Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2025-09. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2025-09. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 września 2026

Nawet nas tu nie ma 2

Postać drugoplanowa we własnym życiu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Filip Jędrzejewski wraca do swojego futurystycznego świata. Okablowanego i scyfryzowanego w sposób absurdalny, ale – według komiksu – nieuniknionego. Wizja ta była już nie raz przerabiana przez popkulturę – niestety jest coraz bardziej trafna.

Bohaterem komiksu jest młody dorosły – dwudziestodwuletni Kid Old. Pamiętamy go z pierwszego tomu – to właśnie tam musiał odbyć obowiązkową, dziesięcioletnią służbę na Marsie. Niemal mechaniczna egzystencja człowieka – trybika w maszynerii powstającej marsjańskiej cywilizacji – przerywana była z rzadka wizytami w „datasferze”, wirtualnej rzeczywistości, w której możesz być gdzie chcesz i kim chcesz. To właśnie w niej Kid poznał San – rówieśniczkę, która sama uciekła z Ziemi na Marsa, aby uniknąć jakiejkolwiek odpowiedzialności związanej z faktem, że wchodzi właśnie w dorosłe życie. Mars gwarantował życie praktycznie pozbawione wolnej woli, ale również – co istotne – konieczności borykania się z konsekwencjami własnych działań. „Każą mi wstawać o siódmej i żyć od rana do wieczora w ścisłym grafiku, to ja to robię i mam świadomość, że dzięki temu nie spieprzę sobie życia przez jakieś nieprzemyślane akcje”.

wtorek, 30 września 2025

Mity kościanego sadu. Przejście

Początek kolejnego uniwersum


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jeff Lemire lubi tworzyć światy rozpisane nie tylko na jedną, długą serię (na przykład „Łasuch”), lecz również takie, które możemy nazwać uniwersami zaplanowanymi na wiele (pozornie) niezależnych od siebie tytułów. Takim właśnie uniwersum był zakończony niedawno „Czarny Młot”. Są nim również „Mity kościanego sadu” debiutujące pojedynczą minipowieścią graficzną pod tytułem „Przejścia”.

Jeff Lemire zaprosił do kooperacji grafika, z którym w ostatnich latach pracował najczęściej. To właśnie Andrea Sorrentino ilustrował takie scenariusze Lemire’a jak „Green Arrow”, „Joker. Zabójczy uśmiech”, czy te najbardziej zbliżone do „Przejścia” tytuły jak „Gideon Falls” i „Pierwotny”. Ten pierwszy łączy z „Przejściem” konwencja – groza głęboko oddziałująca na poziomie percepcyjnym i niemal podprogowym; drugi z kolei był niemal niezrozumiałym eksperymentem formalnym, w którym trudno było dopatrzeć się jakiejś konkretnej treści. Pierwszy album „Mitów kościanego sadu” (nie nazwę tego komiksu „pierwszym tomem”, o czym za chwilę) nosi cechy obydwu swych poprzedników.

niedziela, 28 września 2025

Vatran Auraio

Huberathowa scholastyka


Dziś będę spojlerował, podobnie jak w przypadku „Gniazda światów”. Zatem do lektury tej recenzji, a może raczej mało spójnych wynurzeń, zapraszam osoby, które już czytały „Vatrana Auraio”, powieść nominowaną do Zajdla za 2010 i Żuławia za 2011 rok. Razem z „Miastami pod skałą” tworzy ona podwójny szczyt w twórczości Marka S. Huberatha – te dwie książki znajduję jego najlepszymi. Dwa szczyty? Raczej górskie granie, takie jak te otaczające Matcinu Dolanu, miejsce akcji omawianej dziś powieści. 

Zanim jednak zejdziemy z tytułowym vatranem auraio (Płomienistym Orłem) do osady w Dolanie, warto wiedzieć, że miała ona swoje dwa prototypy starsze o kilkanaście lat. W 1993 roku w „Nowej Fantastyce” ukazało się opowiadanie „Spokojne, słoneczne miejsce lęgowe”, a rok później, również w tym czasopiśmie „Maika Ivanna” – obydwa nominowane swego czasu do Nagrody Janusza A. Zajdla. Fabuły obydwu opowiadań zabierają nas na odległe planety, skolonizowane kiedyś przez ludzi. 

czwartek, 25 września 2025

Sandman. Teatr Tajemnic. Tom 2

Czasy moralnego upadku


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Po dziewięciomiesięcznej przerwie wracamy do Nowego Jorku końca lat trzydziestych. W drugim zbiorczym tomie „Sandman. Teatr tajemnic” poznamy dalsze dzieje Wesleya Doddsa, wielce oryginalnego „tajemniczego mężczyzny” sprzed epoki superbohaterów w kolorowych pelerynach oraz jego rezolutnej i odważnej partnerki, Dian Belmont.

Pierwszy, dwunastoodcinkowy album zbiorczy świetnie wprowadził nas w realia świata przedstawionego. Wesley Dodds jest młodym, bogatym filantropem, żyjącym ze swym kamerdynerem w wielkiej rezydencji – nie jest jednak tak przystojny, sprawny fizycznie, śmiały i wygadany jak Bruce Wayne. Wiemy też, że jest odnowioną („zretconowaną”) wersją Wesleya Doddsa z lat trzydziestych, która na potrzeby DC Vertigo została zgrabnie powiązana ze słynnym „Sandmanem” Neila Gaimana. Zamiast jednak podróżować między rzeczywistościami, Wesley zakłada szary prochowiec, wielki kapelusz i maskę przeciwgazową, zabiera swój pistolet załadowany gazowymi nabojami i nocami zapuszcza się w skrajnie niebezpieczne obszary miasta, aby zaprowadzać sprawiedliwość. No tak, robi to – tylko że to jego znajoma, Dian Belmont, córka prokuratora okręgowego, wydaje się główną bohaterką serii, a Wesley przemyka gdzieś na drugim planie. W omawianym dziś tomie to wrażenie nawet się pogłębia.

wtorek, 23 września 2025

Dziwne zjawiska

Głębie oceanów i ludzkich umysłów

Artykuł należy do cyklu „XX lat Biblioteki grozy wydawnictwa C&T”. Odcinek dwudziesty pierwszy.

Sir Arthur Conan Doyle był chyba najbardziej płodnym autorem spośród wszystkich, którzy pojawili się jak do tej pory w „Bibliotece grozy” wydawnictwa C&T (nie licząc oczywiście Lovecrafta – chociaż w sumie nie byłbym taki pewien). Nazwisko Doyle’a większość z nas kojarzy oczywiście poprzez postać niesamowitego wiktoriańskiego detektywa i jego wiernego asystenta – ale w omawianych dziś „Dziwnych zjawiskach” tej pary nie znajdziemy.

Oto siedem opowiadań (nie „grozy”, może raczej „z dreszczykiem”) z lat 1883-1894, czyli dokładnie z czasów, kiedy Sherlock Holmes pojawił się w literaturze angielskiej („Study in Scarlet” wydano w roku 1887). „Kapitan Gwiazdy Polarnej” jest opowiadaniem o traumie, obsesji i pogoni za utraconą miłością – niestety kosztem innych. Narrator, młody lekarz medycyny, jest świadkiem szaleństwa kapitana statku wielorybniczego, który zapędził się zbyt daleko na północ. Szaleństwo? A może obiektywna groza? Scenografia przypomina trochę „Terror” Dana Simmonsa, prawda? Doyle nawiązuje w tym (i kolejnym) opowiadaniu do swoich własnych doświadczeń, kiedy to pływał na grenlandzkim wielorybniku „Hope in the Arctic Circle”. Drugi tekst, „Sprawozdanie J. Habakuka Jephsona” znów zabiera nas na morze, ale o wiele cieplejsze. Autor utworzył własną literacką teorię na temat losów słynnego statku-widma o nazwie „Mary Celeste”. Narrator, znów medyk, relacjonuje dramatyczne wydarzenia na statku oraz poczynania pewnego groźnego i wielce podejrzanego pasażera.

niedziela, 21 września 2025

Cryptonomicon

Wojny informacyjne

„Cryptonomicon”, czwarta powieść Neala Stephensona, wydana pierwotnie w 1999 roku, jest rzeczą monumentalną. Tysiąc stron zapełnionych małym drukiem i charakterystyczną narracją znaną nam już z poprzednich książek jest wyzwaniem nie tylko, powiedzmy, „ilościowym”. „Cryptonomicon” jest powieścią napisaną przez totalnego geeka i przeznaczoną dla osób świadomych tego faktu i – co więcej – szukających dokładnie tego rodzaju powieści. Ponowna lektura po czternastu latach od pierwszej, była doświadczeniem nieco innym, pełniejszym i o wiele ciekawszym. Tak to już jest z Nealem Stephensonem.

Tym razem porzucamy całkowicie science fiction. Akcję powieści śledzimy z czterech (choć nie od samego początku) punktów widzenia – trzy z nich przenoszą nas w czasy Drugiej Wojny Światowej a ostatni, najobszerniejszy, do drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych, czyli de facto w czasy współczesne piszącemu ją autorowi. W roku 1942 Lawrence Pritchard Waterhouse, amerykański geniusz matematyczny specjalizujący się w kryptografii, zostaje zwerbowany przez aliantów i dołącza do tajnego projektu w Bletchley Park. To tam, w wielkiej rezydencji na północ od Londynu, grupa najlepszych kryptografów pod wodzą samego Alana Turinga złamała szyfr Enigmy. Waterhouse dołącza do tajemniczego Wydziału 2702, którego podstawowym zadaniem jest ukrycie tego faktu przed nazistami. Rozumiecie – jeśli alianci będą zawsze bezbłędnie ostrzeliwać morskie konwoje swych wrogów, lub wyprzedzać ich działania, ci zorientują się, że szyfr Enigmy został złamany i szybko go zmienią. A wtedy cała robota na nic.

wtorek, 16 września 2025

Czarny Młot. Koniec

Kryzys wręcz definicyjny


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Czarny Młot” musiał kiedyś dobiec końca. I mimo iż pod koniec sprawia wrażenie komiksu przeciągniętego na siłę i kręci się trochę w kółko, to w ogólnym rozrachunku jest przedsięwzięciem udanym. Oto „Koniec”.

W zasadzie album ten mógłby być czwartym tomem „Odrodzenia” – tak mocno związany jest z wydarzeniami tam przedstawionymi. Nie muszę podkreślać, że „Czarny Młot. Koniec” nie istnieje bez poprzedzających go trzech tomów opowieści o Lucy Weber, zatem jeśli ktokolwiek je przegapił, powinien koniecznie nadrobić zaległości. Lucy odnalazła wreszcie swą rodzinę – nie tylko tę „anihilowaną” przez jak zwykle odklejonego od rzeczywistości Pułkownika Weirda, ale i tę pochodzącą z alternatywnego kosmosu. Zła wersja jej ojca dokonała rzeczy straszliwych – przywołała Antyboga z mrocznych czeluści między wszechświatami i całe Multiwersum Jeffa Lemire’a zaczyna rozpadać się jak domek z kart. Tym razem świat nie kończy się skomleniem, lecz prawdziwym hukiem.

niedziela, 14 września 2025

Shade. Człowiek Przemiany. Tom 3

Vertigo par excellence


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Trzeci, środkowy tom zbiorczy serii „Shade. Człowiek przemiany” chyba najlepiej uzasadnia jej tytuł – przynajmniej w porównaniu do dwóch poprzednich. Kosmita czy człowiek, mężczyzna czy kobieta, szaleniec czy mędrzec, zły czy dobry, kochanek czy przyjaciel, geniusz czy idiota? Kim u diabła jest Shade?

Dwa poprzednie tomy zawierały w sumie dwadzieścia sześć odcinków „Shade. The Changing Man” Petera Milligana i Chrisa Bachalo – serii rozpoczętej w roku 1990, kilka miesięcy po starcie „Sandmana” Neila Gaimana. Mamy zatem okres tuż przed startem imprintu DC Vertigo, epokę tak zwanej „brytyjskiej inwazji” na rynek komiksowy USA – Alan Moore, Neil Gaiman, James Delano, Grant Morrison i (między innymi) Peter Milligan pojawili się w DC Comics i naprawdę ostro namieszali. Pierwsze osiemnaście odcinków „Shade’a” złożyło się na historię nazwaną po czasie „Amerykańskim krzykiem” – opowieścią o szaleństwie i demonach ukrytych tuż pod powierzchnią „amerykańskiego snu”. Peter Milligan, Anglik z krwi i kości, opowiadał o tym, co zobaczył po przybyciu do Stanów Zjednoczonych – i robił to w naprawdę psychodeliczny, bezkompromisowy sposób.

czwartek, 11 września 2025

Rzeźnia numer pięć

Zdarza się

„Rzeźnia numer pięć” jest chyba najbardziej znaną powieścią Kurta Vonneguta. Jest też jedną z najlepszych. Bombardowanie Drezna w lutym 1945 roku wyryło trwały ślad w pamięci młodego, dwudziestodwuletniego jeńca wojennego – gdy ćwierć wieku później był już uznanym pisarzem, postanowił przepracować starą traumę przez opisanie tamtych doświadczeń. Ale nie było to jego jedynym celem, zagadnienia poruszane w „Rzeźni numer pięć” są nieco szersze.

„Wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę” – jak mówi pierwsze zdanie powieści. Vonnegut pisze o swoich doświadczeniach wojennych, ale w bardzo specyficzny sposób – pojawia się jako pierwszoosobowy narrator tylko w pierwszym i ostatnim rozdziale powieści, a we wszystkich pomiędzy opisuje perypetie niejakiego Billy’ego Pilgrima, fajtłapowatego chłopaka ze Stanów Zjednoczonych. Billy, w wyniku obowiązkowego poboru wojskowego, trafił do Luksemburga w czasach niemieckiej kontrofensywy w Ardenach, został schwytany na tyłach wroga przez nazistowskich żołnierzy, wylądował w obozie jenieckim dla Sowietów, aby w końcu chować się przed alianckim bombardowaniem Drezna w tytułowej, nie działającej już od kilku lat rzeźni z numerem 5 nad drzwiami. Vonnegut wszystko to przeżył osobiście, ale przeniesienie swoich własnych doświadczeń na fikcyjną postać pozwoliło mu wpleść do fabuły istotny wątek fantastyczny i filozoficzny.

czwartek, 4 września 2025

Czarna skrzynka

Wydaje ci się, że kim niby jesteś?


Takim właśnie zdaniem rozpoczyna się kolejna powieść Dawida Kaina. Kain ma chyba wielką wenę – dopiero co były „Niejasne spektakle” i „Zaplecza” a już mamy „Czarną skrzynkę”. Każda z tych pozycji jest nieco inna – „Czarna skrzynka” to Kain-retro, Kain sprzed pandemii, Kain serwujący nam ciężki psychologiczny dramat pełen ciemności zalegających w ludzkich duszach.

O tym, że „każdy ma swoje otchłanie” pisałem już na początku 2019 roku, przy okazji „Ostatniego proroka” Dawida Kaina. Wróć – Marcina Kiszeli, bo tę książkę autor podpisał nie pseudonimem, lecz swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. I to właśnie z nią moim zdaniem „Czarna skrzynka” ma najwięcej wspólnego. W „Ostatnim proroku” poznaliśmy trójkę poharatanych przez życie bohaterów, żyjących w futurystycznym Krakowie roku 2023 (tak, futurystycznym – technologia wręcz eksplodowała). Damian, Ksawery i Agata, aby przeżyć muszą uciekać od życia – ich eskapizmy są jednak tylko protezami prawdziwej egzystencji.