Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jim Starlin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jim Starlin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 lipca 2025

Fafhrd i Szary Kocur

Jeden duży, drugi mały


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Lost in Time tym razem po amerykańsku. Komiksowy zbiór „Fafhrd i Szary Kocur” przenosi nas do fantastycznego świata z opowiadań samego Fritza Leibera, których publikacje rozpoczęły się już w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Dziś przeczytamy jednak ich komiksowe adaptacje – znajomość starych tekstów Leibera nie jest oczywiście wymagana, ale pozwala spojrzeć na zbiór od Lost in Time w nieco inny sposób.  

Usystematyzujmy najpierw kilka rzeczy. Fritz Leiber pisał przygody Fafhrda i Szarego Kocura przez pół wieku – między 1939 a 1988 rokiem. Obaj bohaterowie są łotrzykami żyjącymi w fantastycznym świecie o nazwie Nehwon, a dokładnie w wielkiej metropolii nazywanej Lankhmarem. Miasto owo jest, jak wiele innych fantastycznych, literackich miast, osadzone w realiach quasi–średniowiecza – choć tu akurat da się również wyczuć klimat czasów późnego Cesarstwa Rzymskiego. Lankhmar, oprócz zwykłych obywateli, zamieszkują też najróżniejsze indywidua – sekciarze, awanturnicy, damy lekkich obyczajów, złodzieje, rozrabiaki i łotrzykowie. Wielki, ponad dwumetrowy, zazwyczaj spokojny i małomówny Fafhrd i stanowiący w pewnym stopniu jego przeciwieństwo niski, wygadany, energiczny i nieostrożny 

niedziela, 17 października 2021

Trylogia Nieskończoności

 Wszechświat to za mało


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wszyscy fani komiksu superbohaterskiego wiedzą kim jest Thanos. Zresztą nie tylko oni, w końcu filmy kończące trzecią fazę Marvel Cinematic Universe były jednymi z najbardziej kasowych produkcji w historii kina. Wielka filmowa „wojna bez granic” ma swój fabularny pierwowzór w komiksach Marvela sprzed trzydziestu lat – dziś cofniemy się w czasie i udamy właśnie tam, gdzie na kartach opowieści obrazkowych Thanos zwarł się w pojedynku z superbohaterami Marvela. Stawką – całe istnienie.

niedziela, 26 września 2021

Kosmiczna odyseja

Rewelacyjne retro

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Minął już prawie rok od wydania „Uniwersum DC według Mike’a Mignoli”. Egmont zaprezentował wtedy polskim czytelnikom wielki przegląd komiksów, które autor „Hellboya” narysował dla DC Comics w trakcie całej swej kariery. Ze względu na dość dużą objętość (w porównaniu do innych komiksów) zabrakło tam „Kosmicznej odysei” – czteroczęściowej superbohaterskiej space opery z przełomu 1988 i 1989 roku. Teraz mamy okazję ją przeczytać.

Scenariusz napisał znakomity specjalista od tego rodzaju historii – Jim Starlin, autor słynnej marvelowskiej „Trylogii Nieskończoności”. „The Cosmic Odyssey” jest opowieścią wcześniejszą, bez porównania skromniejszą niż jedno z najważniejszych dokonań Marvela, ale zdecydowanie wartą lektury. Została napisana tuż przed odejściem Starlina z DC do największego konkurenta (podobnie zrobił słynny Jack Kirby trzynaście lat wcześniej). Analogia do Kirby’ego jest jednak o wiele bardziej złożona i ciekawa. Ten jeden z największych komiksowych twórców wszechczasów, autor wydanych w zeszłym roku w Polsce „Przedwiecznych”, podczas swego pięcioletniego epizodu w DC Comics (1970–1975) stworzył jedną z najważniejszych rzeczy w historii wydawnictwa. Powstał „Czwarty świat”, czyli trzy komiksowe serie opowiadające o odwiecznej wojnie dwóch planet w odległym wszechświecie. Darkseid, Pan na Apokolips nie ustaje w wysiłkach zniszczenia pokojowo nastawionej Nowej Genezy, gdzie dobrym władcą jest Wielki Ojciec. Kirby porzucił „Czwarty świat” w 1975 roku i odszedł do Marvela. „Nowi Bogowie”, „Mister Miracle” oraz „The Forever People” to wielka, międzygalaktyczna saga, do której wraca regularnie wielu twórców DC Comics.

niedziela, 7 marca 2021

Batman. Sekta

Batman złamany


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Batman. Sekta” – po trzydziestu dwóch latach od premiery za oceanem dociera do Polski. Rychło w czas – w końcu jest to jedna z najbardziej znanych opowieści o człowieku–nietoperzu, jakie napisano i w dodatku autorstwa nie byle jakich twórców. Za scenariusz odpowiada Jim Starlin (w Polsce kojarzony najbardziej z „trylogii nieskończoności” Marvela), a za ilustracje sam Bernie Wrightson, jeden z najlepszych rysowników jakich nosiła Ziemia. Za ich sprawą Batman trafia prosto do piekła.

Człowiek–nietoperz jest najsłynniejszym superbohaterem pozbawionym jakichkolwiek nadludzkich mocy. Wydawać by się mogło, że prędzej czy później ktoś go złamie – tak nieodwołalnie i na zawsze. Ale „show must go on” zatem nawet z najgorszych opałów nasz bohater powinien w końcu się wydostać. Fani Batmana pamiętają wydarzenia z lipca 1993 roku („Knightfall”), kiedy to niejaki Bane złamał kręgosłup mrocznego rycerza. Tak dosłownie, fizycznie. Pięć lat wcześniej Batmana złamano psychicznie, nafaszerowano prochami, uwięziono w podziemiach Gotham i przekonano, że brutalne, bezlitosne metody walki z przestępczością są tym, czego miastu naprawdę potrzeba.