Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green Lantern. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green Lantern. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2022

Najjaśniejszy dzień

A po nocy przychodzi dzień


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wydana trzy lata temu w Polsce „Najczarniejsza noc” była trzecim, ostatnim etapem runu Geoffa Johnsa w serii „Green Lantern”. Wydarzenia objęły swym zasięgiem całe uniwersum DC i zaangażowały wielu bohaterów, nawet takich, którzy nie mieli za dużo wspólnego z Korpusem Zielonych Latarni. Teraz pora na „Najjaśniejszy dzień” – cóż bowiem innego mogło nadejść?

Omawiany dziś komiks bezpośrednio kontynuuje wydarzenia „Najczarniejszej nocy”. Co wiemy na starcie? Nekron i jego Korpus Czarnych Latarni zostali pokonani przez Białe Światło i Korpus Białych Latarni, do którego tajemniczy byt o nazwie Entity (uosobienie owego Białego Światła) zwerbował tymczasowo niektórych ziemskich herosów. Entity dokonał jeszcze jednej rzeczy – wskrzesił dwunastu superbohaterów (i superbohaterek), którzy próbują poznać przyczynę swego zmartwychwstania i odnaleźć się jakoś na świecie, zmienionym już nieco od czasu ich śmierci. Tymczasem gdzieś w Teksasie zmaterializował się dziwny artefakt – Biała Latarnia, która niczym mityczny Excalibur, nie pozwala się nikomu podnieść z dna krateru.

niedziela, 9 października 2022

Green Lantern. Wojna z Korpusem Sinestro

Gdy zalewa nas żółć


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Niektóre z historii DC Comics zyskują po latach status legendarnych, zmieniających oblicze uniwersum, czy definiujących jego pewne obszary na nowo. Zazwyczaj noszą miano „kryzysów” – choć nie zawsze. Jednym z tych wydarzeń, które były wyjątkowo znaczące dla Zielonych Latarni, była wielka kosmiczna awantura z roku 2007 – „Wojna z Korpusem Sinestro”.

W 2004 roku bardzo obiecujący młody wilk w wydawnictwie DC Comics, niejaki Geoff Johns, zabrał się za pisanie przygód Hala Jordana, najsłynniejszego ziemskiego członka Green Lantern. Hal po roku 1994 został zapomniany – „Emerald Twilight” a potem „Zero Hour: Crisis in Time!” pogrzebały postać dzielnego lotnika z zielonym pierścieniem mocy. Komiksy z Zielonymi Latarniami nadal wychodziły, ale już bez Hala Jordana. Dopiero dziesięć lat później, Geoff Johns postanowił wskrzesić bohatera – jego opowieść „Green Lantern. Rebirth” (nadal nie wydana w Polsce) uważana jest za jedną z najważniejszych w DC Comics pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Jak możemy przeczytać w posłowiu do omawianego dziś komiksu, cały run Geoffa Johnsa w serii „Green Lantern” to „złote lata Hala Jordana”. Składa się on z trzech wielkich rozdziałów – wspomniany „Rebirth”, „Wojna z Korpusem Sinestro” i wydana już niemal trzy lata temu w Polsce „Najczarniejsza noc”.

czwartek, 24 marca 2022

Green Lantern. Tom 4. Ultrawojna

Srebrna Era jest tu!

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Hal Jordan, najsłynniejsza ziemska Zielona Latarnia, znowu nie żyje. I jak to zwykle w komiksach bywa, objawia się czytelnikom w eterycznej postaci w pelerynie i kapturze obowiązkowo rzucającym cień na jedno oko. Grant Morrison znowu szaleje – „drugi sezon” jego „Green Lantern” nabiera tempa. Nadchodzi Ultrawojna!

Trzeci zbiorczy tom najnowszej serii o przygodach Hala Jordana zakończył się brutalnym atakiem sił Antywersum na Szpital Orbitalny, w którym nasz bohater dochodził do siebie po walce z Hiperrodziną. Agresja „antymaterialnych” była jednak tylko preludium do wydarzenia o wiele bardziej przerażającego, zapowiadanego zresztą stopniowo w pierwszych sześciu odcinkach „Green Lantern. Season Two”, składających się na trzeci tom. Hal Jordan nie może pozwolić sobie na bycie martwym zbyt długo – nadciąga bowiem Ultrawojna, czyli „wojna wszystkiego ze wszystkim”. 

czwartek, 26 sierpnia 2021

Green Lantern. Tom 3. Blackstars

Alicja w Krainie Kwasów


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.


Hal Jordan, najsłynniejsza ziemska Zielona Latarnia, już raz w swojej historii zszedł na złą drogę. Wówczas prawie doszło do końca świata – opowiadał o tym „kryzys” z 1994 roku, zatytułowany „The Zero Hour”. Teraz, po ponad ćwierćwieczu, widzimy, że z Halem znów dzieje się coś niedobrego. Oto „Green Lantern. Blackstars”, komiks lekko szalony i na pewno niecodzienny. Scenarzysta, Grant Morrison, jest w swoim żywiole – podobnie zresztą jak jego towarzysze rysownicy.

Nie możemy zacząć czytać „Green Lantern. Blackstars” bez znajomości dwóch poprzednich komiksów o przygodach Hala Jordana. W 2020 roku Egmont wydał „Galaktycznego stróża prawa” oraz „Dzień, w którym spadły gwiazdy”. Jest to dwutomowa kolekcja dwunastu odcinków serii „Green Lantern”, którą za oceanem wydawano dokładnie od stycznia do grudnia 2019 roku – za scenariusz wszystkich odcinków również odpowiadał Grant Morrison. Co się tam wyprawiało! Hal Jordan początkowo wykonywał zadanie zinfiltrowania tajemniczej, kosmicznej grupy terrorystów zwanej Blackstars – dowodzący nimi Kontroler Mu miał wielkie plany co do przerobienia całego wszechświata na swoją modłę. Poszło, jak to zwykle bywa, aż za dobrze – zagrożenie zawisło nad całym Multiwersum DC Comics. W czasoprzestrzeni powstała wielka wyrwa, przez którą do naszego świata zaczął przenikać wszechświat z antymaterii – „Antywersum”. Hal Jordan i jego towarzysze walczyli naprawdę rozpaczliwie – na nic to się zdało. Pod koniec drugiego tomu dowiedzieliśmy się, co jest tak naprawdę celem Blackstars i Kontrolera Mu, a nasz bohater skończył marnie.

czwartek, 19 listopada 2020

Green Lantern. Tom 2. Dzień, w którym spadły gwiazdy

Kosmos DC według Morrisona

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Gdy pod koniec 2018 roku okazało się, że za tworzenie przygód Hala Jordana, najsłynniejszej ziemskiej Zielonej Latarni, zabiera się Grant Morrison, czytelnicy Detective Comics byli równie podekscytowani, co zaniepokojeni. Dwanaście odcinków pierwszej serii rozłożono idealnie na dwanaście miesięcy 2019 roku. Koneserzy i najwięksi twardziele wśród fanów DC jakoś dawali radę nadążać za fabułą – nowicjusze odpadali w przedbiegach.

Wydany w marcu 2020 w Polsce roku pierwszy tom zbiorczy, zatytułowany „Green Lantern. Galaktyczny stróż prawa”, zawierał sześć pierwszych odcinków runu Granta Morrisona. Hal Jordan „zdradził” Korpus i przystąpił do Blackstars – grupy będącej tak naprawdę antytezą Zielonych Latarni. Ich przywódca, znany jako Kontroler Mu, reprezentant złowrogiej kosmicznej rasy, będącej w konflikcie ze Strażnikami Wszechświata z planety Oa, chce zniszczyć całe uniwersum. A właściwie przerobić je na swoją modłę. Hal Jordan musi zinfiltrować Blackstars i pokrzyżować ich plany – użycie tak zwanego „urządzenia ostatecznego” może nieodwołalnie zmienić wszechświat. Jako „Blackstar Parallax” dołącza do kosmicznych superprzestępców – pierwszy tom kończy się tragicznymi wydarzeniami, po których zdezorientowany czytelnik nie wie za bardzo, co się właściwie wydarzyło.

niedziela, 15 listopada 2020

Omega Men

Szarość kosmosu

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Tom King to obecnie jedno z „najgorętszych” nazwisk w komiksowym, superbohaterskim świecie. Polscy czytelnicy czytali jego genialnego „Visiona”, niesamowitego „Mistera Miracle’a”, run „Batmana” w ramach „DC Odrodzenie” czy wreszcie trochę nieudany i przeszarżowany „Kryzys bohaterów”. Teraz pora na dzieło nieco wcześniejsze niż wszystkie wymienione – nie dorównujące może najlepszym dokonaniom, ale i tak jedno z lepszych, jakie przyniósł nam przebogaty październik w Egmoncie. Nadchodzą „Omega Men”.

Tytułowa grupa, złożona z kosmicznych renegatów i buntowników, została wymyślona przez słynnego Marva Wolfmana w czerwcu 1981 roku. Wtedy to, w sto czterdziestym pierwszym numerze „Green Lantern”, pojawiło się ośmiu uciekinierów z systemu Wega, za którymi rządząca tam twardą ręką Cytadela wydała listy gończe. Omega Men, po kilku epizodycznych występach w innych komiksach Detective Comics, dorobili się w końcu własnej serii komiksowej, która wystartowała w kwietniu 1983 roku i przetrwała kolejne trzy lata. Zakończył ją dopiero „Kryzys na nieskończonych Ziemiach”… Wolfmana. Walka z Cytadelą, faszystowskim, międzyplanetarnym imperium, które opanowało niemal cały układ Wegi, była głównym zadaniem Omega Men. W skład drużyny wchodzili reprezentanci różnych uciśnionych gatunków układu – łączyło ich pragnienie obalenia tyranii i przywrócenia wolności wszystkim narodom Wegi. Kryzys, który „zaorał” całe uniwersum nie oszczędził też „Omega Men” – powrócili dopiero w 2007 roku, w króciutkiej, niemal niezauważonej, sześcioodcinkowej serii.

czwartek, 8 października 2020

Green Lantern. Tom 1. Galaktyczny stróż prawa

Nie dla zielonych czytelników


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Grant Morrison zawsze budził skrajne emocje. Jego „Doom Patrol” jest uwielbiany lub równany z ziemią – obok tego komiksu nie przechodzi się obojętnie. Najnowsza seria, „The Green Lantern”, której scenariusze tworzy samodzielnie Szalony Szkot też będzie polaryzować czytelników – przygody Hala Jordana, działającego teraz jako kosmiczny policjant, wystawiają odbiorcę na poważną próbę.

Pierwszy odcinek „The Green Lantern” Granta Morrisona, z rysunkami Liama Sharpa, ukazał się za oceanem w styczniu 2019 roku. Seria ta jest spadkobierczynią dwóch poprzednich, zakończonych pod koniec 2018 roku – „Hal Jordan and the Green Lanterns Corps” Roberta Vendittiego oraz „Green Lanterns”. Głównym bohaterem runu Morrisona jest Hal Jordan, najsłynniejsza ziemska Zielona Latarnia – strażnik sektora 2814.1. Hal przebywa właśnie na Ziemi, a jego pierścień mocy jest całkowicie rozładowany – traf chciał, że niedaleko miejsca jego pobytu rozbija się statek z inną Zieloną Latarnią (to chyba już jest tradycją). Ciężko ranny kosmita, przypominający trochę jakiegoś stwora zastygłego w bursztynie („przekaż moim roztworom protokryształów, że bardzo je kocham”), zleca Halowi misję powstrzymania trzech złoczyńców, którzy dali właśnie nogę z rozbitego statku. Halowi wiatr zaczyna w końcu wiać w plecy – pierścień naładowany, kosmos stoi otworem, a planeta Oa, na której znajduje się źródło mocy Zielonych Latarni, wzywa go do siebie.

wtorek, 7 kwietnia 2020

Green Lantern. Najczarniejsza noc.

Przez pryzmat emocji

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Polecieliśmy niedawno w kosmos Marvela przy okazji „Strażników galaktyki”. Teraz udamy się w kosmos Detective Comics. „Najczarniejsza noc” jest chyba najważniejszym crossoverem poprzedzającym „Flashpoint. Punkt krytyczny” i restart całego uniwersum DC w 2011 roku. I jest to pierwszy komiks w cyklu „DC Deluxe”, który skupia się na jednym z najważniejszych obszarów uniwersum – wątku Green Lantern, obrońców wszechświata.

Korpus Zielonych Latarni to międzygwiezdni strażnicy – nie tylko galaktyki, lecz całego kosmosu. Ich historia sięga miliardów lat wstecz, kiedy to najinteligentniejsza wówczas rasa we wszechświecie założyła na planecie Oa swoją siedzibę. Po wielkiej wojnie, w której świat o mało nie został unicestwiony, na Oa zbudowano tak zwaną Główną Baterię Mocy – źródło potęgi wykorzystujące sekrety Emocjonalnego Spektrum Światła. Każdy z siedmiu kolorów owego spektrum symbolizuje emocje wspólne dla wszystkich żyjących istot. Żółty to strach, pomarańczowy – chciwość, czerwony – gniew, niebieski – nadzieja, fiolet – miłość, indygo – współczucie, a zielony – wola. Jest jeszcze biały symbolizujący „obecność wszystkich siedmiu” i życie oraz czarny – „nieobecność” i śmierć. Kolor zielony jako ten położony w samym środku Spektrum (przez co najłatwiej go kontrolować – w przeciwieństwie do skrajnych, czyli fioletowego czy czerwonego) stał się źródłem mocy „kosmicznej policji” – międzygwiezdnej organizacji używającej Pierścieni Mocy. Tak powstały Zielone Latarnie – istoty różnych gatunków, rozrzucone po całym wszechświecie i korzystające ze szmaragdowych darów swych pierścieni, z których najbardziej imponującym jest możliwość budowy charakterystycznych, zielonych konstrukcji.