Główną bohaterką książki „Kiedy była porządną dziewczyną” jest kobieta. Po raz pierwszy jak do tej pory – przynajmniej jeśli weźmiemy pod uwagę powieści Philipa Rotha z najnowszej serii Wydawnictwa Literackiego. Lucy Nelson urodziła się mniej więcej w połowie lat trzydziestych dwudziestego wieku w rodzinie, do której wyjątkowo trafnie pasuje porzekadło, że z nią „najlepiej wychodzi się na zdjęciach”.
Jej ojciec to pijak-pasożyt, który nie potrafi zapewnić bytu rodzinie. Bije żonę, okrada swojego teścia, który łaskawie przyjął go pod swój dach i przesiaduje w knajpie. Matka jest kobietą ubezwłasnowolnioną, nie potrafiącą postawić się mężowi. A może wcale nie chce, może ten emocjonalny masochizm jej odpowiada? Dziadkowie Lucy, to ludzie z zasadami, o których bardzo głośno mówią, ale rzadko kiedy w pełni wprowadzają je w życie. To kołtuny, które doprowadziły dulszczyznę do perfekcji. „Wszystkie problemy musimy załatwić pod własnym dachem, do porządnego domu nie przyjeżdża policja”. Na zewnątrz uśmiech dla sąsiada, wewnątrz zgnilizna i zakłamanie.
Lucy nie godzi się na taki układ. Nienawidzi ojca, nie rozumie postawy matki, przeraża ją dwulicowość dziadków. Gdy poznaje młodego chłopaka, weterana II wojny światowej, Roya Bassarta i zaczyna darzyć go uczuciem, postanawia, że nie popełni błędów swoich rodziców. Życie jednak bardzo mocno weryfikuje jej założenia – Lucy szybko zachodzi w ciążę i razem z Royem muszą ułożyć sobie życie na nowo. Jak na porządnych członków amerykańskiej społeczności przystało. Jednak Roy to duże dziecko, mistrz słomianego zapału, facet-beksa, pozostający pod głębokim wpływem swojej równie zakłamanej rodziny.







