piątek, 5 stycznia 2018

Sandman: Noce nieskończone

Siedmiu wspaniałych

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pomiędzy styczniem 1989 roku i lutym 1996 w świecie komiksu panował Sandman. Seria złożona z siedemdziesięciu pięciu odcinków podbiła serca zarówno czytelników, jak i krytyków. Została obsypana nagrodami i zapisała się na zawsze w historii nie tylko komiksu, lecz po prostu literatury. Neil Gaiman postanowił wrócić po siedmiu latach do świata snów i w 2003 roku, wraz z siedmioma zaprzyjaźnionymi grafikami, stworzył kolejne arcydzieło – Noce nieskończone.

Głównym bohaterem Sandmana jest Morfeusz, zwany też Snem. To spersonifikowana idea marzeń sennych, czyli tego elementu ludzkiej egzystencji, który jest z nią związany od zarania dziejów. Morfeusz ma szóstkę rodzeństwa, razem stanowią rodzinę Nieskończonych. Są to uosobienia odwiecznych, starszych niż kosmos idei, archetypów i wzorców wpływających na życie wszystkich rozumnych ras we wszechświecie. To nie gaimanowscy bogowie – w Nieskończonych nie trzeba wierzyć, aby istnieli. Byli przed naszym wszechświatem i będą po jego końcu. Gaiman, poproszony o krótkie podsumowanie tego, o czym był Sandman, powiedział: „Władca snów odkrywa, że każdy musi się zmienić bądź umrzeć i dokonuje wyboru”.

Właśnie o tym przede wszystkim jest Sandman. Ta wspaniała opowieść o opowieściach zadaje pytanie o potrzebę istnienia niezmiennych wartości w nowoczesnym, nieustannie zmieniającym się świecie. Morfeusz i jego rodzeństwo uczłowieczają się coraz bardziej, zsuwają się z zajmowanego od zawsze piedestału. Noce nieskończone są powrotem do ich przeszłości, do prapoczątków wszelkiego istnienia, kiedy to rodzeństwo było całkowicie oderwane od ludzkich spraw. Były to byty prawdziwie nieskończone.

Noce nieskończone to zbiór małych komiksowych dzieł sztuki, siedmiu opowieści, do których scenariusze napisał sam Neil Gaiman. Każdy z odcinków, ilustrowany przez innego mistrza, opowiada o jednym z Nieskończonych.


„Śmierć i Wenecja” to historia o moim ulubionym członku rodziny – Śmierci – zilustrowana przez P. Craiga Russella. To trawestacja Maski śmierci szkarłatnej Edgara Allana Poego wymieszana z Dniem świstaka. To podkreślenie ulotności i nieistotności ludzkiej egzystencji wobec wieczności. Od Śmierci nie uciekniesz, nic na tym wiecznie przemijającym łez padole jej nie zatrzyma.

„Jak poznałam smak pożądania” opowiada o innej siostrze – Pożądaniu właśnie. Rysuje prawdziwa legenda komiksu, Milo Manara, autor słynnego Indiańskiego lata. Czytamy o tym, że osiągnięcie tego, czego się pragnie a osiągnięcie szczęścia to dwie różne rzeczy. Pożądanie powinno pozostać wiecznie niezaspokojone, szczęśliwi możemy być mimo tego. A właściwie to głównie w stanie niezaspokojenia.

„Serce gwiazdy” to podróż do początków czasu. Miguelanxo Prado narysował magiczną baśń opowiadaną córce przez ojca (ujawnienie ich tożsamości w finale domaga się braw). Nastrojowa historia o wielkiej miłości Snu najbardziej podkreśla absolutny charakter Nieskończonych.

„Piętnaście portretów Rozpaczy” Barrona Storeya to graficzny eksperyment, coś jak seria instalacji sztuki nowoczesnej. To niezależne od siebie plansze z literackim komentarzem Gaimana na temat tego, czym jest Rozpacz – ten nieśmiertelny byt, występujący zawsze na końcu wszystkiego, po nadziei, która umiera ostatnia. Lektura tego dzieła sprawia ból, bez mała fizyczny.

„Do wewnątrz” to kolejny test wrażliwości odbiorcy. Bill Sienkiewicz i jego skrajnie surrealistyczna wędrówka po umyśle dziewczynki-katatoniczki jest opowieścią o Malignie. O szaleństwie, będącym czasem jedyną drogą ucieczki z okrutnego świata.

„Na półwyspie” jest popisem Glenna Fabry’ego, którego znamy z okładek do Kaznodziei. To również hołd Gaimana dla Raphaela A. Lafferty’ego, jednego z jego literackich idoli. Zniszczenie jest tym z Nieskończonych, który zawsze był najbliższy ludziom. Tutaj, w opowiadaniu o dziwnych wykopaliskach, gdzie znajdowane są artefakty z przyszłości, symbolizuje on nie tylko ludzkie umiłowanie destrukcji, ale również kosmiczną entropię. Niszczycielską siłę, która ostatecznie będzie jedyną sprawczynią śmierci wszechświata.

„Noce nieskończone” to króciutka, poetycka impresja o Losie. Frank Quitely przedstawia ślepego, najstarszego członka rodzeństwa, który w swojej księdze ma zapisane wszystkie zdarzenia. Te, które były, i te, które dopiero będą. Takiego losu nikt nie da rady wziąć w swoje ręce.


Każdy z rysowników w idealny sposób oddaje charakter swojego Nieskończonego. Ból Rozpaczy, determinizm Losu, oniryzm Snu, szaleństwo Maligny, realizm Zniszczenia, erotyzm Pożądania i nieodwołalność Śmierci. Noce nieskończone to komiks wymagający, niebywale inteligentny i zróżnicowany. Nie pod względem jakości, bo tu wszystko jest z najwyższej półki. Neil Gaiman i przyjaciele fundują nam różnorodność stylów, rodzajów narracji, emocji i wrażeń estetycznych. Najbardziej widać to podczas przejścia z surrealizmu Sienkiewicza do realizmu Fabry’ego. Kubeł zimnej wody po wyjściu z rozgrzanej sauny. Albo podczas zmiany wzruszającej i nostalgicznej wizji Prado na przygniatające do ziemi i podcinające żyły obrazy Storeya. Bieg po łące za motylami zakończony upadkiem z urwiska.

Ten komiks był Gaimanowi potrzebny. Potrzebny był też każdemu miłośnikowi serii o Sandmanie. Osobiście wystawiam najwyższą notę i czytam jeszcze raz.


Tytuł: Sandman. Noce nieskończone
Scenariusz: Neil Gaiman
Rysunki: P. Craig Russell, Milo Manara, Miguelanxo Prado, Barron Storey, Bill Sienkiewicz, Glenn Fabry, Frank Quitely
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Tytuł oryginału: The Sandman: Endless Nights
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Vertigo
Data wydania: grudzień 2017
Liczba stron: 160
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 175 x 265
Wydanie: II
ISBN: 9788328126268

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza