Opowieści o bólu albo „smutek oliwi maszynę istnienia”
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Mało jest recenzji „Alektromanty” w sieci. Szkoda, bo opowiadania Christophera Slatsky’ego wydane w zeszłym roku przez Dom Horroru to lektura znakomita. Dla fana nieoczywistej i niestandardowej literackiej grozy jest to prawdziwa uczta – oto „weird fiction” pełną gębą.
Trzynaście krótkich opowiadań (ostatnie – tytułowe – jest nieco dłuższe) o dość podobnym (co wcale nie jest wadą) schemacie. Mamy bohatera egzystującego w niby normalnym, choć od początku nieco „podejrzanym”, świecie. Bohater ów ma kłopoty z samym sobą, ale stara się o nich nie myśleć i żyć normalnie. I potem dochodzi do małego zniekształcenia rzeczywistości – zawsze szybciej dostrzeżonego przez nas niż samego bohatera. A potem do kolejnego – i dzieje się to w taki sposób, że od razu wiemy, że „lepiej to już było”. Kolejne warstwy odkrywanego świata są coraz bardziej przegniłe, coraz mocniej dotknięte chorobą. Tak jakbyście skręcili podczas nocnej jazdy autostradą w nie ten zjazd i odwracając się z żalem przez ramię, zauważyli przez tylną szybę, że autostrady już nie ma. Jest tylko ta wybrana przez was mroczna, kręta szosa, której końca nie widać.








