punisher ścielił podłogę ludźmi generała Mikołaja Aleksandrowicza Zacharowa. Generał wraca, aby pojmać Franka Castle’a – wymuszone zeznania Pogromcy w sprawie akcji na Syberii obciążą organizację SHIELD, a tym samym rząd Stanów Zjednoczonych. Jest szansa na „zimna wojnę 2.0”! Najpierw jednak Punishera trzeba jakoś wywabić z nory – a, że ten nie zwykł pozostawiać niezakończonych spraw, nie powinno to być trudnym zadaniem. Sześcioodcinkowy „Człowiek z kamienia” opowiada o ostatecznym starciu Franka z tytułowym, legendarnym rzeźnikiem z czasów sowieckiej agresji na Afganistan, czyli właśnie generałem Zacharowem i jego ludźmi. W całą aferę wplątuje się również, znana z poprzednich komiksów, żeńska wersja Punishera – Kathryn O’Brien. Afgańskie pustkowia znowu rozbłysną eksplozjami i zabarwią się na czerwono.


Druga historia czwartego tomu (wyjątkowo siedmioczęściowa) nosi tytuł „Owdawiacz”. Garth Ennis nazywa w ten sposób oczywiście Punishera – jasne jest przecież to, że wielu bandytów zlikwidowanych przez Pogromcę było żonatych. Kilka takich owdowiałych żon zebrało się właśnie w Nowym Jorku i postanowiło zrobić to, co nie udało się ich nieświętej pamięci mężom – zabić Franka Castle’a. Wdowy nie przewidziały jednak, że we wszystko (jak zwykle) wmieszają się osoby trzecie, „duchowe bliźniaki” Punishera – czarnoskóry, wyglądający jak Samuel L. Jackson, gliniarz z Nowego Jorku oraz stara znajoma spiskujących wdów. Ona też ma do pogadania z Punisherem, choć tematy niekoniecznie mogłyby się spodobać polującym na niego kobietom.

„Człowiek z kamienia” to rzecz bardzo „ennisowa”. Mamy tu szeroko zakrojony wątek międzynarodowy, wspomnienie jakiegoś krwawego epizodu wojennego z drugiej połowy dwudziestego wieku (tym razem chodzi o sowiecką agresję na Afganistan) i opowieść o żołnierskiej, surowej przyjaźni oraz szacunku dla kolegów po fachu. Liczy się honor, każdy dług zaciągnięty na wojnie musi być spłacony, a porozumienie między mężczyznami na froncie jest niemal telepatyczne. Generał Zacharow, który przypomina tu trochę Kingpina, jest wcielonym złem – diabłem, którego trzeba zlikwidować za wszelką cenę. I tylko tacy twardziele o konsystencji diamentu jak Frank Castle mogą tego dokonać.


Ale Garth Ennis nie zapomina o kobietach – te potrafią być równie twarde. W „Człowieku z kamienia” jest co prawda tylko jedna, ale w „Owdawiaczu” mamy ich już trochę więcej. Druga historia czwartego tomu nie jest tak mocno nacechowana scenariuszowymi manieryzmami Ennisa. Jest to rzecz nieco prostsza fabularnie, nastawiona na szybką akcję – bardziej standardowy „Punisher”. Tu również pojawia się kobieta bliska duchem Frankowi Castle – wycierpiała w życiu więcej niż powinna i złamana przez najbliższe osoby dyszy żądzą zemsty. 

To właśnie w „Owdawiaczu” Punisher zadaje pytanie, będące tytułem niniejszej recenzji. Zarówno wspomniana, poharatana przez życie kobieta, jak i policjant próbujący zrozumieć, kto tak naprawdę poluje na Punishera, balansują blisko granicy, którą dawno temu przekroczył główny bohater. „W środku jesteśmy bliźniętami” – tylko, czy naprawdę ktokolwiek chciałby być Punisherem? Czasem złość na cały świat i otaczającą rzeczywistość wydaje się nie do opanowania, czasem najprościej jest wyciągnąć spluwę i wystrzelić cały magazynek w nieokiełznanej furii i na znak sprzeciwu wobec systemu podtrzymującego zło. „Czasem chciałbym dorwać w swoje ręce Boga” – mówi Frank Castle, który podczas swej krucjaty spotykał okrucieństwo niewyobrażalne. Jednak w pytaniu „Chcesz być mną?” jest gotowa odpowiedź, którą sugerują ziejące pustką oczy pytającego – nikt nie powinien stać tam, gdzie Pogromca.


Leandro Fernandez, którego już znamy z poprzednich tomów, rysuje „Człowieka z kamienia”. Jest bardzo surowo, dosadnie i niezbyt kolorowo. Debiutujący w serii Lan Medina ma o wiele bardziej „komiksowy” sposób na ilustracje. Kobiety w „Owdawiaczu” to nieziemsko piękne istoty, seksowne jak w superbohaterskich latach dziewięćdziesiątych – ostatnio takie podejście mieliśmy chociażby w „Ptakach Nocy” z Detective Comics. Obaj graficy świetnie pasują do charakteru obydwu historii – są to dwie różne i tak samo atrakcyjne opowieści.

W tomie czwartym mamy trochę mniej samego Pogromcy – jest na drugim planie oddając pola kobietom. Same historie nic na tym nie tracą – „Punisher MAX” to nadal jedna z najlepszych serii Marvela jakie możemy obecnie przeczytać w Polsce.


Tytuł: Punisher MAX. Tom 4
Scenariusz: Garth Ennis
Rysunki: Leandro Fernandez, Lan Medina
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Punisher MAX. Vol.4 (#37-#49)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics (MAX Comics)
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 312
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 175 x 265
Wydanie: I
ISBN: 9788328126657

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza