Obrazy grozy
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Dwa dni temu pisałem o pierwszy tomie „Biblioteki grozy” wydawnictwa C&T. Lovecraft – wiadomo. Klasyczna literatura grozy jest pojęciem o wiele obszerniejszym, niż mogłoby się wydawać, lecz jeśli mamy zaczynać jej poznawanie to koniecznie od żelaznych klasyków. Wśród osób niesiedzących głęboko w temacie najbardziej rozpoznawane są dwa nazwiska – Edgar Allan Poe i Howard Philips Lovecraft. Dziś poznamy kolejną popkulturową interpretację dzieł tego drugiego – graficzną.
Zbiór „Mity Cthulhu według Lovecrafta” ukazał się w 2018 roku. Same komiksy wchodzące w jego skład są jednak dużo starsze – wychodziły w odcinkach już na początku lat osiemdziesiątych w czasopiśmie, które ostatecznie zbankrutowało. Trafiły do szuflady i po ponad trzech dekadach ponownie ujrzały światło dzienne. Jose Villarubia pisze w przedmowie, że oto przed nami „trzy najlepsze historie Howarda Philipsa Lovecrafta, mistrza kosmicznej grozy”. Trudno się z tym zgodzić, choć to trzecie faktycznie mogłoby powalczyć o podium. Są to raczej opowiadania istotne ze względu na ustanawiane przezeń kamienie milowe w twórczości Lovecrafta. Z przedmowy dowiadujemy się też co nieco o samym autorze, bardzo doświadczonym hiszpańskim grafiku Estebanie Maroto, specjalizującym się w komiksie mającym na celu wyrzucenie czytelnika ze strefy komfortu i wzbudzenie niepokoju. W przypadku Lovecrafta podjął się zadania trudnego nad wyraz, ale podołał.









