niedziela, 21 czerwca 2026

Projekty Manhattan. Tom 2. Pseudonauka

Nowi bogowie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mucha Comics przybywa z drugim tomem jednego ze swoich najlepszych komiksów ostatnich lat. Oto niezwykle oryginalna historia, w której żaden motyw nie jest zbyt szalony, a żaden bohater zbyt ekstrawagancki. Oto rzeczywistość, w której Projekt Manhattan był tylko jednym z wielu – tu prawdziwa walka o panowanie nad światem odbywa się poprzez rozwijanie tych dodatkowych, tajnych i absolutnie fantastycznych.

Pierwszy tom „Projektów Manhattan” zakończył się cliffhangerem. Oppenheimer (nie podaję imienia celowo – kto ma wiedzieć, ten wie) zdradził swoich kolegów naukowców i knuje niecne plany przejęcia władzy nad światem (wszechświatem?!). Tytułowe Projekty, czyli szereg tajnych programów badawczych, dla których ten dotyczący bomby atomowej był tylko przykrywką, stały się narzędziem walki o wpływy. Połączone siły amerykańskich, radzieckich i niemieckich naukowców rozpoczęły wspólne działania mające na celu wyniesienie ludzkiej rasy na wyższy poziom, zażegnanie niebezpieczeństwa płynącego z odległych zakątków galaktyki i – co chyba najważniejsze – odsunięcie od władzy tych, którzy dzierżą ją teraz.


Drugi tom „Projektów Manhattan” zawiera dziesięć ostatnich odcinków serii oraz wydany po kilkunastu miesiącach czteroczęściowy sequel – „Manhattan Projects. The Sun Behind the Stars”. Scenariusze napisał Jonathan Hickman a zilustrował je Nick Pitarra. Fani „Fantastycznej Czwórki” według Hickmana będą czuli się jak domu. Nauka jak religia, bramy do alternatywnych wszechświatów, kult wiedzy i naukowcy jako najpotężniejsi ludzie na świecie – oto motywy dominujące zarówno w „Fantastycznej Czwórce” jak i w „Projektach”.  O ile jednak w tym pierwszym komiksie podporządkowane zostały superbohaterskiej przygodzie i dopełniały całościowy obraz, tak w drugim są elementami najważniejszymi – kluczowymi i definiującymi świat przedstawiony.

Ostatnie odcinki „Projektów Manhattan” wydają się być mocno improwizowane. Nie jest to oczywiście zarzut – chodzi o to, że w pierwszym tomie Hickman mówił jasno, że chodzi mu o zaprezentowanie pewnej idei, a teraz – skoro już to zrobił – odstawia komiksowe jam session. Oto podróż do alternatywnego świata, w którym nauka nie tyle odkrywa jego tajemnice, ale pozwala wręcz na kształtowanie rzeczywistości na modłę kreatora. Jest narzędziem, które w rękach bohaterów komiksu czyni ich nadludźmi. Nie są to jednak superbohaterowie, lecz złowieszczy półbogowie pozbawieni moralności. Umieszczeni w groteskowej wersji świata z czasów zimnej wojny i ogólnoświatowej paranoi stają się niemal demonami w ludzkiej skórze.


Są jednocześnie totalnymi karykaturami. Kogo my tu mamy? Doppelganger Einsteina, Dmitrij Ustinov jako pulpowy mózg w słoiku, Enrico Fermi jako kosmita, scyfryzowany Roosevelt, zmutowany Breżniew, Che Guevara i Fidel Castro bawiący się ideałami swoich rewolucji, JFK kokainista i dziwkarz, Truman – mason i dyrygent krwawych orgii, generał Westmoreland w naszyjniku z odciętych uszu, Jurij Gagarin i Łajka jako najwięksi eksploratorzy kosmosu. To właśnie ta ostatnia dwójka to główni bohaterowie spin-offu serii, zatytułowanego „The Sun Behind the Stars” – o wiele lżejszego fabularnie i tematycznie niż główna seria. Ta opowieść przypomina raczej „Valeriana” lub „Armadę” – prostą rozrywkę z tysiącem najróżniejszych, kolorowych kosmitów i niesamowicie narysowanych lokacji.

W pewnym momencie „Projekty Manhattan” przestają być klasyczną opowieścią z jasno wyznaczonym celem i logicznie rozwijającymi się wątkami. Jonathan Hickman świadomie rozsadza konstrukcję własnego komiksu, coraz bardziej eskalując pomysły, mnożąc szalone koncepty i przesuwając punkt ciężkości z fabuły na atmosferę paranoi oraz obsesji wiedzy. Ten chaos jest celowy. „Projekty Manhattan” przypominają eksperyment naukowy, który wymknął się spod kontroli swoim twórcom i zaczął żyć własnym życiem. Im dalej w serię, tym bardziej liczy się nie odpowiedź na pytanie „co wydarzy się dalej?”, ale samo doświadczenie uczestniczenia w tej groteskowej, zimnowojennej psychozie.


A co z rysunkiem? Styl Nicka Pitarry nawiązuje rzecz jasna do dokonań Franka Quitelyego, do inspiracji którymi Pitarra jawnie się przyznaje. Możemy tu też znaleźć coś z Geofa Darrowa – jego hiperszczegółowość, obsesję na temat detalu przeradzającą się w horror vacui i dbałość o drugi a nawet trzeci plan. Jest to jednocześnie styl dość złowieszczy, łączący estetykę „Ricka i Morty’ego” z filmami o „Obcym” – czasami jest tego zbyt dużo, za intensywnie i za mocno. Ale taki jest Pitarra, często przesadza, ale w ogólnym rozrachunku i tak wychodzi to na plus. Grafika „Projektów Manhattan” jest obłędna, hipnotyzująca w swej nadmiarowości, maksymalnie groteskowa i wprowadzająca do komiksu swego rodzaju niepokój.

Omawiany dziś komiks to historia o nowych bogach ludzkości. Hickman pokazuje świat, w którym naukowcy zastąpili kapłanów, polityków i monarchów – nie dlatego, że są mądrzejsi lub lepsi, ale dlatego, że posiedli władzę pozwalającą kształtować samą rzeczywistość. Problem polega na tym, że ci nowi bogowie okazują się równie mali, próżni i potworni jak wszyscy wcześniejsi. 


Tytuł: Projekty Manhattan. Tom 2. Pseudonauka
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Nick Pitarra Ryan Browne
Tłumaczenie: Arek Wróblewski
Tytuł oryginału: Manhattan Projects. #16-25; Manhattan Projects. The Sun Behind the Stars #1-4
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: listopad 2025
Liczba stron: 448
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 180 x 275
Wydanie: I
ISBN: 9788367571647

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz