Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Howard Porter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Howard Porter. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 listopada 2023

JLA

Superhero na sterydach


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Grant Morrison zrobił dla DC Comics naprawdę wiele. Każda seria, którą stworzył dla tego wydawnictwa, zdobywała rozgłos, uznanie, ale i budziła kontrowersje. Jedną z nich była „JLA” przywracająca do życia legendę oryginału starszego niemal o czterdzieści lat. Justice League of America, czyli po prostu Amerykańska Liga Sprawiedliwości – czy istnieje grupa superbohaterów DC bardziej rozpoznawalna od tej właśnie?

czwartek, 14 września 2023

JLA. Wieża Babel

JLA wita wiek XXI


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Amerykańska Liga Sprawiedliwości to najsłynniejsza i najpopularniejsza superbohaterska grupa DC Comics. Nie była jednak przez cały czas grupą stabilną – zmieniały się jej składy, comiesięczne serie powstawały i upadały. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych nastąpił renesans „Justice League of America” – wszystko za sprawą Granta Morrisona. Ale… to nie o nim – przynajmniej dzisiaj – chciałbym opowiedzieć.

Dlaczego zatem w ogóle o nim wspominam? Morrison – z przerwami – pisał „JLA” od numeru pierwszego (styczeń 1997) do czterdziestego pierwszego (maj 2000). Niesamowity był to okres – w listopadzie „erę Morrisona” omówię dokładnie. Gdy w tak zwanym międzyczasie Szalony Szkot nie mógł dotrzymać redakcyjnych deadline’ów, w jego miejsce wchodził Mark Waid, doświadczony i uznany twórca odpowiedzialny chociażby za genialną opowieść „Kingdom Come”. A gdy Morrison odszedł z serii już na stałe, Waid został jej pełnoetatowym scenarzystą. Wydawnictwo Egmont wydało ostatnio album „JLA. Wieża Babel” w ramach cyklu „DC Deluxe”. Komiks ten wypełnia luki runu Morrisona i prezentuje pierwsze odcinki „JLA” po jego odejściu. I od razu rozwiewam wszelkie obawy – oczywiście warto znać odcinki Morrisona, aby w pełni cieszyć się fabułami Waida, ale zostało to wszystko napisane tak, że w sumie… nie trzeba.