środa, 5 grudnia 2018

Czas apokalipsy

Ciemność – Nieudany związek


W mojej subiektywnej ocenie „Czas apokalipsy” jest tym dla filmu wojennego, czym „Odyseja kosmiczna 2001” dla kina science fiction – niedoścignionym arcydziełem gatunku, do którego nic do tej pory nie zdołało się zbliżyć. Film jest luźną adaptacją „Jądra ciemności” Josepha Conrada, gdzie dżungla Kongo roku 1890 zastąpiona zostaje dżunglą Wietnamu i Kambodży A.D. 1969. Minęło mniej więcej osiemdziesiąt lat – ciemność, której dominację w nadchodzącym wieku prognozował Conrad, ma się znakomicie. Zmienił się czas, ludzie i miejsce – a jakby nic się nie zmieniło.

Rój helikopterów wypala zieloną dżunglę przy dźwiękach „The End” Doorsów. Kapitan Benjamin Willard, grany przez Martina Sheena (ideowa reinkarnacja Charliego Marlowa) szaleje zamknięty w hotelowym pokoju. Wojna zrujnowała mu małżeństwo, życie całe, a on i tak mówi o pobycie w Wietnamie tak: „Kiedy byłem tu, chciałem być tam. Kiedy byłem w domu, potrafiłem myśleć tylko o powrocie do dżungli”. Nie może żyć bez wojny – wkrótce dostaje misję, po której nie będzie chciał już żadnej. Wezwany przez sztab, poznaje historię Waltera E. Kurtza (w tej roli Marlon Brando), pułkownika, który wymówił posłuszeństwo Armii USA i wraz ze swoim prywatnym oddziałem dezerterów zaszył się dżungli. Kurtz został oskarżony o morderstwo podwójnych agentów USA w Wietnamie i zbrodnie wojenne. Według generalicji działa on poza człowieczeństwem, poza wszelkimi cywilizowanymi normami. Kurtz musi zostać odnaleziony i zlikwidowany – to jest zadanie Willarda. 


Willard rusza zatem wraz z kilkuosobową załogą w stronę swojego jądra ciemności. Wojna w Wietnamie okazuje się dokładnie takim samym kłamstwem, absurdem i piekłem jak belgijska obecność w Kongo kilkadziesiąt lat wcześniej. Są tu Amerykanie bombardujący wioski i krzyczący przez megafon, że „jesteśmy tu po to aby wam pomóc!”; podpułkownik Kilgore (genialna rola Roberta Duvalla) lubiący zapach napalmu o poranku; piekło przy dźwiękach „Cwału Walkirii” Wagnera, urządzone tylko po to, aby posurfować po sześciometrowych falach („żółtki nie surfują!”); atak tygrysa; występ króliczków Playboya i ich dalsze losy; „rutynowa kontrola” miejscowej łodzi; absurdalne ostrzeliwanie niewidocznego wroga w ostatniej placówce amerykańskiej armii przed domeną Kurtza („jest pan w dupie świata, kapitanie!”); francuska posiadłość, gdzie podczas kolacji dochodzi do wyłożenia wprost całej politycznej idei filmu; i w końcu najniższy krąg piekielny – królestwo Waltera E. Kurtza. Prawdziwe jądro ciemności, kondensacja całego mroku, potwierdzenie gigantycznego kłamstwa o wojnie, ludzkiej naturze i całym świecie.


Dzicz obnaża prawdę o ludziach, o tym, że jesteśmy całkowicie puści, wydrążeni jak w czytanym przez filmowego Kurtza poemacie T.S. Elliota. Kształtują nas okoliczności zewnętrzne, ciśnienie cywilizacji lub ciśnienie ciemności zalegającej w ludzkiej duszy, gdy cywilizacji brak.  Kurtz Conrada ulega tejże ciemności, ale prawda ta dociera do niego dopiero w chwili śmierci. Jego słynny okrzyk to uświadomienie sobie tego faktu. Kurtz Coppoli zdaje sobie z tego sprawę z o wiele wcześniej. Nie chce poddać się ciemności, nie chce również od niej uciec. Chce się z nią zaprzyjaźnić, związać się z nią, pokochać. Kurtz (niesamowity, porażający monolog Marlona Brando) opowiada o pewnym wydarzeniu z wojny, po którym zmienił się już na zawsze, doznał olśnienia. Świadomy istnienia zła i mrocznej strony ludzkiej duszy, chce użyć jej do czynienia nie tego co słuszne, lecz tego co konieczne. Nieważne jakich potworności w kategoriach cywilizowanego świata się dopuści – ważne jest to, aby przekonanie o konieczności tego działania i brak sądów wartościujących jego postępowanie, według skali świata żyjącego w złudzeniu conradowskich bohaterów, pozwoliły mu nadal pozostać człowiekiem moralnym. 


Kurtz chciał zostać bogiem utkanym z ciemności i światła w równej mierze, chciał ciemność wchłonąć, uczynić ją swym budulcem i stworzyć armię podobnych mu istot. Myślał, że prawdziwa wolność, to wolność od opinii innych, a przede wszystkim od opinii własnych. Miał przynajmniej taką nadzieję. Okazała się ona jednak oszustwem, największym fałszem filmu, o którym sam reżyser mówi, że „jest to rzecz o kłamstwie”. Kłamstwie o wojnie, rządzie, ideologiach, polityce, moralności i przede wszystkim kłamstwie o człowieku. 

I to właśnie Kurtz Coppoli, a nie Kurtz Conrada, jest bliższy postaci Leszczyńskiego z kolejnej wersji retellingu „Jądra ciemności”. Przeczytajmy zatem „Serce mroku” Jacka Dukaja




Tytuł: Czas apokalipsy
Tytuł oryginalny: Apocalypse Now
Reżyseria: Francis Ford Coppola
Scenariusz: Francis Ford Coppola, Michael Herr, John Milius
Premiera: 10 maja 1979 (wersja rozszerzona – 11 maja 2001)
Produkcja: USA

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza