Piekło. Jedno wejście, wyjścia nie ma.
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
„Kocham Południe. Ale są chwile, kiedy się go boję, kiedy przeraża mnie do szpiku kości” – tak w przedmowie do „Bękartów z południa” pisze scenarzysta, Jason Aaron. Południe jest bardziej pierwotne, uduchowione, nienawistne, poranione i nawiedzone niż reszta kraju. Dziś udamy się do hrabstwa Craw w Alabamie – miejsca skupiającego wszystkie te cechy, czyli do swego rodzaju Południa w pigułce.
Jason Aaron, Południowiec z krwi i kości, odpowiada za znakomity, omawiany już przeze mnie sześćdziesięcioodcinkowy „Skalp” wydany w latach 2007-2012. Podczas pisania scenariusza Aaron wymyślił sobie pewną postać z dużym w jego mniemaniu potencjałem fabularnym – zły do szpiku kości trener futbolu amerykańskiego, degenerat i bandyta trzęsący małym, prowincjonalnym miasteczkiem. Nie znalazł jednak zastosowania tego pomysłu w „Skalpie” – dopiero dwa lata po zakończeniu tej serii użył go w zupełnie nowej fabule. Do rysowania „Southern Bastards” zaprosił innego Jasona, również Południowca – Latoura, znanego wówczas głównie z serii „Spider-Gwen” (tak, skojarzenia z filmami animowanymi o Spider-Manie przemierzającym multiwersum jak najbardziej uzasadnione). Panowie napisali i narysowali dwadzieścia odcinków wydawanych przez Image Comics w latach 2014-2018, a które mniej więcej równolegle wydawała u nas Mucha w czterech tomach zbiorczych.
„Bękarty z Południa” miały być z założenia listem jednocześnie miłosnym i oskarżycielskim wobec tego tak bardzo charakterystycznego i mocno stereotypowo przedstawianego w popkulturze obszaru Stanów Zjednoczonych. Obaj panowie pochodzą właśnie stamtąd i przyznają się do wielkiej dumy z „bycia Południowcem”, ale zarazem świadomości tego, jak mocno owo Południe kształtuje osobowość i pojmowanie świata swoim mieszkańcom. Postanowili, że ten komiks pokaże prawdziwą duszę Południa – a znaleźć ją można nie w Houston, Austin, Phoenix czy Nowym Orleanie, lecz w takich właśnie pipidówach, jakim jest hrabstwo Craw w Alabamie, gdzie toczy się akcja komiksu. Aaron i Latour pokazują życie mieszkańców sterroryzowanych przede wszystkim własną niemocą, konformizmem, strachem, ignorancją i brakiem wyobraźni, a dopiero w drugiej kolejności postacią lokalnego trenera drużyny futbolowej (o wdzięcznej nazwie Pędzący Rebelianci), którym jest Euless Boss – jeden z największych sukinsynów, jakich kiedykolwiek znajdziecie w komiksach.
Zanim jednak poznamy Bossa, spotkamy Earla Tubba, podstarzałego już byłego mieszkańca Craw, bohatera pierwszego zbiorczego tomu o nazwie „Był to facet, co się zowie”. Tytuł tego tomu jest epitafium, jakie mieszkańcy miasteczka wyryli na grobie nieżyjącego już ojca Earla, twardego, nieustępliwego i już legendarnego szeryfa, który zaprowadzał porządek za pomocą wielkiego kija. Earl wraca do Craw po latach, „tylko na trzy dni”, które są mu potrzebne na załatwienie pewnych formalności związanych ze sprzedażą rodzinnego domu. Niestety wraca do koszmaru, z którego nie sposób się już wybudzić – i to dlatego, że nie potrafi przymykać oczu tak, jak bez wyjątku wszyscy mieszkańcy Craw. Kurs kolizyjny Earla Tubba, byłego futbolisty i prawdziwego twardziela, z bandą Eulessa Bossa jest nieunikniony – poleje się krew i łzy, a kości będą rachowane.
Przemoc, jakiej jesteśmy świadkami i jakiej potrafi dopuścić się Boss, jest wręcz groteskowa. Przyczyny tego stanu rzeczy ujawnia nieco fabuła drugiego tomu zbiorczego, znanego u nas pod tytułem „Na boisku”. Poznajemy losy nastoletniego Eulessa, niekochanego i bitego syna, nieszanowanego i bitego kolegi z drużyny. Euless nie ma nic – tylko perspektywa dostania się do licealnej drużyny futbolu amerykańskiego może dosłownie uratować mu życie. I zrobi wszystko, aby się tam dostać – poznany „chłopiec do piłek”, niewidomy były zawodnik o ksywie „Old Big”, niczym pan Kesuke Miyagi z „Karate Kid”, pomaga mu zrozumieć, na czym tak naprawdę polega najpopularniejszy sport w Ameryce, ale również próbuje uświadomić, czym jest szacunek do samego siebie. Próbuje – po latach okaże się, jak bardzo jałowe były to starania. Opowieść o przeszłości największego zwyrodnialca w historii hrabstwa Craw nie usprawiedliwia oczywiście jego uczynków, ale pozwala choć trochę zrozumieć ich przyczynę.
Trzeci tom omawianego dziś komiksu nosi tytuł „Powrót do domu” – ma on podwójne znaczenie. Przede wszystkim poznajemy Robertę Tubb, córkę Earla, żołnierkę marines wracającą z kolejnej już tury w Afganistanie. Roberta kieruje swe kroki właśnie ku hrabstwu Craw, ponieważ tam ostatnio przebywał jej niedający już długo oznak życia ojciec. „Powrót do domu” to również „Homecoming”, cykliczna impreza w miasteczku zdominowana oczywiście przez wielkie wydarzenie – mecz ze znienawidzoną drużyną z Wetumpki. Trzeci tom ma formę sześcioczęściowej antologii, która przybliża nam inne ważne postacie całej opowieści – wspomnianą Robertę i Eulessa Bossa, ale i bezradnego szeryfa, marionetkowego burmistrza, dziwnego „kolesia z lasu”, dwóch największych zbirów trenera, a także pewnego potężnego gangstera, z którym (o dziwo) Boss musi się bardzo liczyć. Jason Aaron odkrywa kolejne elementy skomplikowanej sieci fabularnych powiązań. Napięcie rośnie, a nieszczęście wisi w powietrzu. Ostatni tom, trochę niefortunnie zatytułowany „Motywacja” (choć właściwe znaczenie oryginalnego tytułu „Gut check” wymagałoby chyba zbyt skomplikowanej ekwilibrystyki translatorskiej), przynosi nam odpowiedzi i rozwiązania zagadek. Jak w rasowym, kinowym thrillerze z gęsto padającymi trupami, rosnącym napięciem i przemocą – ostatni akt „Bękartów z Południa” spełnia pokładane oczekiwania.
Aaron i Latour bardzo chcieli pokazać, czego nienawidzą, a co tak bardzo kochają w Południu, miejscu, w którym już nie mieszkają, ale się z nim identyfikują. Parafrazując znane porzekadło – możesz opuścić Południe, ale Południe nie opuści ciebie. Ono przyciąga, magnetyzuje i nie pozwala o sobie zapomnieć. Obrazuje to bardzo fajny dialog dopiero co przybyłego Earla Tubba z nastolatkiem Tadem. Młody pyta: „Wprowadzasz się, czy wyprowadzasz?”. „Eeee, wyprowadzam się”. „Jesteś pewien?”. Earl Tubb jest bohaterem wręcz archetypicznym – wraca do miejsca, w którym spędził dzieciństwo i młodość, nadal pozostając w cieniu ojca. Uciekł z hrabstwa Craw, aby być sobą – teraz wraca i musi mierzyć się z mitem Tubba Seniora. „Bękarty z Południa” mają bardzo klasyczny, ale też i bardzo zwodniczy początek. Oto przybysz z zewnątrz postanawia zaprowadzić porządek w skorumpowanym miasteczku, bo nikt inny nie potrafi. Czemu zatem „zwodniczy”? Jason Aaron daleki jest od serwowania pozytywnych zakończeń, a jego Południe to miejsce przypominające bardzo mocno pełen beznadziei i przemocy świat z literatury Cormaca McCarthy’ego.
Sam scenarzysta przyznaje się do inspiracji kinem braci Coen (którzy, notabene, zekranizowali niesamowitą powieść McCarthy’ego „To nie jest kraj dla starych ludzi”). Chciał jednak wprowadzić do komiksu nieco poczucia humoru (przytłoczonego przez mocny, brutalny przekaz – ale zawsze), którego tak brakowało chociażby we wspomnianym już „Skalpie”. Negatywne, popkulturowe stereotypy dotyczące Południa nie są u Aarona tylko powielaniem pewnego utartego schematu – czuć, że „Bękarty…” zostały napisane przez kogoś, kto doskonale rozumie, co chce przekazać. Uzbrojeni po zęby „rednecki” w kraciastych koszulach, brudnych czapkach z daszkiem i wykałaczką w zębach, niemal fundamentalistyczna religijność, gęsty klimat rodem z serialu „True Detective”, rasizm, ksenofobia i brak wyobraźni nie przytłaczają jednak totalnie – Aaron potwierdza te stereotypy, punktuje ich wady, ale jednocześnie przedstawia to wszystko ze swego rodzaju sentymentem i nostalgią. Miasteczko, w którym dzieje się akcja komiksu, ulepione jest z klisz, ale – co nieczęsto się zdarza – nie są one zbyt mocno utarte. Hrabstwo Craw to piekło z jednym wejściem – wyjścia nie znajdziesz.
No i ten futbol. Nie ma na Południu popularniejszego sportu. Zarówno Aaron, jak i Latour grali w futbol, obaj są w nim nadal zakochani. Niczym piłka nożna w Brazylii – futbol jest tu religią, a ligowe potyczki między pobliskimi sąsiadami urastają do czegoś w rodzaju świętej wojny. Craw wypowiada wojnę Wetumpce właśnie poprzez futbol – ewentualna wygrana w meczu powoduje, że cała społeczność doznaje takiego poczucia dumy, że może pozwolić sobie na zignorowanie bardzo ważnych problemów ją nękających. Sukcesy na boisku pozwalają jakoś żyć w złym świecie, pozwalają na eskapizm. Schemat jest znany – pomiatasz albo dajesz sobą pomiatać. Nie ma innego i nikt nawet nie myśli, że może być inaczej.
Południe w „Bękartach…” malowane jest bardzo szerokim pędzlem, uproszczone i trochę groteskowe. Takie miało być, tak je chcieli autorzy pokazać – miejsce fascynujące i przerażające jednocześnie.
Tytuł: Bękarty z południa
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Jason Latour, Chris Brunner
Tłumaczenie: Robert Lipski
Tytuł oryginału: Southern Bastards
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: grudzień 2015, lipiec 2016, maj 2017, grudzień 2018
Daty wydania oryginału: 2014 - 2018
Liczba stron: 128, 112, 160, 168
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788361319634, 9788361319726, 9788361319863, 9788365938299
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz