czwartek, 13 sierpnia 2026

Helen z Wyndhorn

Wszystko jest prawdziwe


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Egmont wydał w maju dwa komiksy Toma Kinga i Bilquis Evely. W obydwu mamy główne bohaterki nie wylewające za kołnierz i przeżywające traumę po utracie bliskiej osoby. Obie kooperacje Kinga i Evely są znakomite. Pierwsza związana jest z superbohaterskim światem DC Comics, druga, zupełnie niezależna fabularnie, wydana została pod egidą wydawnictwa Dark Horse

Sześcioodcinkowa opowieść „Helen z Wyndhorn” powstała zaraz po „Supergirl. Kobiecie jutra”. King i Evely dogadywali się w 2024 roku doskonale, a wspomniana „Supergirl” zbierała entuzjastyczne recenzje. Trzeba było kuć żelazo, póki gorące – zwłaszcza, że King miał świetny pomysł na nową opowieść. W wielu miejscach w internecie można znaleźć stwierdzenie, że „Helen z Wyndhorn” to tak naprawdę „Conan Barbarzyńca spotyka Czarnoksiężnika z Oz”, a wszystko to skąpane jest w charakterystycznej, gotyckiej poświacie. I tak faktycznie jest, choć w tym przypadku mamy do czynienia z gotykiem mocno już przetworzonym przez dziewiętnastowieczny romantyzm i klasyczną grozę drugiej połowy rzeczonego wieku – „W kleszczach lęku” Henry’ego Jamesa jest bardzo dobrym tropem, jeśli chodzi o inspiracje.


Pewien dziennikarz-publicysta zbiera materiały do swej pracy na temat C.K. Cole’a, zmarłego w latach trzydziestych pisarza pulpowej fantasy z groszowych magazynów tamtego okresu. Część informacji dostarcza mu niejaka Lilith Appleton, staruszka będąca w tamtych czasach guwernantką córki Cole’a, inne znajduje on na starych nagraniach i w antykwariatach. Ze znalezionych skrawków informacji wyłania się świat przedziwny, niewiarygodny i niepokojący. Podopieczna pani Appleton to właśnie tytułowa Helen, która po samobójczej śmierci ojca zostaje sprowadzona do Wyndhorn House, gigantycznej posiadłości w stylu Downton Abbey. Dwór zamieszkany jest przez niewielką liczbę służby oraz wiecznie nieobecnego dziadka Helen, Barnabasa Cole’a, ojca zmarłego pisarza. Oboje radzą sobie ze stratą ojca/syna na swój sposób. Helen pije na umór i drażni lokaja oraz guwernantkę, a jej dziadek zamyka się w niedostępnych pomieszczeniach dworu lub znika na całe tygodnie w pobliskich lasach.


I tu zaczyna się fantastyka. Otóż lasy okalające Wyndhorn House nie są zwyczajne – przypominają te z „Lasu ożywionego mitu” Roberta Holdstocka. Pewnego dnia, wbrew stanowczemu sprzeciwowi pani Appleton, dziadek zaprasza wnuczkę na wyprawę – prosto do świata urzeczywistnionych pomysłów C.K. Cole’a. Tak zwany „Inny świat” jest odrębną rzeczywistością pełną magicznych istot, czarów i niebezpieczeństw – kwestią nierozwiązaną pozostaje pytanie: „Co było pierwotne – literatura ojca Helen, czy ów świat”? 

C.K. Cole kojarzy się nam oczywiście z Robertem E. Howardem. Żyli w tym samym okresie, pisali ten sam rodzaj literatury (bohater Cole’a o imieniu „Othan niezrównany” to, wypisz wymaluj, „Conan barbarzyńca”), obaj popełnili samobójstwo. Różnica jest taka, że Howard nie miał żony ani dzieci. Ich literatura pełniła podobną funkcję dla nich samych – była ucieczką od smutnej rzeczywistości, chwilowym azylem, sposobem na zapomnienie o problemach. W komiksowym „Innym świecie” można być herosem, obalać imperia, zabijać wielkie potwory i – co najważniejsze – nie odczuwa się strachu. Helen nie boi się armii orków pędzącej w dół wzgórza, ale przeraża ją bliskość innej osoby, odpowiedzialność, zbliżająca się dorosłość.


Tom King pisze o tym, że największy ból i strach wzbudza po prostu rzeczywistość, która wyrzuca ze strefy komfortu. Brak zaufania, samotność, pustka po utracie bliskiej osoby, niepewna przyszłość. Jak mówi Helen: „Wszystko jest prawdziwe!” – ból, radość, strach, miłość, nienawiść. Tom King idzie jednak o krok dalej. Nie sugeruje wyłącznie, że prawdziwe są nasze emocje. W „Helen z Wyndhorn” realne staje się wszystko, co potrafi wpływać na ludzkie życie – wspomnienia, marzenia, opowieści i mity. Jeśli jakaś historia potrafi zmienić człowieka, wzbudzić tęsknotę, nadać sens cierpieniu lub pomóc przetrwać stratę, to w pewnym sensie istnieje równie mocno jak świat materialny. Być może właśnie dlatego Inny Świat nie jest ucieczką od rzeczywistości, lecz jedną z jej form.

Natura rzeczywistości jest całkowicie subiektywna. Prawdziwe staje się wszystko, o czym jesteśmy w stanie opowiedzieć, nad czym możemy zapłakać, do czego zatęsknić. To dlatego „Inny świat” istnieje. Świat narysowany wprost niesamowicie przez Bilquis Evely. Jak zwykle mocno w stylu „Sandmana” – poetycko, ale ze sporą dawką niepokoju. „Helen z Wyndhorn” to znakomita historia – tak samo pięknie opowiedziana i narysowana. Tom King znów udowadnia, że jest jednym z najlepszych współczesnych scenarzystów komiksowych, a Bilquis Evely pretenduje do czołówki komiksowych grafików. Lektura obowiązkowa.


Tytuł: Helen z Wyndhorn
Scenariusz: Tom King 
Rysunki: Bilquis Evely
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Helen of Wyndhorn #1-6
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Dark Horse Comics
Data wydania: maj 2026
Liczba stron: 176
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328178779

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz