Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Na ekranach kin dopiero co pojawił się „Doctor Strange in the Multiverse of Madness” – kolejny film Marvel Cinematic Universe. Największy czarodziej uniwersum (a właściwie multiwersum) skończył właśnie pięćdziesiąt dziewięć lat – narodził się w erze gwałtownej ekspansji Marvela i do tej pory jest jednym z jego najbardziej charakterystycznych bohaterów.
Cofnijmy się do samego początku lat sześćdziesiątych. W listopadzie 1961 roku ukazał się pierwszy odcinek „Fantastic Four” – to wydarzenie powszechnie uznawane jest za początek „Marvel Comics” i start wielkiej superbohaterskiej rewolucji komiksowej Stana Lee. Samo wydawnictwo istniało już wcześniej – najpierw jako „Timely Comics” założone w 1939 roku, w apogeum Złotej Ery Komiksu, a potem przemianowane na „Atlas Comics” w 1951, kiedy to zawierucha wojenna ucichła, popularność superherosów spadała i nadchodził zmierzch wspomnianej Złotej Ery. Gdy w 1954 roku powstał Kodeks Komiksowy (Comic Code Authority) cenzurujący amerykańskie historie obrazkowe i zabraniający umieszczania w nich erotyki, przemocy i grozy, Atlas Comics zaczęło szukać nowych sposobów na zatrzymanie czytelników. Zbawcami okazali się Stan Lee, Jack Kirby, Steve Ditko i Jim Steranko (między innymi) – nowy boom na superbohaterstwo zapoczątkowany przez „Fantastyczną Czwórkę” (rysowaną przez samego Jacka Kirby’ego) poskutkował zmianą nazwy wydawnictwa na „Marvel Comics”, czyli na taką, jaką obecnie dobrze znamy.
