Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neal Stephenson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neal Stephenson. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2026

Wzlot i upadek D.O.D.O.

Kwantowe wiedźmy

Powieści Neala Stephensona były oczywiście zawsze erudycyjne, błyskotliwe, pełne nerdowskiego klimatu i niesamowitych idei. Były również zabawne – każda z nich. Ostatnia powieść Stephensona wydana w Polsce jest najzabawniejsza z wszystkich – być może przyczyniła się do tego współautorka, Nicole Galland.

Stephenson i Galland współpracowali już wcześniej przy cyklu „Mongoliada”. Współautorka omawianej dziś powieści specjalizuje się w powieściach historycznych z okresu średniowiecza – w „Mongoliadzie” poszło jej tak dobrze, że Stephenson zaprosił ją do współpracy przy jednej z kolejnych książek. W 2017 roku ukazała się powieść „The Rise and Fall of D.O.D.O.” – Stephenson wymyślił ogólny zarys fabuły i był autorem zasad rządzących światem przedstawionym, natomiast Galland po prostu pisała powieść.

„Wzlot i upadek D.O.D.O.” jest zbiorem najróżniejszych dokumentów, stenogramów, listów, pamiętników i relacji spisanych przez osoby w jakiś sposób związane z najtajniejszym z tajnych projektów rządowych USA. D.O.D.O., czyli Department of Diachronic Operations, zajmuje się zadaniami jedynymi w swoim rodzaju – przywróceniem magii, która tak powszechnie praktykowana w starożytności i średniowieczu, zaczęła słabnąć w czasach nowożytnych, aby całkowicie zniknąć ze świata dokładnie 29 lipca 1851 roku. Co wydarzyło się tego dnia i dlaczego miało taki a nie inny wpływ na naturę rzeczywistości dowiesz się czytelniku z powieści – szkoda byłoby zdradzić tak ważny element konstrukcji świata.

niedziela, 14 czerwca 2026

Reamde

Wysokie C


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W tytule powieści Neala Stephensona z 2011 roku jest celowa literówka. „Reamde” to prawie „readme”, czyli plik tekstowy pojawiający się na przykład po instalacji gry komputerowej. Kliknięcie w „readme” kojarzy się z niechcianym, ale bezpiecznym działaniem – no, chyba że klikamy „reamde” i instalujemy wirusa ransomware szyfrującego wszystkie ważne pliki na naszym twardym dysku. 

„Reamde” Neala Stephensona jest powieścią o wirusach, rosyjskiej mafii, muzułmańskich terrorystach, grach MMORPG, metodach prania brudnych pieniędzy, nowoczesnych technologiach informatycznych, inwigilacjach CIA, chińskich hakerach, surwiwalu w dzikich kanadyjskich ostępach i wielu innych tematach, które kręcą starego, niereformowalnego geeka, jakim jest autor. 

niedziela, 8 lutego 2026

Peanatema

Oda do rozumu


Kolejna książka Neala Stephensona pełna jest pomysłów, odważnego światotwórstwa i szalonych idei, ale jednocześnie nie brakuje w niej pasjonującej akcji. „Anathem”, monumentalna powieść wydana w 2009 roku, w Polsce nosi tytuł „Peanatema” i jest najdoskonalszym dziełem autora „Śnieżycy”. Jest jedną z najlepszych powieści fantastycznych, jakie kiedykolwiek wydano. Nie przesadzam.

Akcja powieści toczy się na planecie zwanej Arbre. Ten zaskakująco podobny do Ziemi glob zamieszkuje cywilizacja starsza od ziemskiej o mniej więcej trzy tysiące lat. Uważna lektura powieści, przy regularnym zaglądaniu do zamieszczonego na samym początku kalendarium historii tejże cywilizacji, pokazuje jeszcze wiele innych ciekawych analogii. Arbre zamieszkują „ludzie”, istoty praktycznie od nas nieodróżnialne. Od wieków społeczeństwo całej planety podzielone jest na dwa odrębne światy – sekularny i matemowy. Rezydentami świata matemowego są deklaranci, quasi-mnisi zamknięci w koncentach, małych enklawach wewnątrz świata sekularnego. Te kompleksy budowlane, przypominające obwarowane murami klasztory, podzielone są na matemy („Maths” w oryginale, co nie jest bez znaczenia), których bramy otwierają się – w zależności od matemu – co rok, dekadę, stulecie i milenium (!). Tylko wtedy deklaranci mogą wyjść na zewnątrz i sprawdzić jak w międzyczasie zmienił się świat sekularny, a sekularzy mogą wejść „intramuros”. Poza tymi krótkimi, kilkudniowymi „apertami”, deklarantów obowiązuje rygorystyczna Dyscyplina Cartaska – zabronione są nie tylko relacje ze światem „extramuros”, ale i między matemami o różnym interwale apertu oraz całkowity zakaz używania sekularnej technologii.

niedziela, 16 listopada 2025

Cykl barokowy

Nowy świat



Neal Stephenson postanowił napisać powieść historyczną (z pewną dość istotną zawartością fikcji literackiej) jeszcze w trakcie prac nad „Cryptonomiconem”. W XVII i XVIII wieku żyło sobie dwóch panów – Izaak Newton i Gottfried Leibniz – którzy zajmowali się nie tylko nauką i filozofią, ale też kryptografią, religią i numizmatyką. Dodatkowo mieli ze sobą kosę – pierwszy oskarżył drugiego o kradzież własności intelektualnej, gdy ten opublikował swoje prace na temat nowej, rewolucyjnej gałęzi matematyki, czyli rachunku różniczkowego.

Newton i Leibniz, czołowe umysły rozpędzonej już w drugiej połowie siedemnastego wieku rewolucji naukowej, byli takimi samymi nerdami jak Neal Stephenson. Żyli w czasach wielkich przemian politycznych, obyczajowych i kulturowych. To wtedy ostatecznie ukształtowało się nowożytne pojmowanie świata – Arystotelesa odesłano do lamusa razem z jego sferami niebieskimi, zastąpionymi przez elipsoidalne orbity. Ludzie zdecydowali się na dobre zakwestionować skostniałą, scholastyczną wizję świata i mimo nieustannych wojen religijnych, coraz to nowi, ekscentryczni dziwacy (których my nazwalibyśmy „naukowcami”) coraz głośniej i odważniej powtarzali za Galileuszem: „A jednak się kręci”. Autor „Śnieżycy” przysiadł fałdów i napisał największą, najambitniejszą, choć wcale nie najlepszą, rzecz w swojej karierze – ośmioczęściowy „Cykl barokowy”.

niedziela, 21 września 2025

Cryptonomicon

Wojny informacyjne

„Cryptonomicon”, czwarta powieść Neala Stephensona, wydana pierwotnie w 1999 roku, jest rzeczą monumentalną. Tysiąc stron zapełnionych małym drukiem i charakterystyczną narracją znaną nam już z poprzednich książek jest wyzwaniem nie tylko, powiedzmy, „ilościowym”. „Cryptonomicon” jest powieścią napisaną przez totalnego geeka i przeznaczoną dla osób świadomych tego faktu i – co więcej – szukających dokładnie tego rodzaju powieści. Ponowna lektura po czternastu latach od pierwszej, była doświadczeniem nieco innym, pełniejszym i o wiele ciekawszym. Tak to już jest z Nealem Stephensonem.

Tym razem porzucamy całkowicie science fiction. Akcję powieści śledzimy z czterech (choć nie od samego początku) punktów widzenia – trzy z nich przenoszą nas w czasy Drugiej Wojny Światowej a ostatni, najobszerniejszy, do drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych, czyli de facto w czasy współczesne piszącemu ją autorowi. W roku 1942 Lawrence Pritchard Waterhouse, amerykański geniusz matematyczny specjalizujący się w kryptografii, zostaje zwerbowany przez aliantów i dołącza do tajnego projektu w Bletchley Park. To tam, w wielkiej rezydencji na północ od Londynu, grupa najlepszych kryptografów pod wodzą samego Alana Turinga złamała szyfr Enigmy. Waterhouse dołącza do tajemniczego Wydziału 2702, którego podstawowym zadaniem jest ukrycie tego faktu przed nazistami. Rozumiecie – jeśli alianci będą zawsze bezbłędnie ostrzeliwać morskie konwoje swych wrogów, lub wyprzedzać ich działania, ci zorientują się, że szyfr Enigmy został złamany i szybko go zmienią. A wtedy cała robota na nic.

niedziela, 29 czerwca 2025

Epoka diamentu

Nanorewolucje

Wszystkie powieści Neala Stephensona już raz czytałem (oprócz „Wzlotu i upadku D.O.D.O.”) i pamiętam, że ich jakość nieprzerwanie rosła aż do „Peanatemy”, którą uważam za jego szczytowe osiągnięcie i arcydzieło współczesnej fantastyki. Dziś kilka słów o „The Diamond Age”, cyberpunkowej bildungsroman, czyli zgodnie ze schematem – rzeczy jeszcze lepszej niż omawiana ostatnio „Snow Crash”.

Obie te powieści wydane zostały już w latach dziewięćdziesiątych w Polsce przez Wydawnictwo Zysk i S-ka oraz po dekadzie przez Isę (to dzięki tym wydaniom rozpoczął się u nas prawdziwy boom na Stephensona). Wszystkie te edycje tłumaczył Jędrzej Polak – jako „Zamieć” i „Diamentowy wiek”. Po kolejnej dekadzie za wznowienia wziął się MAG – ale tym razem w zupełnie nowym przekładzie Wojciecha Szypuły. Zarówno jego „Śnieżyca” jak i „Epoka diamentu” są tytułami bardziej trafnymi – szczególnie ten drugi, nawiązujący do następujących po sobie epok kamienia, brązu i żelaza. Przenosimy się zatem prawdopodobnie trochę dalej w przyszłość niż w „Śnieżycy” – stopień rozwoju technologicznego i panujący powszechnie ustrój świata to swego rodzaju konsekwencja franczyz / megakorporacji ze poprzedniej powieści. Stephenson oczywiście nigdzie nie sugeruje, że w obydwu powieściach mamy do czynienia z tym samym światem, ale autorska prognoza rozwoju politycznego świata jest niemal identyczna.

niedziela, 11 maja 2025

Śnieżyca

Infokalipsa


Pamiętam, że „Zamieć” Neala Stephensona, wydana przez wydawnictwo ISA w 2007 roku, uczyniła mnie z miejsca fanem autora. Jeśli miałbym kogoś namówić do twórczości Amerykanina, to dałbym mu właśnie tę powieść. Tylko, że teraz jest to „Śnieżyca” – MAG wznowił „Snow Crash” w 2020 roku w nowym tłumaczeniu i pod nowym tytułem.

„Zamieć” ISY tłumaczył Jędrzej Polak, „Śnieżycę” Maga – Wojciech Szypuła. Minęło chyba szesnaście lat od mojej pierwszej lektury – nie pamiętam już żadnych różnic, poza jedną. Główny bohater „Zamieci” był „dostarczycielatorem” pizzy – w „Śnieżycy” jest „pizzeadorem”. Kiedyś wezmę obydwa wydania i porównam sobie co nieco, bo wydaje mi się, że będzie z tego niezła zabawa – zwłaszcza, że obaj panowie to prawdziwi fachowcy. Tymczasem udajemy się do świata bliskiej przyszłości razem ze wspomnianym głównym bohaterem – Hiro Protagonistą. I tu znów jest ciekawie – „protagonista” to, wiadomo, „główny bohater”, a „hiro” to fonetycznie „hero”, czyli… no, bohater.

czwartek, 27 marca 2025

Zodiac

Thriller ekologiczny


Mało ostatnio Neala Stephensona w Polsce. Tuż przed pandemią MAG wznowił najważniejsze powieści autora w jednolitej graficznie, czarnej oprawie i wydał nowość „Wzlot i upadek D.O.D.O.”. I od tej pory nic nowego do naszego kraju nie trafiło. A przecież swego czasu (jakieś piętnaście lat temu) Neal Stephenson miał w Polsce swoje złote lata.

Wydawać by się mogło, że hype na Stephensona rozpoczął się od „Zamieci” i „Diamentowego wieku” w charakterystycznej, żółtej edycji wydawnictwa ISA. No, w zasadzie tak było. Warto jednak czytanie Stephensona rozpocząć od małej, niepozornej książeczki wydanej jeszcze wcześniej przez „Zysk i Spółkę”. W 2001 roku pojawił się w Polsce „Zodiac”, druga powieść Neala Stephensona (pierwsza, „The Big U” nigdy do nas nie trafiła). Na okładce jakiś dziwny koleś z megafonem stojący w zielonym pontonie pływającym w ściekach. Ponton ów to tytułowy „Zodiac”, koleś ma na imię Sangamon Taylor i jest narratorem powieści, a „ścieki” to tak naprawdę skrajnie zaśmiecone wody Bostonu, Massachusetts, USA.

środa, 28 grudnia 2016

7EW


Era nerdozoiczna

Różne są metody pisania twórców doświadczonych, uznanych w świecie. Takich, którzy wybrany gatunek literacki wykorzystują raczej jako elastyczne narzędzie niż sztywną formę dla swoich idei. Pisarz tak zasłużony i popularny jak Neal Stephenson, po napisaniu powieści genialnych (Peanatema, Cryptonomicon) oraz o genialność się ocierających (praktycznie cala reszta) kolejne książki może wydawać na trzy sposoby:

1) Może próbować przeskoczyć sam siebie. Niesie to za sobą pewne ryzyko finansowe, ale i również ryzyko wpadnięcia w pułapkę asymptoty twórczej zbliżającej się ciągle do upatrzonego ideału, ale nigdy go nie osiągającej. Pytanie – czy podążanie taką drogą jest w ogóle możliwe przez dłuższy czas? Idzie nią chyba teraz nasz jeden polski twórca fantastyki, ustawił sobie poprzeczkę niebotycznie wysoko i bierze rozbieg. Cały czas go bierze i bierze, już zniknął nam z radarów.
2) Może odcinać kupony, pisać kolejne powieści lub części cyklów w żółwim tempie, podsycać uczucie zniecierpliwienia u czytelnika, pójść w inne media, ekranizować swe powieści, wydawać swoje stare już książki po kilka razy, powtarzać w kółko to samo. Jest kilku takich, nazwiska dopasujcie sami.
3) Może też, z poziomu osiągniętego już Parnasu i w obliczu braku konieczności udowadniania czegokolwiek komukolwiek, pisać głównie dla własnej frajdy, przelewać na papier swoje fascynacje, pisać powieści, które sam chciałby przeczytać i o których napisaniu kiedyś marzył. A teraz może.