Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom King. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom King. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 sierpnia 2026

Helen z Wyndhorn

Wszystko jest prawdziwe


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Egmont wydał w maju dwa komiksy Toma Kinga i Bilquis Evely. W obydwu mamy główne bohaterki nie wylewające za kołnierz i przeżywające traumę po utracie bliskiej osoby. Obie kooperacje Kinga i Evely są znakomite. Pierwsza związana jest z superbohaterskim światem DC Comics, druga, zupełnie niezależna fabularnie, wydana została pod egidą wydawnictwa Dark Horse

Sześcioodcinkowa opowieść „Helen z Wyndhorn” powstała zaraz po „Supergirl. Kobiecie jutra”. King i Evely dogadywali się w 2024 roku doskonale, a wspomniana „Supergirl” zbierała entuzjastyczne recenzje. Trzeba było kuć żelazo, póki gorące – zwłaszcza, że King miał świetny pomysł na nową opowieść. W wielu miejscach w internecie można znaleźć stwierdzenie, że „Helen z Wyndhorn” to tak naprawdę „Conan Barbarzyńca spotyka Czarnoksiężnika z Oz”, a wszystko to skąpane jest w charakterystycznej, gotyckiej poświacie. I tak faktycznie jest, choć w tym przypadku mamy do czynienia z gotykiem mocno już przetworzonym przez dziewiętnastowieczny romantyzm i klasyczną grozę drugiej połowy rzeczonego wieku – „W kleszczach lęku” Henry’ego Jamesa jest bardzo dobrym tropem, jeśli chodzi o inspiracje.

niedziela, 19 lipca 2026

Supergirl. Kobieta jutra

Prawdziwe męstwo


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pod koniec czerwca do kin weszła „Supergirl” w reżyserii Craiga Gillespiego. Film należy do nowego filmowego uniwersum DC Comics i oparty jest na fabule komiksu Toma Kinga sprzed pięciu lat. Oto „Supergirl. Kobieta jutra”! Nie ma co prawda Lobo, który pojawił się w filmie, ale i tak jest bardzo dobrze.

„Supergirl. Woman of Tomorrow” jest ośmioodcinkowym ilustrowanym opowiadaniem (dlaczego nie „komiksem”, wyjaśniam później), w którym poznajemy nastolatkę Ruthye, mieszkającą na jakiejś odległej planecie. Ruthye ogarnięta jest żądzą zemsty. Zepsuty do szpiku kości Krem z Żółtych Wzgórz zabija jej ukochanego ojca i dołącza do bezlitosnych kosmicznych piratów – Bandytów Barbonda. Ruthye zrobi wszystko, aby sprawiedliwości stało się zadość, ale wie, że jest zbyt słaba, aby samodzielnie puścić się w pogoń za Kremem. Namawia zatem do współpracy tajemniczą, niezwykle silną dziewczynę poznaną w jakimś przypadkowym barze – oto Kara Zor-El, czyli Supergirl, kuzynka Kal-Ela znanego na Ziemi jako Superman! Supergirl lubi zaglądać do kieliszka i nie ma celu w życiu – no może poza opieką nad dobrze nam znanym psem o imieniu Krypto.

niedziela, 14 grudnia 2025

Strange Adventures

Człowiek dwóch światów


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Tom King od kilku lat jest jedną z największych gwiazd DC Comics. Dorobił się wielkiego grona fanów, ale też sporej grupy krytyków. Nigdy nie ukrywałem, że zaliczam się do tych pierwszych – najnowszy komiks Kinga w Polsce zaliczam do jego najważniejszych dokonań. Egmont wydał w październiku „Strange Adventures” sygnowane logo DC Black Label. Nowy imprint nie zawsze spełniał pokładane w nim nadzieje, ale tym razem nie zawiódł pod żadnym względem.

Dwunastoczęściowa seria „Strange Adventures” z lat 2020-2021 jest już piątą noszącą ten tytuł. Pierwszą była antologia science fiction, która wystartowała we wrześniu 1950 roku, w czasach zmierzchu Złotej Ery i upadku pierwszej fali superbohaterów. Była antologią jakich wiele, choć pod jednym względem świetnie wpasowywała się w dominujące wówczas nurty popkulturowe – złote czasy prostego, pulpowego science fiction trwały wtedy w najlepsze. Omawiany dziś komiks nawiązuje do swej starszej o siedem dekad poprzedniczki nie tylko konwencją, ale i tytułem, który w tym przypadku dotyczy postaci głównego bohatera – Adama Strange’a.

niedziela, 12 stycznia 2025

Człowiek Cel

Nie można zawsze wygrywać


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Tom King znowu w najlepszej formie. Całkiem niedawno pisałem o jego noirowym kryminale z akcją osadzoną w przeszłości miasta Batmana („Gotham. Rok pierwszy”) a już przyszła pora na kolejną, równie znakomitą lekturę. „Człowiek cel” to kolejny czarny kryminał w uniwersum DC Comics i - podobnie jak opowieść o perypetiach Slama Bradleya - powinien kandydować do tytułu „Najlepszego komiksu 2024 roku”.

Kim jest „Człowiek cel”? Pierwszym bohaterem, na którego wołano „Human Target”, był Fred Venable z lat pięćdziesiątych – z czasów, kiedy to odesłano herosów Złotej Ery do lamusa, ale jeszcze nie wprowadzono tych z Ery Srebrnej. Drugim facetem o tym pseudonimie był Christopher Chance, debiutujący w „Action Comics” z grudnia 1972 roku, już w Erze Brązowej – i to ten zapisał się na stałe w historii DC Comics. Chance pojawiał się co jakiś czas w różnych komiksach wydawnictwa, a w 1999 roku dostał nawet swoją własną miniserię w ramach „DC Vertigo”. W roku 2021 postać Człowieka Celu postanowił przybliżyć czytelnikom sam Tom King i jak zwykle zrobił to w swoim stylu – w dwunastu odcinkach ze stronicami zaplanowanymi w stałym dziewięciokadrowym układzie. „The Human Target” ze scenariuszem Kinga i wspaniałymi rysunkami Grega Smallwooda wychodzi w ramach „DC Black Label” między styczniem 2022 i kwietniem 2023 roku.

niedziela, 3 listopada 2024

Gotham. Rok pierwszy

Przed Batmanem


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wiadomo, że Batman jest najbardziej noirowym bohaterem DC Comics (ba, nawet jego karykatura z „The Boys” nosi ksywę „Noir”!). Ale przecież i samo Gotham jest najczarniejszym miastem uniwersum, wymarzonym polem do działania najróżniejszych detektywów „hard-boiled” pokroju Sama Spade’a lub Philipa Marlowe’a. Gdyby Chandler i Hammett nadal żyli, pisaliby pewnie od czasu do czasu dla DC. Ale nie zawsze tak było, mroczne miasto nie było kiedyś mroczne.

Do tych czasów zaprasza Tom King w swoim najnowszym sześcioodcinkowym komiksie – „Gotham. Rok pierwszy”. W roku 1961 Gotham, „miasto dwa razy większe od Metropolis”, było oazą spokoju – policja i administracja spisywały się tak znakomicie, że przestępczość była marginalna. Nie wszystkim żyło się tak samo dobrze – była bogata, głównie biała, północ oraz biedniejsze, bardziej kolorowe, południe – ale i tak nie było za bardzo powodu do narzekań. A może to było tylko złudzenie? Może coś gniło od spodu i tylko czekało na odpowiedni moment, aby rozlać się na powierzchni? Wrzód pęka w komiksie Toma Kinga, a tytułowy „Rok pierwszy” jest symbolicznym początkiem Gotham, jakie powszechnie znamy. Początkiem niekończącego się upadku największej metropolii uniwersum DC.

środa, 14 lutego 2024

Batman / Catwoman

 

Przerost formy nad treścią


Kolejny album inicjatywy „DC Black Label” i znowu Batman. I niech ktoś mi powie, że to Superman jest najpopularniejszym bohaterem DC Comics! No nie jest i chyba nigdy nie był. „Batman / Catwoman” podzieli czytelników – ba, podzielił mnie samego dość zdecydowanie. I teraz najlepsze – to właściwie nie jest komiks o Batmanie. Do rzeczy zatem…

W 2016 roku zakończył się pięcioletni epizod wydawniczy w DC Comics zwany „The New 52”. Rozpoczęło się „DC Rebirth” i większość regularnych serii otrzymało nowy zespół kreatywny. „Batman” przypadł w udziale Tomowi Kingowi, znanemu wtedy chociażby z ciepło przyjętego „Szeryfa Babilonu” i genialnego „Visiona”. King zmienił podejście swego poprzednika Scotta Snydera – wpadł na pomysł, że uwikła Bruce’a Wayne’a i Selinę Kyle w romans. Miało nawet dojść do ich ślubu, ale DC w ostatniej chwili zablokowało ten pomysł. Na początku 2020 roku Tom King przekazał pałeczkę Jamesowi Tynionowi IV i zajął się kilkoma innymi projektami, ale wizja wielkiej miłości Kotki i Nietoperza musiała się kiedyś urzeczywistnić. Między lutym 2021 a sierpniem 2022 roku ukazała się dwunastoodcinkowa seria limitowana „Batman/Catwoman”, mająca niejako podsumować kilkuletni run Kinga w „Batmanie” i przyjrzeć się dokładnie wzajemnej relacji wspomnianych dwóch postaci.

niedziela, 19 marca 2023

Vision

Podpatrywanie człowieczeństwa


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Marvel Cinematic Universe, po zakończeniu tak zwanej trzeciej fazy, kolejną rozpoczął serialami telewizyjnymi. Pierwszym był, pozostający nadal jednym z najlepszych, „Wandavision” - dziewięcioodcinkowa opowieść o tym, jak Wanda Maximoff i jej ukochany Vision żyją sobie w małym miasteczku na amerykańskiej prowincji. Twórcy serialu inspirowali się komiksem starszym o pięć lat – genialnym, dwunastoczęściowym „Visionie” Toma Kinga. Dziś zaglądamy właśnie do niego.

Tom King w połowie drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku napisał dla DC dwa świetne, jakże różne od siebie komiksy – opartego na własnych doświadczeniach z misji w Iraku „Szeryfa Babilonu” oraz nową wersję przygód starej grupy kosmicznych awanturników znanych jako „The Omega Men”. Z Marvelem nie miał aż tylu doświadczeń, ale był twarzą rozpoznawaną również w tym wydawnictwie – na tyle, że w 2015 roku zaproponowano mu nową serię w ramach inicjatywy „All-New, All-Different Marvel”, czyli kolejnego fabularnego rozdania w uniwersum. Razem z hiszpańskim rysownikiem, Gabrielem Hernandezem Waltą, miał odpowiadać za dwunastoczęściową opowieść o bohaterze, który nigdy nie był pierwszoplanowy i raczej nie pasujący do tej roli. King udowodnił, że jest zupełnie inaczej.

niedziela, 12 lutego 2023

Rorschach

Czytelniczy test Rorschacha


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Tom King jest w ostatnich czasach na topie – jego komiksy zachwycają, ale również budzą kontrowersje. Najnowszy, pod wiele mówiącym tytułem (przynajmniej fanom komiksu) „Rorschach”, znów podzieli odbiorców. Chyba głównie z powodu niespełnionych (co nie jest tu akurat wadą) oczekiwań.

„Rorschach” jest dwunastoodcinkową, limitowana serią wydaną między grudniem 2020 a listopadem 2021 roku. Pisze Tom King, rysuje Jorge Fornés – jednym z warunków napisania „Rorschacha” był angaż Fornésa, z którym King pracował przy okazji „Batmana”. Scenarzysta wrócił niejako do tradycji „Szeryfa Babilonu”, czyli stworzył po prostu złożony fabularnie thriller polityczny, mimo umiejscowienia akcji w świecie superbohaterów. Tak właściwie to owych superbohaterów już nie ma. Akcja toczy się w roku 2020, trzydzieści pięć lat po wydarzeniach zamykających oryginalnych „Strażników” Alana Moore’a. Wtedy to gigantyczna kałamarnica, wyhodowana przez Ozymandiasza i teleportowana w samo centrum Nowego Jorku, zabiła miliony Amerykanów i zjednoczyła tym samym globalne mocarstwa. Trzeba było ogólnoświatowego, zewnętrznego zagrożenia, aby zakończyć zimną wojnę.

czwartek, 22 lipca 2021

Szeryf Babilonu

 

Pewnego razu w Bagdadzie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Półtora roku temu mogliśmy przeczytać jeden z najlepszych komiksów jakie ukazały się w Polsce w ostatnich kilku latach – „Mister Miracle” Toma Kinga i Mitcha Geradsa. Teraz Egmont proponuje ich nieco wcześniejsze dzieło – wydane co prawda pod szyldem „DC Vertigo” ale nie związane w ogóle z superbohaterskim światem Detective Comics. Oto „Szeryf Babilonu” nazywany przez twórców mieszanką „Bez przebaczenia” i „Homeland”.

Tom King i Mitch Gerads spotkali się po raz pierwszy właśnie podczas pracy nad „Szeryfem Babilonu”. King chciał napisać komiks, którego fabuła oparta będzie mocno o jego własne życiowe doświadczenia. Zaraz po zamachach 11 września 2001 roku wstąpił do C.I.A. i trafił do Iraku, gdzie spędził pierwszą połowę 2004 roku. Gdy wrócił do kraju zajmował się pracą w najróżniejszych placówkach antyterrorystycznych – dopiero gdy założył rodzinę oddał się swojej pasji, czyli pisaniu. „Szeryf Babilonu” miał być sposobem na „opowiedzenie prawdy” o czasach po upadku reżimu Saddama Husajna i życiu w etnicznym, wyznaniowym i wiecznie kipiącym kotle jakim stał się Irak po odsunięciu od władzy Partii Baas. Mamy luty 2004 roku, znajdujemy się w „zielonej strefie” w Bagdadzie.

niedziela, 15 listopada 2020

Omega Men

Szarość kosmosu

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Tom King to obecnie jedno z „najgorętszych” nazwisk w komiksowym, superbohaterskim świecie. Polscy czytelnicy czytali jego genialnego „Visiona”, niesamowitego „Mistera Miracle’a”, run „Batmana” w ramach „DC Odrodzenie” czy wreszcie trochę nieudany i przeszarżowany „Kryzys bohaterów”. Teraz pora na dzieło nieco wcześniejsze niż wszystkie wymienione – nie dorównujące może najlepszym dokonaniom, ale i tak jedno z lepszych, jakie przyniósł nam przebogaty październik w Egmoncie. Nadchodzą „Omega Men”.

Tytułowa grupa, złożona z kosmicznych renegatów i buntowników, została wymyślona przez słynnego Marva Wolfmana w czerwcu 1981 roku. Wtedy to, w sto czterdziestym pierwszym numerze „Green Lantern”, pojawiło się ośmiu uciekinierów z systemu Wega, za którymi rządząca tam twardą ręką Cytadela wydała listy gończe. Omega Men, po kilku epizodycznych występach w innych komiksach Detective Comics, dorobili się w końcu własnej serii komiksowej, która wystartowała w kwietniu 1983 roku i przetrwała kolejne trzy lata. Zakończył ją dopiero „Kryzys na nieskończonych Ziemiach”… Wolfmana. Walka z Cytadelą, faszystowskim, międzyplanetarnym imperium, które opanowało niemal cały układ Wegi, była głównym zadaniem Omega Men. W skład drużyny wchodzili reprezentanci różnych uciśnionych gatunków układu – łączyło ich pragnienie obalenia tyranii i przywrócenia wolności wszystkim narodom Wegi. Kryzys, który „zaorał” całe uniwersum nie oszczędził też „Omega Men” – powrócili dopiero w 2007 roku, w króciutkiej, niemal niezauważonej, sześcioodcinkowej serii.

czwartek, 20 sierpnia 2020

Kryzys bohaterów

Nie jesteś sam

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

A oto kolejny „Kryzys” w uniwersum Detective Comics. Nazwa odrobinę na wyrost, bo rozmachem i skutkami wydarzenie to nie może się mierzyć z innymi słynnymi „kryzysami”. To dziewięcioodcinkowa miniseria wydana na przełomie 2018 i 2019 roku plus kilka pojedynczych numerów „Flasha” i „Batmana”. Komiks dziwny, często krytykowany i nie do końca udany. A przecież nie powinno tak być, napisał go w końcu autor tak entuzjastycznie przyjętego „Visiona”.

„Sanktuarium” jest tajną placówką superbohaterską, założoną przez Trójcę (Wonder Woman, Superman, Batman), której głównym celem jest pomoc herosom DC w przezwyciężeniu ich życiowych traum, powstałych w wyniku ciągłej walki ze złem i obcowania z przemocą. Miejsce to, zarządzane przez kryptońską sztuczną inteligencję, oferuje w pełni anonimowe terapie w „salach symulacji”, polegające na „przyglądaniu się sobie” – wszystko jest ściśle tajne i ukryte przed światem. Informacja o tym, że nadludzie zmagają się z problemami psychicznymi, jest przecież ostatnią jaka powinna trafić do społeczeństwa. Niestety pewnego dnia dochodzi do masowego morderstwa na terenie placówki – wszystko wskazuje na to, że odpowiedzialni są Harley Quinn i Booster Gold, „największy superbohater, o którym nikt nie słyszał”. Trójca rusza w pogoń za podejrzanymi, a ci z kolei, korzystając z pomocy Batgirl i Blue Beetle, próbują rozwiązać zagadkę na własną rękę. Tymczasem tajne dane o Sanktuarium i traumach superbohaterów zaczynają w niewytłumaczalny sposób wyciekać na zewnątrz.

niedziela, 3 maja 2020

Mister Miracle

Więzień istnienia

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Mister Miracle” ze scenariuszem Toma Kinga, wydany w styczniu w egmontowym cyklu „DC Deluxe”, jest w mojej ocenie jednym z najlepszych komiksów superbohaterskich, jakie możemy obecnie kupić na naszym rynku. I podobnie jak w znakomitym „Visionie” tego samego autora nie chodzi w nim o superbohaterstwo sensu stricto. Oto opowieść o „największym eskapiście świata”, który zapragnął dokonać ucieczki ostatecznej.

Historia bohatera znanego jako Mister Miracle sięga początków lat siedemdziesiątych. Amerykański Kodeks Komiksowy nie był już tak bezwzględnie respektowany, infantylna Srebrna Era odeszła w zapomnienie, a Detective Comics szukało pomysłów na nowe, dojrzalsze serie. Jedną z najważniejszych inicjatyw rodzącej się właśnie Brązowej Ery był tak zwany „Czwarty Świat” legendarnego Jacka Kirby’ego. Kirby dopiero co opuścił Marvela i wrócił do DC, któremu zaoferował trochę niewykorzystanych pomysłów z czasów, gdy pracował nad „Thorem”. Zajął się budową obszaru uniwersum DC opartego na science fiction, mitologii, religii, podaniach biblijnych i motywach Odwiecznej Walki Dobra ze Złem w bezkresnych międzygwiezdnych przestrzeniach. Wymyślił dwie planety powstałe z rozpadu wielkiego świata rażonego swego rodzaju „ragnarokiem” – piękną, zieloną i żyzną Nową Genezę oraz spaloną, wyjałowioną i martwą Apokolips. Pozostają one w niestabilnym sojuszu – władcy wzięli wzajemnie swoich synów jako zakładników, co miało być gwarancją pokoju. Orion, syn Darkseida z Apokolips, mieszka na Nowej Genezie, natomiast Scott Free, syn Wielkiego Ojca, przebywa w strasznym sierocińcu „Babci samo Dobro” na zniszczonej i przerażającej planecie. Poznaje tam inną bohaterkę–boginię, Big Bardę, w której zakochuje się z wzajemnością i z którą udaje mu się ostatecznie uciec na Ziemię. Ucieczka ta stała się pierwszą z wielu późniejszych, będących sensem życia naszego bohatera. Scott Free, po przybyciu na naszą planetę, stał się „Misterem Miracle”, superbohaterskim Harrym Houdinim i następcą swojego ziemskiego mentora – Thaddeusa Browna, cyrkowca, który nauczył go sztuki ucieczek. A Ziemia zdobyła tym samym kolejnego obrońcę.