Perła z lamusa
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
X-Men na Nowy Rok? Czemu nie?! Mucha Comics uzupełnia te dzieje mutantów Marvela, które z różnych powodów nie są wydawane przez Egmont. Największe wydawnictwo komiksowe w Polsce postawiło na „Punkty Zwrotne” – cykl zbierający historie przełomowe (przynajmniej według twórców tegoż cyklu). Mucha z kolei wybiera rzeczy mniej oczywiste – jak dopiero co wydana „Saga Miotu” – co nie oznacza, że słabsze.
Najpopularniejszymi cyklami komiksowymi Marvela wśród fanów pragnących mieć jak najwięcej zeszytów z ulubionymi bohaterami (pomińmy kwestię jakości, skupmy się na kompletności) są oczywiście te sygnowane logiem „Epic Collection”. Egmont wydaje w ten sposób „Spider-Mana”, „Punishera” i „Wolverine’a”. „X-Men” też mają swoje „epickie kolekcje” – sięgają do samego początku, do pierwszego zeszytu „X-Men” Stana Lee i Jacka Kirby’ego z 1963 roku, a do tej pory za oceanem wyszło już siedemnaście zbiorów (ostatni, opatrzony numerem 10, dosłownie kilka dni temu). „X-Men. Saga Miotu” od Muchy to jest dokładnie „X-Men. Epic Collection” numer 9 – zbiera czternaście zeszytów „The Uncanny X-Men” (od 154 do 167, od lutego 1982 do marca 1983 roku), „X-Men Annual” numer 6 i jakąś ciekawostkę wydawniczą z początku 1983 roku, czyli „Special Edition X-Men”. Ale to odwzorowanie „jeden do jeden” jest jedynym (jak na razie) przypadkiem. Takie chociażby „Legendy X-Men” i zapowiedziany „Bishop’s Crossing” to autorskie kolekcje Muchy.






