Na szerokie wody
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Trzeci tom „Wolverine. Epic Collection” wprowadza nas w lata dziewięćdziesiąte. Przygody Rosomaka zaczyna pisać Larry Hama, człowiek w przyszłości niemalże utożsamiany z głównym bohaterem. Scenarzysta rozpoczął złoty okres Wolverine’a, a nie bez znaczenia było to, że pierwsze dwadzieścia pięć odcinków „ery Hamy” narysował znany i ceniony Mark Silvestri.
Omawiany dziś album „Krew i pazury” zawiera czternaście pierwszych zeszytów (od 31. do 44.) i dodatkowo znajdziemy w nim dwa one-shoty – „Bloodlust” i „Bloody Choices”. Słowo „krew” wydaje się nieusuwalne z tytułów komiksów z Rosomakiem tamtego okresu. No cóż, znak czasów – czytamy wszak komiksy wydane w 1990 i 1991 roku. Jesteśmy w okresie gwałtownego wzrostu popularności mutantów – już za chwilę pierwsze zeszyty „X-Force” i „X-Men” pobiją wszelkie rekordy sprzedaży, a wynik tej drugiej serii jest niepokonany do dziś. Nic dziwnego więc, że również i Wolverine znalazł się na fali wznoszącej.
Larry Hama miał swój pomysł na poprowadzenie postaci Logana. Chris Claremont, który wpadł dwa lata wcześniej na utworzenie osobnej serii z tym bohaterem w roli głównej, od początku zasugerował, aby Wolverine zdjął superbohaterskie ciuchy, przyjął pseudonim „Patch”, trzymał się od X-Men tak daleko, jak tylko możliwe i nie wyściubiał nosa z Madripooru, gdzie w większości toczyła się akcja dwóch poprzednich epickich albumów. Hama tylko na początku przestrzegał tej zasady. W pierwszej opowieści „Krwi i pazurów” Wolverine mierzy się z bezlitosną yakuzą, planującą masową zagładę pewnego gatunku małp żyjących tylko na Madripoorze. Pełno tu krwawych pojedynków, trup ściele się gęściej niż w „Kill Billu”, a Patch już po raz ostatni korzysta z pomocy swych madripoorskich przyjaciół – Tyger Tyger i Archiego Corrigana.
Hama postanowił wyciągnąć Logana z Madripooru i wysłać go w świat. Na początek do ojczyzny, gdzie najpierw mierzy się z dziwnymi istotami na zimnych kanadyjskich pustkowiach, a potem spotyka dawnego kolegę z kanadyjskiej grupy mutantów o nazwie Alpha Flight. Puck (bo o nim mowa), który pojawił się w Polsce całkiem niedawno z całą drużyną w „Nieśmiertelnym Hulku”, nie jest jedyną postacią uniwersum Marvela pojawiającą się od teraz w przygodach Wolverine’a. Oto słynna Lady Deathstrike i banda bardzo popularnych wówczas Reaversów („Masakra mutantów”) zaginają parol na Logana. Hama i Silvestri rozpoczynają od 35. odcinka bardzo długą opowieść. Jest to sytuacja odmienna od dotychczasowej – w Madripoorze Logan przeżywał krótkie, niepowiązane ze sobą zbyt mocno przygody.
Od tej pory coraz trudniej wejść z marszu do fabuły serii. Zaczyna ona stawać coraz silniej na własnych nogach i przestaje być tylko dodatkiem do „X-Men”. W drugiej połowie tomu mamy do czynienia z jedną z najlepszych opowieści z Rosomakiem w roli głównej. Jest to bardzo zabawna, nawiązująca stylem i humorem do „Deadpoola”, historia z klonem Logana, dziewczynką-androidem, a nawet Sabretoothem, Cable’em i Nickiem Furym w drugoplanowych rolach (że o Storm, Forge’u i Jubilee z X-Men nie wspomnę). „Wolverine” staje się równoprawną serią w stosunku do „The Uncanny X-Men”, „X-Factor”, a także nadchodzących „X-Force” i „X-Men”.
Autorzy postanowili bardzo mocno połączyć swój komiks z głównym kontinuum Marvela, całkowicie ignorując początkowe zalecenia Chrisa Claremonta. Sabretooth na ten przykład pojawia się nagle i bez uprzedzenia – warto wiedzieć, że wziął się w naszym komiksie bezpośrednio z 91. odcinka „The New Mutans”. Cable z kolei dopiero co pojawił się w uniwersum i przymierzany jest do objęcia dowództwa w X-Force. A sam Wolverine coraz częściej zakłada swój charakterystyczny brązowo-żółty kostium – jego popularność rośnie błyskawicznie z dnia na dzień. Oto bohater, który wypłynął w końcu na szerokie wody i przyjął postać, jaką znamy z komiksów TM-Semic. „Jeśli szukacie śmierci, przyszliście we właściwe miejsce!”.
Mark Silvestri jest coraz lepszy z każdym kolejnym odcinkiem. W pierwszych zeszytach widać pewne niedociągnięcia spowodowane prawdopodobnie presją deadline’u. To jest Silvestri, jego rysunki oglądało się zawsze z uznaniem – tuż przed rozpoczęciem pracy nad „Wolverine’em” był etatowym rysownikiem „The Uncanny X-Men” i „X-Factor”, gdzie razem z kolegami definiowali estetykę X-komiksów ostatniej dekady XX wieku. Poprzez „kolegów” rozumiem słynną siódemkę „uciekinierów” z Marvela, którzy w 1992 roku, niezadowoleni z pracy, rzucili papierami i założyli własne wydawnictwo – Image Comics. Ciekawą odmianą mogą być wspomniane na początku recenzji dwie opowieści wydane osobno, poza serią. Rysują Alan Davis i legendarny John Buscema – w inny sposób niż Silvestri podchodzą do postaci Rosomaka.
Opowieść z „Krwi i pazurów” kontynuowana była w kolejnych odcinkach serii. Powinny się one znaleźć w czwartym tomie „Epic Collection”. I tu zła wiadomość – ten zbiór nigdy nie został wydany w USA. Marvel przeskoczył dwa tomy i wydał od razu szósty, noszący tytuł „Inner Fury”. Szkoda, bo może się okazać, że nie dowiemy się, jak skończyła się ta awantura. Tymczasem liczę na to, że Egmont wyda „Inner Fury” w 2026 roku – to nadal „era Larry’ego Hamy”, choć już bez Silvestriego.
Podobno nikt nie rozumiał Wolverine’a lepiej niż Hama – nawet Chris Claremont, „ojciec” Rosomaka. Hama żył tą postacią przez lata, Hama to Wolverine.
Tytuł: Wolverine Epic Collection. Krew i pazury
Scenariusz: Larry Hama, Alan Davis, Tom DeFalco, Peter David
Rysunki: Mark Silvestri, Alan Davis, John Buscema, Larry Stroman
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Tytuł oryginału: Wolverine Epic Collection. Blood and Claws
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: listopad 2025
Liczba stron: 456
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328175495







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz