Gdy zalewa nas żółć
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Niektóre z historii DC Comics zyskują po latach status legendarnych, zmieniających oblicze uniwersum, czy definiujących jego pewne obszary na nowo. Zazwyczaj noszą miano „kryzysów” – choć nie zawsze. Jednym z tych wydarzeń, które były wyjątkowo znaczące dla Zielonych Latarni, była wielka kosmiczna awantura z roku 2007 – „Wojna z Korpusem Sinestro”.
W 2004 roku bardzo obiecujący młody wilk w wydawnictwie DC Comics, niejaki Geoff Johns, zabrał się za pisanie przygód Hala Jordana, najsłynniejszego ziemskiego członka Green Lantern. Hal po roku 1994 został zapomniany – „Emerald Twilight” a potem „Zero Hour: Crisis in Time!” pogrzebały postać dzielnego lotnika z zielonym pierścieniem mocy. Komiksy z Zielonymi Latarniami nadal wychodziły, ale już bez Hala Jordana. Dopiero dziesięć lat później, Geoff Johns postanowił wskrzesić bohatera – jego opowieść „Green Lantern. Rebirth” (nadal nie wydana w Polsce) uważana jest za jedną z najważniejszych w DC Comics pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Jak możemy przeczytać w posłowiu do omawianego dziś komiksu, cały run Geoffa Johnsa w serii „Green Lantern” to „złote lata Hala Jordana”. Składa się on z trzech wielkich rozdziałów – wspomniany „Rebirth”, „Wojna z Korpusem Sinestro” i wydana już niemal trzy lata temu w Polsce „Najczarniejsza noc”.






