
Przeczytałem w końcu tą ikoniczną i legendarną powieść. Pierwsze skojarzenia, oparte na własnych doświadczeniach z popkulturą, to oczywiście David Lynch (prawie na każdym kroku), Ligotti i jego „horror korporacyjny”, oniryzm Brunona Schulza oraz nie tak dawno czytany Pamiętnik Znaleziony w Wannie Lema. A że trochę ostatnio poczytywałem tekstów w klimatach egzystencjalizmu – najpopularniejsza interpretacja, oparta na tej filozofii, nasuwa mi się siłą rzeczy. Kafka nie podziela optymizmu Camusa. Człowiek wolny bezgranicznie, samotny świadomy byt wśród mechanicznego otoczenia, nie mający żadnej egzystencjalnej podpory w zewnętrznej, wiecznie zrelatywizowanej rzeczywistości, nie wytrzymuje konfrontacji z światem (za „świat” można podstawić „aparat państwowy”, „prawo”, „życie”, „czas”, „przestrzeń” czy „nieskończoność”). Tylko nie „totalitaryzm” – tej drogi interpretacyjnej (jakże popularnej w odniesieniu do Procesu) nie przyjmuję. Nie pasuje mi rok powstania książki a o zdolności prekognicyjne Kafki bym nie posądzał.
Duża doza groteski, teatralnych rekwizytów, dusznych i klaustrofobicznych scenografii. To lubię. A nie daję maksymalnej oceny tylko przez swoje subiektywne odczucia – nie będę udawał mądrzejszego i wrażliwszego niż jestem.
Tytuł: Proces
Tytuł Oryginalny: Der Prozess
Autor: Franz Kafka
Tłumaczenie: Bruno Schulz
Wydawca: Wydawnictwo MG
Data wydania: sierpień 2014
Liczba stron: 448
ISBN: 9788377792070