niedziela, 8 lutego 2026

Peanatema

Oda do rozumu


Kolejna książka Neala Stephensona pełna jest pomysłów, odważnego światotwórstwa i szalonych idei, ale jednocześnie nie brakuje w niej pasjonującej akcji. „Anathem”, monumentalna powieść wydana w 2009 roku, w Polsce nosi tytuł „Peanatema” i jest najdoskonalszym dziełem autora „Śnieżycy”. Jest jedną z najlepszych powieści fantastycznych, jakie kiedykolwiek wydano. Nie przesadzam.

Akcja powieści toczy się na planecie zwanej Arbre. Ten zaskakująco podobny do Ziemi glob zamieszkuje cywilizacja starsza od ziemskiej o mniej więcej trzy tysiące lat. Uważna lektura powieści, przy regularnym zaglądaniu do zamieszczonego na samym początku kalendarium historii tejże cywilizacji, pokazuje jeszcze wiele innych ciekawych analogii. Arbre zamieszkują „ludzie”, istoty praktycznie od nas nieodróżnialne. Od wieków społeczeństwo całej planety podzielone jest na dwa odrębne światy – sekularny i matemowy. Rezydentami świata matemowego są deklaranci, quasi-mnisi zamknięci w koncentach, małych enklawach wewnątrz świata sekularnego. Te kompleksy budowlane, przypominające obwarowane murami klasztory, podzielone są na matemy („Maths” w oryginale, co nie jest bez znaczenia), których bramy otwierają się – w zależności od matemu – co rok, dekadę, stulecie i milenium (!). Tylko wtedy deklaranci mogą wyjść na zewnątrz i sprawdzić jak w międzyczasie zmienił się świat sekularny, a sekularzy mogą wejść „intramuros”. Poza tymi krótkimi, kilkudniowymi „apertami”, deklarantów obowiązuje rygorystyczna Dyscyplina Cartaska – zabronione są nie tylko relacje ze światem „extramuros”, ale i między matemami o różnym interwale apertu oraz całkowity zakaz używania sekularnej technologii.


Główny bohater powieści, fraa Erasmas z Koncentu Saunta Edhara, skończył właśnie osiemnaście lat i razem ze swoimi kumplami weźmie udział w pierwszym apercie – wszak minęła już dekada od kiedy wylądował za murami matemu. Do tej pory wraz ze swymi trzema kolegami i mentorem zwanym fraa Orolo spędzał całe dnie na praktykowaniu rozumowego poznania świata – deklaranci Saunta Edhara, niczym najlepsi uczniowie ziemskiej Akademii Platona sprzed dwudziestu czterech wieków, próbowali dojść do prawdy o świecie Arbre, a rozum, logika, geometria, matematyka, retoryka, sztuka prowadzenia dialogów były ich podstawowym narzędziem poznania. To właśnie te metody zdają się najlepsze, wieczne, niezmienne i idealne w odróżnieniu od wielce niedoskonałych i nietrwałych metod świata sekularnego. Liczy się twarda logika, dążenie do prawdy, zdrowy sceptycyzm, grabie Diaxa (odrzucenie myślenia mistycznego i życzeniowego) oraz Bezmian Gardana (nasza brzytwa Ockhama). Ba, w świecie matemowym od wieków bada się teorię Hylaejskiego Świata Teorycznego, czyli innego wymiaru pełnego idealnych form geometrycznych. Tak to nasz platonizm w czystej postaci. Koncenty Arbre podzielone są na gorących zwolenników teorii HŚT, jej zdeklarowanych przeciwników jak i umiarkowanych poszukiwaczy-sceptyków.


Nie będę więcej pisał o budowie świata „Peanatemy”, zasadach jego działania czy filozofii – a tym bardziej o samej fabule. Neal Stephenson wspina się tu na literackie wyżyny – pisze powieść pełną niezwykłych koncepcji filozoficznych i buduje świat niezwykle mocno uzasadniony historycznie (matemy nie zawsze trzymały się Dyscypliny Cartaskiej). Pełno tu neologizmów, nawiązań do historii Arbre, a także do naszej ziemskiej filozofii i historii – w pewnym momencie trzeba na bieżąco wracać do kalendarium z początku książki oraz glosariusza zamieszczonego na samym końcu. Ale gdy już nauczymy się czytać „Peanatemę” czeka nas nieziemska uczta. Znajomość klasycznej filozofii greckiej, czy podstaw teorii kwantowej nie jest oczywiście obowiązkowa, ale czytelnicy choć trochę obeznani w tych tematach skorzystają na lekturze o wiele bardziej. Geometria, starożytna grecka filozofia i fizyka kwantowa? W świecie „Peanatemy” mają one ze sobą zaskakująco dużo wspólnego. Stephenson buduje gmach swojej własnej autorskiej koncepcji świata bardzo powoli – wprowadza do niego czytelnika poprzez dialogi Erasmasa z innymi deklarantami lub sekularami, wspomnienia z historii Arbre i rozbudowane opisy tegoż świata. I co jakiś czas coraz to nowe elementy układanki wskakują na swoje miejsce nie pozwalając oderwać się od lektury. Ja byłem oczarowany i oszołomiony tak samo teraz, jak i piętnaście lat temu, kiedy czytałem „Peanatemę” po raz pierwszy. Teraz chyba nawet bardziej, bo zrozumiałem o wiele więcej.

I to trzeba wyraźnie podkreślić. Wielu czytelników może odbić się od „Peanatemy” – wymaga ona nieustannej koncentracji, dobrej pamięci i minimalnej wiedzy o zagadnieniach jakie są w niej poruszane. A Neal Stephenson nie bierze jeńców. Pisze o dwóch podejściach do platonizmu, czyli nawiązuje do naszego słynnego „sporu o uniwersalia”. Czy matematyka i geometria istnieją od zawsze i są odkrywane (zwolennicy HŚT), czy może są na bieżąco wymyślane (przeciwnicy HŚT)? Pierwsze podejście zakłada możliwość przepływu idei między totalnie odrębnymi od siebie kulturami – wszak mogą one odwołać się do wspólnego rezerwuaru znaczeń. Podejście drugie zakłada, że wszystkie słowa i symbole nie znaczą nic ponad to, co ludzie chcą, żeby znaczyły i kultury całkowicie od siebie odrębne nigdy nie dojdą do porozumienia (Stanisław Lem lubi to!). W tym momencie naprzeciw siebie stają Platon i Ockham – idealista i nominalista. Porozumienie między tak skrajnymi poglądami na rzeczywistość wydaje się niemożliwe.


Oto jak w temacie kontaktu z pozaziemską cywilizacją wypowiada się jeden z bohaterów powieści: „Nic nas z nimi nie łączy. Nie mamy wspólnej kultury ani wspólnych doświadczeń i dopóki to się nie zmieni, nie będziemy mogli się z nimi porozumieć. Dlaczego? Dlatego, że język jest strumieniem symboli, które nie mają żadnego sensu, dopóki nasz umysł ich z czymś nie skojarzy i nie nada im znaczenia. Ten proces nazywa się akulturacją. Przy braku wspólnych doświadczeń nie może być mowy o wspólnocie kultur, a więc także o komunikacji. Ich wysiłki zmierzające do nawiązania kontaktu pozostaną zaś równie niezrozumiałe”. To jest dopiero odrzucenie idealizmu Platona i stwierdzenie, że język i komunikacja to tylko manipulacja symbolami, którym znaczenie może przypisać tylko kultura. Tylko, że u Stephensona nie ma tak prostych odpowiedzi.

Polski tytuł świetnie oddaje ideę powieści, podobnie zresztą jak oryginalny, który tylko pozornie ma jedno znaczenie. „Anathem” oznacza wykluczenie, „anthem” oznacza hymn, pieśń pochwalną. Polska „Peanatema” to połączenie peanu i anatemy – dwóch matemowych rytuałów, które często pojawiają się w powieści. Ale tu chodzi o coś głębszego – państwo sekularne obłożyło swego czasu deklarantów ekskomuniką, a powtarzające się „Łupieże” były nieudolnymi próbami obrony zwykłych ludzi przed zbiorowiskami umysłów przekraczającymi ich własne. Neal Stephenson pisze pean pochwalny do ludzkiego rozumu – intelektu, który w przypadku najgenialniejszych „tysięczników” może działać jak komputer kwantowy. Ludzki umysł jest najdoskonalszym tworem natury. Oto jeden z ważniejszych cytatów z powieści: „Jak najprościej wytłumaczyć fakt, że teorowie pracujący niezależnie od siebie w różnych epokach, specjalizujący się w różnych dyscyplinach, pochodzący z różnych kosmosów, raz za razem uzyskują te same wyniki? Wyniki, które nie przeczą sobie nawzajem, mimo że zostały osiągnięte na drodze różnych rozumowań; wyniki, które można częstokroć rozwinąć w teorie doskonale opisujące zachowanie fizycznego wszechświata?”

Stephenson twierdzi, że ewolucja naszych umysłów ze skrawków materii nieożywionej jest czymś piękniejszym i bardziej niesamowitym niż wszelkie cuda, jakie na przestrzeni tysiącleci zostały skatalogowane w świętych księgach wszystkich naszych religii. Można się nieco zżymać na autora za jego krytykę religii, powolne tempo i nieco papierowych bohaterów pełniących rolę nośników idei. No tak, ale to właśnie jest taka powieść, utrzymana w duchu literatury Stanisława Lema – koncept, ontologia świata i idea znaczą więcej niż fabuła. 


Tytuł: Peanatema
Autor: Neal Stephenson
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Tytuł oryginału: Anathem
Wydawnictwo: Mag
Wydawca oryginału: William Morrow and Company
Rok wydania: 2019
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 864
Wydanie: I
ISBN: 9788366065345

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz