Pokazywanie postów oznaczonych etykietą China Mieville. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą China Mieville. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 stycznia 2026

W poszukiwaniu Jake'a i inne opowiadania

Londyn poza mapą

Zakończyliśmy już podróże po uniwersum Bas-Lag Chiny Miéville’a (no dobrze, wrócimy dziś jeszcze na chwilę, ale już po raz ostatni). Angielski pisarz-buntownik-socjalista-fantasta napisał jeszcze wiele innych znakomitych rzeczy. Zanim zabierzemy się za jego kolejne powieści warto przeczytać krótsze formy. Oto „W poszukiwaniu Jake’a i inne opowiadania”.

W zbiorze tym znajdziemy czternaście opowiadań. Dziewięć wydanych w najróżniejszych magazynach i antologiach w latach 1998-2004 (w Polsce ukazywały się głównie w „Nowej Fantastyce”), cztery teksty napisane specjalnie do tej edycji oraz zamykającą zbiór niesamowitą nowelkę, minipowieść wydaną w 2002 roku samodzielnie. 

W omawianym dziś zbiorze nie zabrakło niczego, z czym kojarzy nam się China Miéville – jest mroczna fantastyka, a nawet groza idąca w stronę weird fiction, a gdzieś tam w tle – z różnym natężeniem – manifest przekonań społeczno-politycznych autora. Niektóre opowiadania są mocno impresyjne – niemal pozbawione fabuły, ale za to bardzo oddziałowujące na wyobraźnię i swego rodzaju czytelniczą wrażliwość. Tytułowe „W poszukiwaniu Jake’a” albo „Fundamenty” to jest właśnie niemal poetyckie weird fiction – bardziej wewnętrzne monologi cierpiących bohaterów. Metafikcyjne „Doniesienia o pewnych wypadkach w Londynie” przypominają archiwa Zampano z „Domu z liści” – samoświadome (!) ulice pojawiają się w różnych miejscach (i czasach) Londynu, będąc jednak zagrożeniem a nie atrakcją (jak chociażby w „Doom Patrolu” Granta Morrisona). Jedna z tych ulic pojawia się potem w „LonNieDyn” – młodzieżowej powieści fantasy Miéville’a, którą może kiedyś przeczytam.

czwartek, 6 listopada 2025

Żelazna rada

Bez hamulców


China Mieville nigdy nie krył się ze swoimi skrajnie lewicowymi poglądami. Nigdy jednak nie dał im świadectwa tak dobitnie jak w „Żelaznej radzie”, trzeciej i ostatniej powieści z uniwersum Bas-Lag. Nowe Crobuzon trzęsie się w posadach – wyzyskiwana przez ludzi władzy warstwa robotnicza buntuje się przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Najdziwniejsza literacka metropolia epoki „New Weird” będzie miejscem zdarzeń niesłychanych.

Powieść „The Iron Council” wydana została w 2004 roku, czyli w apogeum wspomnianej epoki. Fabuła prowadzona jest dwutorowo, z dodatkowym, biegnącym dwadzieścia lat wcześniej torem numer trzy. Nowe Crobuzon, największe miasto-państwo Bas-Lag toczy wojnę z imperium Tesh. Nikt nie wie dlaczego, ani dokładnie od kiedy – ważne jest, że wojna napędza przemysł i jednocześnie wzmaga i tak już wielkie represje władz wobec własnych obywateli. Cutter, członek Plenum, czyli nielegalnej frakcji stawiającej opór władzy, rusza na poszukiwania na poły już legendarnego Judasza Lowa, swego byłego kochanka i dawnego pracownika kompanii kolejowej Nowego Crobuzon. Dwadzieścia lat wcześniej zwiadowca i tropiciel Judasz Low, przygotowywał grunt pod wysiedlenia i pacyfikację plemion stojących na drodze wielkiej żelaznej kolei. Cutter ma nadzieję dowiedzieć się, czy prawdziwa jest legenda Żelaznej Rady, gigantycznego składu kolejowego, który przejęty przez zbuntowanych robotników przemierza od dwóch dekad odległe lądy. Trzecim wątkiem są perypetie Oriego, młodego mężczyzny zafascynowanego proletariackim powstaniem, którego wybuch w Nowym Crobuzon wydaje się być tylko kwestią czasu. Życiowe drogi trzech bohaterów muszą się kiedyś oczywiście przeciąć.

niedziela, 9 marca 2025

Blizna

Na kres świata


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Literacka konwencja „New Weird”, która wręcz eksplodowała przed ćwierćwieczem, ma – jak już kiedyś wspominałem – kilku flagowych przedstawicieli. Jednym z najważniejszych jest, rzecz jasna, China Mieville. Dziś czytamy jego „Bliznę”, drugą powieść ze świata Bas-Lag – uniwersum nadmiaru, nieokiełznanego potencjału i fantazji. Popłyniemy na Wezbrane Morze, daleko od stałego lądu. Ba, ostatecznie popłyniemy do samej krawędzi rzeczywistości.

Gigantyczne Nowe Crobuzon, literackie miasto-moloch, powstałe wraz z kilkoma innymi (patrz chociażby Ambergris) w czasach New Weird, było miejscem akcji znakomitego „Dworca Perdido”. Zagrożenie ze strony przerażających istot przypominających gigantyczne ćmy zostało zażegnane, ale reperkusje tych wydarzeń nadal trwają. Szczególnie mocno doświadczyła ich główna bohaterka „Blizny”, Bellis Coldwine. Jest to kobieta w średnim wieku, przyjaciółka Isaaca Dan der Grimnebulina z „Dworca Perdido”, lingwistka znająca jako jedna z niewielu język „wysokiego kettai”. Bellis, zmuszona do ucieczki z Nowego Crobuzon, dołącza do załogi „Terpsychorii”. Jest to wielki statek więzienny, wyładowanego po brzegi skazanymi na zsyłkę „prze-tworzonymi”. Zmierza on do zamorskiej kolonii Nova Esperium (taki trochę odpowiednik Australii w świecie Bas-Lag). „Terpsychoria” zostaje niestety uprowadzona przez „Armadę”, gargantuiczne miasto na wodzie, zbudowane z setek statków, łodzi i okrętów połączonych ze sobą w jeden „miejski” organizm.

niedziela, 5 listopada 2023

Dworzec Perdido

Moc kryzysu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Dworzec Perdido” uważany jest za powieść założycielską „The New Weird”, rzecz definiującą pewne ramy nurtu i jedną z jego najlepszych książek. Jest to druga powieść Chiny Mieville’a (pierwszą jest „King Rat” – czysty gatunkowo przypadek urban fantasy), pisarza uznawanego za jednego z ojców „nowej, dziwnej” fantastyki, która pojawiła się na samym początku dwudziestego pierwszego wieku. Tej książki pominąć w naszym cyklu nie można – zacznijmy zatem.

U VanderMeera było Ambergris, u Mieville’a jest Nowe Crobuzon – kolejne gigantyczne, literackie miasto-monstrum, położone u zbiegu dwóch olbrzymich rzek, Smoły i Egzemy, łączących się w jeszcze większą Wielką Smołę. Podróżujący do miasta tajemniczy narrator pisze tak: „To nie prąd rzeki popycha nas w stronę miasta, raczej wciąga nas ku sobie jego masa”. Nowe Crobuzon poprzecinane jest gęsto nieużywanymi już torami, wypełnione dymiącymi fabrykami, stalowymi wieżowcami i surrealistycznymi katedrami. Architektoniczne kuriozum, potwór tętniący życiem, wylęgarnia wszelakiej przemocy, kultów, chorób i koszmarów. Steampunkowy, wiktoriański Londyn w krzywym zwierciadle, zamieszkały przez najróżniejsze, dziwaczne rasy – zwykłych ludzi, khepri (samce są wielkimi, pozbawionymi inteligencji skarabeuszami, a inteligentne samice wyglądają jak ludzkie kobiety z jedną jakże istotną różnicą – zamiast głowy mają… no właśnie skarabeusza), kształtujących wodę vodyanoi, brutalnych ludzi-kaktusów, latających pustynnych nomadów zwanych garudami (tak, skojarzenie z hinduistycznym bóstwem jest zasadne) i wiele innych rozumnych gatunków.

środa, 28 lutego 2018

Ostatnie dni Nowego Paryża

Inwazja sztuki

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

China Mieville lubi surrealizm. W każdej jego dotychczasowej książce możemy znaleźć jego elementy. Istoty ze skarabeuszami zamiast głów, ludzie-kaktusy, byty żyjące między wymiarami, dwa miasta koegzystujące z sobą w tym samym kawałku fizycznej przestrzeni, kosze na śmieci znające sztuki walki, czy absurdalne tory kolejowe. Jego ostatnia powieść, a właściwie krótka nowela, to już praktycznie pean na cześć surrealizmu. Marzenia André Bretona, twórcy dwóch Manifestów Surrealizmu sprzed dziewięćdziesięciu lat, spełniają się u Mieville’a w sposób przekraczający nasze najśmielsze wyobrażenia. Strefa Strugackich i Skoliodoi Dukaja zamiatają podłogę kapeluszami przed piekłem Nowego Paryża.

Wiecie co to manif? Od razu zaznaczam, że nie jest to męska wersja manify – chociaż, biorąc pod uwagę bardzo wyraziste poglądy społeczne i polityczne autora, mogłoby się tak kojarzyć. Otóż manif to zmaterializowana idea, ożywione dzieło sztuki surrealistycznej, owoc wspólnej jaźni artystów. Jest to byt powstały najpierw w ich umysłach, potem przelany na papier, płótno lub glinę, a następnie ożywiony. Jakim cudem? W 1941 roku w Paryżu ma miejsce tajemnicza S-plozja, po której w stolicy Francji zaroiło się od istot i rzeczy przyprawiających o obłęd. Z wieży Eiffla została tylko górna część, wisząca w niewytłumaczalny sposób nad miastem, a Łuk Triumfalny zamienił się w gigantyczny pisuar. Po ulicach biegają drewniane wilki-stoły, jeżdżą ludzie-rowery, przechadza się słoń o rozmiarach magazynu. Możemy natknąć się na gigantyczną kobietę, powstałą z otoczaków, rosiczkę polującą na przelatujące samoloty, dziecięcą głowę wielkości budynku lub płonącą żyrafę. A najbardziej przerażające manify, powstałe w wyniku pewnej surrealistycznej gry, w którą zabawiali się Breton i jego przyjaciele, to przeczące wszelkim prawom zdrowego rozsądku Wyrafinowane Trupy.