sobota, 28 września 2019

Doom Patrol. Tom 1

Najdziwniejsi z dziwnych

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dziś przyjrzymy się grupie superbohaterów, do których idealnie pasuje określenie z tytułu recenzji. Pierwszy z trzech zapowiedzianych tomów „Doom Patrol” zawiera historie, które zaczynamy czytać z konsternacją i niedowierzaniem, a kończymy z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Autor scenariusza, Grant Morrison, zrobił tą serią dla komiksu superbohaterskiego to, co André Breton dla sztuki w 1924 roku. Dokładnie tak.

Autor „Azylu Arkham” wniósł nową jakość do serii, której początki sięgają 1963 roku. W osiemdziesiątym numerze komiksu–antologii o nazwie „My Greatest Adventure” pojawiła się grupa ekscentrycznych bohaterów, wzorowana nieco na marvelowskiej Fantastycznej Czwórce. Ich przygody tak spodobały się czytelnikom, że sześć numerów później seria została przemianowana po prostu na „Doom Patrol” – od nazwy drużyny. Herosi–dziwacy kończą swój żywot (dosłownie – nigdy wcześniej twórcy Detective Comics nie zabili wszystkich bohaterów przy okazji zakończenia serii) pięć lat po swoim debiucie. Ale, gdy w latach osiemdziesiątych przez uniwersum DC przetoczył się „Kryzys na nieskończonych ziemiach”, pojawiła się szansa na reaktywację komiksu.


"My Greatest Adventure", numer 80, czerwiec 1963

„Doom Patrol” powrócił w październiku 1987 roku. Za scenariusz pierwszych osiemnastu odcinków odpowiadał Paul Kupperberg a większość z nich zilustrował znany dobrze w Polsce Erik Larsen – etatowy kontynuator Todda McFarlane’a, jeśli chodzi o przygody Spider-Mana. Sprzedaż jednak zaczęła dramatycznie spadać – na pomoc wezwano Granta Morrisona, jednego z przedstawicieli komiksowej „brytyjskiej inwazji na USA”. Sprawa jest jasna – trzeba zrewolucjonizować serię i przyciągnąć czytelników. No dobra, będzie tak – odnawiamy ekipę, skupiamy się na ich ułomnościach i dziwactwach, odchodzimy od „typowej superbohaterszczyzny”, w którą zdryfował Kupperberg i wracamy do korzeni. Akcentujemy cudaczność i oryginalność bohaterów i ich przygód – cechy tak charakterystyczne dla pierwszej serii. Musimy tylko przetrzebić drużynę. Kupperberg zabrał zabawki, przeniósł się do innej piaskownicy i pozostawił rozwaloną ekipę a Erika Larsena zastąpił Richard Case. Wraz z numerem dziewiętnastym rozpoczęła się Era Morrisona. Szkot napisał czterdzieści pięć odcinków „Doom Patrol” – tom pierwszy zawiera ich szesnaście, czyli nieco ponad normę.

"Doom Patrol" vol.2 numer 19, luty 1989

Drużyna jest w rozsypce po dramatycznych wydarzeniach z numeru osiemnastego. Przez chwilę może się wydawać, że jeśli nie znamy poprzednich odcinków będziemy mieli kłopot z odnalezieniem się w fabule. Ale już na samym początku Morrison zadbał o porządną ekspozycję i prezentację superbohaterów – choć tak naprawdę członkowie Doom Patrol są tak odlegli od standardowego pojmowania tego słowa, jak tylko to możliwe. Superman i Batman, mogą być naszymi idolami i uosobieniem naszych eskapistycznych marzeń – wydają się postaciami, w które chcielibyśmy się wcielić, choćby na chwilę. Zazdrościmy im ich mocy i umiejętności. A moce „nadludzi” z „Doom Patrol” są ich przekleństwem, niechcianym brzemieniem, którego nie potrafią się pozbyć i które uniemożliwia im normalne funkcjonowanie. To wręcz schorzenia a nie nadnaturalne zdolności.


No bo czego tu zazdrościć? Robotman jest byłym kierowcą rajdowym, który po wypadku skończył jako „gąbka w protetycznym ciele z żuchwą jak koparka”. Szalona Jane, w walce z traumami dzieciństwa, wykształciła sześćdziesiąt cztery równoległe osobowości, a każda z nich ma indywidualne, specyficzne supermoce. Dorothy, nastolatka z twarzą szympansa, ofiara „bomby genowej”, w niekontrolowany sposób sprowadza z podświadomości do rzeczywistości swoje najgorsze koszmary. Czy wreszcie, skrywający pod bandażami swe straszliwe deformacje, Rebis – „konglomerat” mężczyzny, kobiety i „negatywnego ciała astralnego”. To wszystko brzmi jak totalne wariactwo, ale zaręczam, że to jedne z najnormalniejszych postaci jakie znajdziemy w komiksie.

Przygody superbohaterów–odmieńców są tak samo niestandardowe i surrealistyczne jak oni sami. U Morrisona to nie duchy, demony, kosmici, czarnoksiężnicy czy szaleni naukowcy stwarzają największe zagrożenie. To sama rzeczywistość jest wrogiem – mamy tu inwazje innych wymiarów, negację pojęcia bytu, wycinanie z rzeczywistości, uwięzienie w obrazie, paradoksy logiczne mogące sprowadzić apokalipsę, fikcję niszczącą świat realny – a wszystko w szalonej narracji nie pozwalającej na zaczerpnięcie oddechu. Weźmy najbardziej odjechany odcinek „Doctora Who” i pomnóżmy przez dziesięć. Weźmy osiemnastą księgę „Tytusa, Romka i A’Tomka” i uczyńmy opisane tam wojaże po kubistycznym obrazie czymś jak najbardziej realnym i pospolitym.


„Między tym, co rzeczywiste i tym, co nierzeczywiste, nie ma w obecnych warunkach wyraźnego rozróżnienia” – mówi w pewnym momencie jeden z bohaterów i jest to chyba najlepsze podsumowanie komiksu. Grant Morrison zauważył kiedyś, że ludzie za wszelką cenę chcą dokładnie zrozumieć „Doom Patrol”, okiełznać fabułę, poprawnie ją zinterpretować oraz wykryć w niej drugie dno. Ale – jak przyznaje autor – tu nie ma drugich den, nie ma złożonej symboliki, nie ma żadnych ukrytych przesłań. To surrealistyczny, komiksowy rollercoaster, w którym na pytanie „co się dzieje” otrzymujemy prostą odpowiedź: „Kult Nienapisanej Księgi ruszył właśnie w pościg za Piątym Oknem, a jeśli go złapią, przyzwą Antystwórcę, a to będzie koniec wszechświata”. Potrzebujecie jeszcze wyjaśnień?!

„Doom Patrol” Granta Morrisona wpływa na komiksowe medium do dziś – jedną z najbardziej znanych historii inspirowanych dziełem szkockiego scenarzysty jest „Umbrella Academy” oparta na bardzo podobnych założeniach. Nie bez znaczenia jest na pewno fakt, że Gerard Way i Grant Morrison są od lat wielkimi przyjaciółmi. Przed nami jeszcze dwa tomy – po przeczytaniu pierwszego wiem już, że ich lektura jest po prostu obowiązkowa. To jeden z tych komiksów (a nie jest ich wbrew pozorom niesłychanie dużo), któremu bez zastanowienia wystawiam maksymalną notę.



Tytuł: Doom Patrol. Tom 1
Scenariusz: Grant Morrison
Rysunki: Richard Case, John Nyberg, Doug Braithwaite
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Tytuł oryginału: Doom Patrol. Book One (odcinki 19–34)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Vertigo
Data wydania: czerwiec 2019
Liczba stron: 424
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 175 x 265
Wydanie: I

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza