Poe w wersji rozrywkowej
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.
Twórczość Edgara Allana Poego adaptowana jest bardzo ochoczo. Niekoniecznie wiernie, bo oryginał wybrzmiewa najlepiej w tej właśnie konwencji, w której został napisany. Taki był też główny cel tejże literatury – silna impresja, wrażenie, emocje. Jean Dufaux przełożył ją na komiks, choć właściwiej byłoby napisać – wykorzystał tylko niektóre jej motywy fabularne w celu opowiedzenia historii nieco innej. Znów udajemy się do posiadłości rodziny Usherów.
„Zagłada Domu Usherów” działa najlepiej w oryginale. Wiemy, o czym jest, to przecież jedno z najlepszych i najbardziej znanych opowiadań Poego – a liczy już sobie sto osiemdziesiąt pięć lat. Esencja literatury gotyckiej, romantyzm pełną gębą, groza docierająca do czytelnika w sposób subtelny i bardzo… niekomfortowy. Opowieść o dramacie rodzinnym Usherów, widzianym już na końcowym etapie przez bezimiennego narratora, uwiera bardzo mocno podczas lektury – jak seans „slow burn movie”. Największa groza czai się zawsze tam, gdzie szukalibyśmy jej w ostatniej kolejności.


