Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2024-08. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2024-08. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 sierpnia 2024

Czarna magia. Pierwsza Księga Cieni

Wicca P.D.


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Załóżmy, że Sabrina, nastoletnia czarownica, dorosła, poszła do szkoły policyjnej, a potem została panią detektyw. Oto Rowan Black, bohaterka serii komiksowej „Czarna magia” – za dnia rozwiązuje zagadki kryminalne, a nocą udaje się na sabat i razem z koleżankami odprawia starożytne, pogańskie rytuały. Mucha Comics rozpoczyna nową serię od Image i jest całkiem nieźle.

„Czarną magię” napisał znany i lubiany Greg Rucka a narysowała Nicola Scott – oboje współpracowali już przy okazji „Wonder Woman”, o której pisałem całkiem niedawno. Według tego co mówił sam scenarzysta istnieje pomysł na zamkniętą dwudziestodwuodcinkową serię z zaplanowanym finałem, znanym autorowi od samego początku. Szkopuł w tym, że w 2020 roku ukazał się odcinek szesnasty i od tej pory cisza. Nie wiadomo, dokładnie co się stało – seria została zawieszona i pewnie sam Rucka nie wie, czy ją ukończy. Mucha Comics wydała album zbiorczy złożony z jedenastu zeszytów – czyli połowę (zaplanowanej, nie wydanej) opowieści.

niedziela, 25 sierpnia 2024

Zbłąkane kule. Tom 1. Naiwność nihilizmu

Aż coś pójdzie nie tak


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pierwszy tom „Zbłąkanych kul” Davida Laphama jest jednym z trzech komiksów Muchy wydanych w bardzo krótkim czasie – każdy z nich będzie kandydował do tytułu komiksu roku 2024. Dwa są do siebie trochę podobne („Marvels”, „Przewodnik po Astro City”), a omawiany dziś trzeci – zupełnie inny.

„Stray Bullets” to ewenement. Seria wystartowała w roku 1995 jako twór całkowicie niezależny. David Lapham sam założył wydawnictwo komiksowe („El Capitan Books”) tylko po to, aby „Zbłąkane kule” ujrzały światło dzienne dokładnie w takiej formie, jaka byłaby do przyjęcia przez niego samego. Raczej się nie zdarza, aby komiks niezależny wychodził przez tak długi czas – główna seria, licząca czterdzieści jeden odcinków, dobiegła końca w 2014, ale dorobiła się też spin-offów. My na razie dostaliśmy czternaście pierwszych odcinków „Stray Bullets”, czyli jesteśmy na samym początku historii. I to nie jednej, lecz bardzo wielu.

czwartek, 22 sierpnia 2024

Dylan Dog Batman. Cień nietoperza

Na stryczek Judasza!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Batman jest tym bohaterem, którego DC Comics wysyła na crossovery najczęściej. Najnowszy, wydany dopiero co za oceanem, jest chyba najbardziej niecodzienny i niespodziewany. Jest to crossover interkontynentalny – superbohaterski komiks amerykański spotyka komiks europejski i to wcale nie pochodzący z tego największego i najbogatszego źródła, jakim jest rynek frankofoński. DC Comics krzyżuje się bowiem ze specyficznym, włoskim uniwersum Dylana Doga!

Zwariowanego detektywa w czerwonej koszuli wymyślił w 1986 roku Tiziano Sclavi a sam komiks wydawany jest przez włoską oficynę Sergio Bonelli Editore. Dylan Dog działa wraz ze swoim asystentem Groucho (wyglądającym, cóż za niespodzianka, jak jeden z braci Marx) w Londynie i walczy z całą menażerią postaci z horrorów, świetnie bawiąc się przy okazji wszystkimi cechami tejże konwencji. Biedny awanturnik, mieszkający w zagraconym mieszkanku, oderwany od rzeczywistości, niedzisiejszy i nie potrafiący odmówić sobie wpakowania w kolejną paranormalną awanturę. Dylan Dog to „detektyw do spraw koszmarów, ale dni spędza w towarzystwie kobiet ze snów” – jak mówi Groucho. „Dylan Dog” jest drugim najlepiej sprzedającym się włoskim komiksem w historii – nic dziwnego, że to z nim w spółkę wszedł drugi najpopularniejszy bohater DC Comics.

niedziela, 18 sierpnia 2024

Punisher Epic Collection. Układanka Jigsawa

Szczyt


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W roku 1990 nastąpiło apogeum popularności Punishera w USA. Charakterystyczna furgonetka, pełna nowoczesnych gadżetów (w omawianym dziś albumie nawet lata na rozkładanych skrzydłach!), Mikrochip dbający o zaopatrzenie i zadania wywiadowcze, Punisher tylko czasem wspominający tragedię w Central Parku i nieprzytłoczony traumą oraz regularne interakcje z resztą uniwersum Marvela. Dziś po raz czwarty wracamy do ery TM-Semic i czytamy „Pogromcę” sprzed trzydziestu czterech lat.

Poprzedni album, „Powrót do Wielkiego Nic” nie zawierał zbyt wielu materiałów wcześniej opublikowanych w Polsce – raptem cztery odcinki. „Układanka Jigsawa” (tłumaczenie bardzo niefortunne) nadrabia z nawiązką – zawiera aż czternaście odcinków serii „Punisher” (od 35 do 48) z drugiej połowy 1990 i pierwszej 1991 roku. Wszystkie były wydane przez TM-Semic – od „Punishera” 10/1991 do 4/1992). Było to również apogeum popularności tej serii w naszym kraju – prawie wszystkie odcinki (oprócz jednego) napisał etatowy w tym czasie scenarzysta serii, czyli Mike Baron a większość narysowali Bill Reinhold i Mark „Tex” Texeira, dwaj jakże odmienni, ale tak samo rewelacyjni graficy. Między te świetnie napisane i narysowane odcinki wplecione zostają trzy komiksy nieco słabsze – dwa one-shoty, czyli swego rodzaju wydania specjalne, i kolejny „Punisher Annual”.

czwartek, 15 sierpnia 2024

Most Heksagon

Art driven comic


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Non Stop Comics wydało hard sf – debiutancki komiks Richarda Blake’a, amerykańskiego artysty grafika, twórcy scenografii filmowych i storyboardów. „Most Heksagon” dla zagorzałych fanów twardej fantastyki naukowej nie będzie żadną rewolucją ani rewelacją – może natomiast zaintrygować i zagwarantować całkiem niezłe wrażenia wszystkim innym czytelnikom.

Fabuła jest prosta. W 4040 roku ludzie odkryli przejście do równoległego wszechświata i nazwali je „mostem”. Specjalna organizacja badawcza o nazwie „Heksagon 12” najpierw wysłała za most drony, aby potem wyekspediować tam małżeństwo kartografów. Gdy słuch po nich zaginął i kontakt się urwał, postanowiono wysłać za nimi ekipę ratunkową – tylko dwuosobową, ale jakże niezwykłą. Jasnowidząca córka zaginionych badaczy i najnowocześniejsza ziemska sztuczna inteligencja, połączone ze sobą na poziomie neuronalnym, po latach przygotowań udają się za most – miejsce nieustannych przekształceń materii, zdominowane przez SI daleko wykraczające inteligencją poza nasze pojmowanie oraz pełne zjawisk i bytów, których ludzie nie są w stanie poprawnie zdefiniować, rozpoznać i zaprognozować.

wtorek, 13 sierpnia 2024

Nokturny

Old school


Artykuł należy do cyklu „XX lat Biblioteki grozy wydawnictwa C&T”. Odcinek czwarty.

Autorem „Nokturnów” jest irlandzki pisarz kryminałów i thrillerów – John Connolly. Jest to czwarty zbiór opowiadań, wydany w ramach „Biblioteki grozy C & T” i jest jednym z kilku w ramach całej kolekcji nie zawierającym starych tekstów sprzed stulecia. W 2004 roku, na samym początku „Biblioteki…”, zasada ta dopiero się klarowała – stąd w tym tomie teksty napisane współcześnie (lata dziewięćdziesiąte i przełom milleniów). Ale – w zasadzie większość z nich utrzymana jest w duchu klasyki, więc wychodzi właściwie na to samo. 

Otwierająca zbiór nowelka „Rakotwórczy kowboj” nie wpisuje się akurat w ten schemat. Ten drugi pod względem długości tekst omawianego dziś zbioru przypomina opowiadania Stephena Kinga – amerykańskie miasteczko na prowincji, tajemniczy przybysz i jeszcze bardziej tajemnicze, makabryczne zgony. Connolly egzorcyzmuje tu swoje własne traumy i strachy – jego ojciec zmarł na raka płuc a on sam przerażony był od zawsze wizją człowieka zżeranego od środka przez mroczną siłę. „Rakotwórczy kowboj” otwiera zbiór dość przeciętnie, ale kolejne opowiadania są już lepsze.

niedziela, 11 sierpnia 2024

Catwoman wg Eda Brubakera

Robin Hood w lateksie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dwa miesiące temu czytaliśmy trzy zbiorcze tomy przygód najbardziej znanej superbohaterki DC Comics. Dziś czeka nas również wielka trzytomowa lektura – oto kolejna słynna żeńska postać w kostiumie. Nie superheroina (choć czasami tak), a raczej antybohaterka – przyjaciółka, kochanka i przeciwniczka Batmana, jego femme fatale. Obecna w komiksach i filmach spod znaku DC Comics od zawsze. Selina Kyle alias Catwoman.

czwartek, 8 sierpnia 2024

Pasażerowie wiatru. Cykl pierwszy

Ku „lepszemu” życiu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W listopadzie Egmont wyda trzeci zbiorczy tom „Pasażerów wiatru”, francuskiej serii komiksowej debiutującej już w 1979 roku. Warto przy tej okazji przypomnieć sobie to, co już trafiło na nasz rynek – pięcioczęściowy cykl pierwszy z lat 1979-1984 i dwuczęściowy drugi napisany i narysowany dopiero po ćwierćwieczu. Zacznijmy od tego starszego – mamy rok 1780, znajdujemy się na francuskim statku płynącym z Europy w stronę Karaibów. Epoka kolonialna w pełni, o prawach człowieka nikt jeszcze nie słyszał, a we Francji słychać już odgłosy nadchodzącej rewolucji.

François Bourgeon, autor komiksu odpowiedzialny za scenariusz i rysunki, pomysł na awanturniczą morską przygodę przedstawił wydawcy (magazynowi „Circus”, z którym wówczas współpracował) już pod koniec lat siedemdziesiątych. Aby odróżnić „Pasażerów wiatru” od „kolejnych wariackich przygód z piratami, bitwami morskimi i skarbami”, Bourgeon postawił na skrajny realizm świata przedstawionego – zarówno w obszarze kostiumów, wyglądu statków, lokalizacji, jak i stosunków społecznych końca osiemnastego wieku. I uczynił jednym z najważniejszych tematów komiksu sprawę bardzo niewygodną i kładącą się cieniem do tej pory na wszystkich byłych imperiach kolonialnych Europy – kwitnący wówczas w najlepsze handel niewolnikami i nieludzkie, dehumanizujące traktowanie tychże. Wszystko to z zachowaniem takiej wierności historycznej, na jaką pozwala mu konwencja i przygodowa bądź co bądź fabuła.

niedziela, 4 sierpnia 2024

Joe Golem. Okultystyczny detektyw

Horror w glinie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pulpowa groza, kryminały noir, okultyzm i ezoteryka – oto podstawowe cechy „Hellboya” Mike’a Mignoli. Ileż można czytać komiksów opartych na tak bardzo podobnym schemacie? W przypadku wspomnianego autora – ile się da! Za każdym razem bowiem jest to absolutnie rewelacyjna lektura. Jak chociażby teraz przy okazji wielkiego tomu zbiorczego „Joe Golem. Okultystyczny detektyw”.

Album zbiera wszystkie dwadzieścia odcinków serii wydawanej przez Dark Horse Comics między listopadem 2015 a październikiem 2019 roku. Wystartowała ona pod koniec publikacji innej ważnej serii – „Baltimore”. Jej dwa zbiorcze tomy już czytaliśmy. Dlaczego wspominam o tej serii? „Baltimore” i „Joe Golem” pochodzą ze wspólnego uniwersum, zupełnie odrębnego, choć bardzo podobnego w niektórych aspektach, niż „Hellboy” i „B.B.P.O.”. Autorzy obydwu komiksów, Mike Mignola i Christopher Golden, nie planowali jednak tego od samego początku – jak mówi przedmowa do „Joego Golema”, dopiero po jego ukończeniu zauważyli całą masę punktów wspólnych. Tak powstało „Outerverse”, czyli Pozawersum w polskim tłumaczeniu.

czwartek, 1 sierpnia 2024

RIP. Tom 5. Fanette. Nieswojo w nie swojej skórze

A co? Z policji jesteś?


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

To już piąty, przedostatni odcinek „R.I.P.” – kolejna postać z komiksowego świata wykreowanego przez Gaet’sa i Juliana Moniera przedstawi nam swoją wersję wydarzeń. A jak pamiętamy z ostatniego tomu, jej położenie jest naprawdę nie do pozazdroszczenia.

Derrick, Maurice, Ahmed, Albert – to z ich perspektywy jak do tej pory poznawaliśmy historię grupy rabusiów domów dopiero co zmarłych ludzi, aferę zaginionego drogocennego pierścionka, przeszłość starego świadka koronnego, tragiczne losy samozwańczego agenta policji i koszmarne zakątki zwichrowanego umysłu obrzydliwego psychopaty. To w ręce tego ostatniego wpadła bohaterka omawianego dziś tomu – policjantka pracująca od zawsze pod przykrywką. Tak właśnie kończy się tom czwarty „R.I.P.”.