Wysokie C
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
W tytule powieści Neala Stephensona z 2011 roku jest celowa literówka. „Reamde” to prawie „readme”, czyli plik tekstowy pojawiający się na przykład po instalacji gry komputerowej. Kliknięcie w „readme” kojarzy się z niechcianym, ale bezpiecznym działaniem – no, chyba że klikamy „reamde” i instalujemy wirusa ransomware szyfrującego wszystkie ważne pliki na naszym twardym dysku.
„Reamde” Neala Stephensona jest powieścią o wirusach, rosyjskiej mafii, muzułmańskich terrorystach, grach MMORPG, metodach prania brudnych pieniędzy, nowoczesnych technologiach informatycznych, inwigilacjach CIA, chińskich hakerach, surwiwalu w dzikich kanadyjskich ostępach i wielu innych tematach, które kręcą starego, niereformowalnego geeka, jakim jest autor.
Richard Forthrast wymyślił przed kilku laty komputerową grę online, mającą być nie tylko konkurencją dla niepodzielnie panującego „World of Warcraft”, ale też sprytnym narzędziem do prania brudnych pieniędzy. Waluta w grze, czyli wykopane w podziemiach złoto, może być bowiem wymieniane na realne pieniądze, podobnie zresztą jak każdy element gry. Gra nosi nazwę „T’Rain”, czyli skrót od „Terrain” – apostrof tylko po to, aby to „fajnie wyglądało”. Nawiasem mówiąc – opisy mechaniki i konstrukcji świata „T’Rain” bardzo przypominają „Minecraft”, grę wydaną oficjalnie przez Mojang w listopadzie 2011 roku. Powieść pisana była wcześniej, więc nie podejrzewam inspiracji – ale nie sposób uciec od skojarzeń.
Bratanica Richarda o imieniu Zula i jej chłopak Peter wplątują się w niezwykle niebezpieczną awanturę. Peter sprzedaje rosyjskiej mafii całą masę numerów kart kredytowych z kodami dostępu – traf chciał, że na pendrive z danymi znalazł się też wspomniany wirus „reamde”, który finalnie zaszyfrował bardzo wrażliwe mafijne dane. Okup zapłacony w świecie gry w postaci wirtualnych sztabek złota ma być przyniesiony do konkretnych koordynatów w wirtualnym świecie – ale jak to zrobić i nie dać się zabić?
To tylko początek tej niezwykle rozbuchanej, rozciągniętej na ponad tysiąc stron fabuły. Zula i Peter zostają porwani przez rosyjską mafię i nie tylko muszą znaleźć sposób na uporanie się z „reamde” ale i znaleźć hakerów, którzy tak nieostrożnie rzucili wyzwanie mafiosom. Trop wiedzie do Chin… Fabuła rozpisana jest na około dwadzieścia dni, w których poznajemy starego wygę ze Specnazu, czarnoskórego Walijczyka szykującego szereg zamachów bombowych w USA, nastoletnich chińskich hakerów, węgierskiego speca od cyberbezpieczeństwa i całą rzeszę innych interesujących postaci. Każda z nich nie jest po prostu wspomniana i wykorzystana w kilku scenach – my naprawdę dowiadujemy się co dokładnie doprowadziło ją do miejsca startowego w powieści, w czym jest dobra i jakie jest jej podejście do świata. Będą wątki romantyczne, fragmenty komediowe, sensacja w stylu „Szybkich i wściekłych”, niesamowite nowinki techniczne (nowinki na stan rozwoju technologii informatycznych w 2011 roku) i anegdoty od geeka dla geeków.
Większość pisarzy wykorzystałaby wirusa komputerowego jako prosty fabularny pretekst. Stephenson działa odwrotnie. Najpierw szczegółowo tłumaczy mechanizmy działania cyfrowej gospodarki, wirtualnych walut i ransomware, a dopiero później buduje na nich sensacyjną intrygę. Dzięki temu nawet najbardziej nieprawdopodobne wydarzenia sprawiają wrażenie logicznych konsekwencji działania skomplikowanego systemu.
I jest to kolejna po „Cryptonomiconie” powieść bez żadnych elementów fantastycznych. W porównaniu do tej powieści (a do „Cyklu barokowego” to już w ogóle) „Reamde” ma naprawdę prostą fabułę i nie sili się w ogóle na jakiekolwiek filozofowanie. Neal Stephenson po prostu siada w piaskownicy pełnej innych nerdów, bierze do ręki kolejne zabawki i pokazuje wszystkim jakie są fajne. Dla osób pragnących szybkiej lektury, wszystkie te fascynujące (nie ich) elementy mogą być trudne do przejścia. Ale na tym właśnie polega ta specyficzna cecha literatury Stephensona, która w „Reamde” jest szczególnie widoczna. Budowanie świata ze szczególnym wskazaniem na pewien motyw przewodni, ważniejszy czasem od samej fabuły. Można się czasem przyczepić, że trochę zbyt dużo tu niesamowitych zbiegów okoliczności, a rozwiązania „deus ex machina” są nadużywane. Bo tak jest, nie ma co udawać. Ale suma summarum dostajemy znakomity technothriller pisany żartobliwym, potoczystym stylem, który po prostu niemal sam się czyta.
Nie zawsze musi być filozoficznie. Nie zawsze musi być drugie dno. Tu jest po prostu czysta akcja i zabawa, punkt kulminacyjny rozpoczynający się po pierwszych stu stronach i rozciągnięty na kolejne dziewięćset. Neal Stephenson wyciąga wysokie C przez cały czas trwania powieści.
Tytuł: Reamde
Autor: Neal Stephenson
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Tytuł oryginału: Reamde
Wydawnictwo: Mag
Rok wydania: 2012
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 1072
Wydanie: I
ISBN: 9788374802574




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz