Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2018-11. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2018-11. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 listopada 2018

Kaznodzieja. Tom piąty

Amerykański mit

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pod koniec czwartego tomu „Kaznodziei” Jesse Custer leżał na ziemi, znokautowany bardzo mocnym życiowym ciosem. Na początku tomu piątego zastajemy go stojącego na jakimś molo – fale się kłębią, niebo się chmurzy, wiatr wieje, a wierny pies waruje przy nodze. „Czasami bywa tak, że po prostu kończy ci się Ameryka” – mówi do niego Jesse, a my widzimy, że nie jest mu wcale wesoło. Co znaczą te słowa? W jaką kabałę wplątał się kaznodzieja, który postanowił znaleźć samego Boga i zadać mu kilka trudnych pytań? Co się znowu stało? 

Sześć miesięcy przed tą sceną, a krótko po opuszczeniu Cassidy’ego i Tulip, Jesse dociera do prowincjonalnego miasteczka gdzieś w Teksasie. Salvation jest mieściną prosto z popkulturowych wyobrażeń amerykańskiego południa. Mały bar, biuro szeryfa, kilka domków i wielka przetwórnia mięsa tuż za miastem. Jej właściciel, pan Quincannon, karykaturalna kopia „Cegłówki” z „Przekrętu” Guya Ritchiego, trzęsie całą okolicą i opłaca szeryfa. Dzięki temu jego ludzie mogą po robocie bezkarnie rozrabiać w miasteczku a on sam zatruwa pobliską rzekę odpadami z fabryki. A dodatkowo chroni go pani adwokat, nazistka lubiąca przebierać się w czarną skórę nabijaną ćwiekami i spędzać czas w garderobie obwieszonej pejczami i portretami Hitlera. 

piątek, 23 listopada 2018

BBPO Plaga żab. Tom 3

Komu ufasz?

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

W drugim tomie „Plagi żab” wielki lovecraftowski potwór, „Katha Hem, który przyćmi Sadu Hema”, pozostawił po sobie gigantyczny krater, setki trupów i wyprowadził wojnę z żabami z podziemi wprost na światło słoneczne. Świat już wie, że szekspirowskie „rzeczy, które nie śniły się filozofom” naprawdę istnieją pod naszym niebem i na naszej ziemi. W trzecim tomie Biuro Badań Paranormalnych i Obrony dowiaduje się jednak, że to nie humanoidalne żaby sprowadzą na grupę największe zagrożenie, lecz tajemnice skrywane przez samych członków.

 „B.B.P.O. Plaga żab. Tom 3” składa się z trzech pięcioodcinkowych historii. Za całość odpowiada stała już ekipa – scenariusze pisze John Arcudi, wspierany przez samego Mike’a Mignolę, a charakterystyczne, niepowtarzalne kadry rysuje Guy Davis. Plaga żab nadal trwa, jednak nie znajdziemy w tym tomie jakichś przełomowych wydarzeń z nią związanych. Właściwie, nie dzieje się nic w tym temacie, „żaby przycichły”, jak mówi jeden z członków Biura, i pewnie coś knują. Autorzy komiksu postanowili zatem mocno poszerzyć charakterystyki postaci i uchylić rąbków kilku nowych tajemnic. Dotyczy to nawet tego bohatera, który skończył w kawałkach pod koniec drugiego tomu – homunkulusa Rogera.

środa, 21 listopada 2018

Transmetropolitan. Tom 3

Nikt nie może zadrzeć z PRAWDĄ

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Gary Callahan, nazywany „Uśmiechniętym”, wygrał wybory prezydenckie i poprzysiągł zemstę Pająkowi Jeruzalemowi. Drugi tom „Transmetropolitan” kończy się zapowiedzią nieuniknionego starcia pomiędzy nowym najpotężniejszym obywatelem Stanów Zjednoczonych a zrozpaczonym i wściekłym dziennikarzem. Ludzie Ameryki przyszłości dokonali swego wyboru, zamienili zło oswojone i tłumaczone pewnymi zasadami na zło cyniczne i nieograniczone zgoła niczym. Lepsze może i jest wrogiem dobrego, ale gorsze jest na pewno przyjacielem złego.

Pięcioczęściowa kolekcja zbiorczych wydań „Transmetropolitan” ma bardzo przejrzystą strukturę. Sześćdziesiąt odcinków serii podzielono na dwunastoczęściowe tomy – w przypadku najnowszego, trzeciego, jest dokładnie tak samo. Układ odcinków tego tomu to 2x (1+1+1+3) – mamy dwie tury trzech pojedynczych epizodów, przedstawionych w formie monologu, felietonu okraszonego obrazkami z życia Pająka, urywków programów telewizyjnych lub krótkich historyjek (na przykład zupełnie bez udziału Jeruzalema, tylko z „paskudnymi asystentkami” w rolach głównych) oraz dwie dłuższe, trzyczęściowe historie, które przywodzą na myśl rundy pojedynku bokserskiego. W pierwszej Pająk zalicza potężnego sierpowego i pada na ring. Gdy z trudem dochodzi do siebie i staje w końcu na nogi, przechodzi do zdecydowanego kontrataku w drugiej.

sobota, 17 listopada 2018

Ciemna strona księżyca

Poza limes

W lipcu tego roku Wydawnictwo IX wznowiło powieść „Ciemna strona księżyca” Grzegorza Gajka. Autor w przedmowie przybliża proces jej powstawania – okazuje się, że wylądowała na jakiś czas w szufladzie i to nie ona stała się jego wydawniczym debiutem. Wspomina o tym, jak w trakcie budowania świata powieści i zarysowywania fabuły, pisał dodatkowe opowiadania o jej bohaterach – zostały one dołączone do najnowszego wydania. Mocno pogłębiają one charakterystyki bohaterów oraz ich motywacje, a dodatkowo, co najważniejsze, rzucają dodatkowe światło na fabułę – a zdawać się ona może, zwłaszcza po zbyt pobieżnym czytaniu, nieco enigmatyczna.

„Ciemna strona księżyca” to science fiction z elementami grozy, czyli rodzaj literatury rzadko obecnie spotykany na polskim rynku. Rzecz dzieje się „na krańcu poznanego wszechświata”, w układzie planetarnym Empireum. Ostatnia planeta układu, gazowy gigant o tej samej nazwie, uważana jest za najbardziej przerażające i niepojęte miejsce w całym kosmosie. W jej atmosferze dochodzi do niebywałych anomalii nazywanych Aniołami Kartezjusza a wokół globu rozciąga się tak zwana „strefa ciszy”, gdzie nie działa żadna elektronika. Statki kosmiczne, które nieopatrznie wlatują do owej strefy, znikają, aby pojawić się znienacka po kilku dniach lub tygodniach z ludźmi-warzywami na pokładzie – bełkoczącymi i robiącymi pod siebie. „Limes”, stacja kosmiczna orbitująca wokół księżyca Empireum wejdzie niedługo w ową „strefę ciszy”. Większość jej mieszkańców została już ewakuowana, a ci którzy pozostali, czekają na czteroosobową ekspedycję z Ziemi. Celem wyprawy jest wyjaśnienie zagadki planety.

wtorek, 13 listopada 2018

Oczy pełne szumu

Piekło na pełny regulator

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

W „Zaginionej autostradzie” Davida Lyncha ktoś podrzuca bohaterom kasety video, na których mogą zobaczyć wnętrze ich własnego domu. Ktoś naruszył ich domowy mir, ktoś wszedł z butami w ich prywatność. Te, przybrudzone śniegiem białego szumu, nagrania były punktem zwrotnym fabuły, pęknięciem na granicy pomiędzy światem realnym i wyimaginowanym. Podobna rzecz dzieje się w powieści Dawida Kaina, wydanej właśnie przez Wydawnictwo IX. „Oczy pełne szumu” to mocno zredagowana, poprawiona i rozszerzona wersja książki „Prawy, lewy, złamany”, która pojawiła się na rynku już jedenaście lat temu.

Kraków, ponura dzielnica z budynkami wybudowanymi w czasach PRL-u, przesiąknięte smogiem, smutne i nudne blokowisko. „Szklana pogoda”, bijąca z okien każdego popołudnia i wieczora, nie jest wymuszona żadną zewnętrznie stanowioną godziną policyjną – to zmęczeni rzeczywistością i samymi sobą ludzie ochoczo przykuwają się do telewizorów. Już na początku poznajemy czwórkę głównych bohaterów powieści. Anka, osuwająca się w depresję po rozstaniu z chłopakiem, ciągle zła na cały świat studentka filozofii. Paweł, ochroniarz z pobliskiej dyskoteki, mały człowieczek w kostiumie cwaniaka, podkochujący się w Ance. Andrzej, nastolatek żyjący od lufki do jointa i od pały z matmy do pały z polaka. I w końcu Olek, dziennikarz muzyczny, były Anki, który nie wytrzymał jej zaborczości, a teraz nie wytrzymuje ignorancji swojego szefa, nieznającego się na muzyce.

sobota, 10 listopada 2018

Oko na niebie

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie

Artykuł został opublikowany pierwotnie na portalu Esensja w cyklu „Na rubieżach rzeczywistości”.

„Oko na niebie” jest, jak to w słynnych „Bożych Inwazjach” napisał Lawrence Sutin, pierwszą powieścią Philipa K. Dicka, w której powątpiewa on w prawdziwość rzeczywistości. To pierwocina takich utworów jak (między innymi) „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”, „Labirynt śmierci” czy wreszcie „Ubik” – tekstów o wiele głębszych i bardziej dopracowanych. Od czegoś trzeba było jednak zacząć – Philip K. Dick już na początku wypalił z wielkiej armaty.

W bewatronie, wielkim akceleratorze protonów w Belmont, dochodzi do tragicznej w skutkach awarii. Ośmioro turystów spada z widokowej platformy wprost na dno akceleratora, gdzie na szczęście zostaje im szybko udzielona pomoc. Główny bohater powieści, Jack Hamilton, pracownik pobliskiej fabryki broni i jego żona budzą się w szpitalu. Szybko dochodzą do siebie – zbyt szybko. Oboje doświadczają dziwnego uczucia, że od momentu przebudzenia coś jest nie tak, coś się zmieniło w otaczającej ich rzeczywistości. Przypomina ona bardziej dekorację teatralną, niż prawdziwy świat i jak zauważa żona Jacka, Marsha: „Od czasu gdy odzyskałam przytomność, to coś zawsze wydaje się być tuż za mną. Mam przeczucie. Gdybym odwróciła się, zobaczyłabym, nie wiem co. Coś ukrywającego się. Coś okropnego”. Po powrocie bohaterów do domu błyskawicznie objawia się im groteskowość świata, w którym się znaleźli – dodatkowo ich życia podejrzanie mocno zostały w jednej chwili powiązane z życiami pozostałych sześciu uczestników wypadku. Jack Hamilton dociera do przerażającej prawdy: cała ósemka bohaterów nadal leży na dnie bewatronu, a to, czego doświadczają, jest rzeczywistością wytworzoną przez umysł jednego z nich. Jakimś niezrozumiałym sposobem wszyscy żyją w tej samej, narzuconej przez jedną osobę iluzji, wszyscy zasiedlają ten jeden wspólny, wyimaginowany kosmos, w którym subiektywnie odczuwane godziny i dni są tylko ułamkami sekund w rzeczywistym świecie. W świecie, gdzie nadal wyje syrena alarmowa, zaś ekipa ratunkowa dopiero poderwała się z miejsc.

środa, 7 listopada 2018

Brygada żydowska

„Bękarty wojny” dla całej rodziny

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

3 lipca 1944 roku, rząd Wielkiej Brytanii ogłosił utworzenie specjalnych oddziałów wojskowych w ramach brytyjskiej armii. W ich skład mieli wejść Żydzi ocaleli z holocaustu, pochodzący z ziem wyzwolonych spod jarzma nazistów. O dziejach tych oddziałów opowiada „Brygada żydowska”, komiks autorstwa Marka van Oppena, belgijskiego twórcy, znanego lepiej jako Marvano.

Marvano, którego kojarzymy przede wszystkim z komiksów science fiction tworzonych wraz z Joe’m Haldemanem, napisał i narysował opowieść o perypetiach członków wspomnianej brygady. Czyni to z niebywałą dbałością o szczegóły i realia historyczne, umiejscawia akcję nie tylko w konkretnym czasie i przestrzeni, lecz doskonale odtwarza owe realia w rysowanych kadrach. To wszystko wskazuje na gigantyczną pracę jaką musiał wykonać przed napisaniem scenariusza. Warto jednak zwrócić uwagę na przypisy, zamieszczone prawie na każdej stronie, które komentują to, co przedstawia Marvano i wskazują czasem na jednak dość swobodne podejście autora do historii.

niedziela, 4 listopada 2018

Prosto z piekła

To była dziwna jesień...

Artykuł powstał przy współpracy z portalem Esensja i został tam pierwotnie zamieszczony.

16 października 1888 roku, dokładnie sto trzydzieści lat temu, George Lusk, przewodniczący Komitetu Czujności Dzielnicy Whitechapel w Londynie, dostał tajemniczy list, do którego dołączone było pudełko z zakonserwowanym kawałkiem ludzkiej nerki. List rozpoczynający się od słów „From Hell…”, jeden z setek, które dotarły tej dziwnej jesieni do Scotland Yardu i innych służb porządkowych Londynu, został po latach uznany za najpoważniejszego kandydata do listu od samego Kuby Rozpruwacza.

Jesienią 1988 roku stulecie koszmaru z Whitechapel oraz towarzyszące tej rocznicy intensywne napięcie i szum w popkulturze, prasie i mediach zainspirowały Alana Moore’a do opowiedzenia tej historii jeszcze raz, po swojemu. Zanim jednak przyjrzymy się efektom tej inspiracji, które przyjęły formę genialnej powieści graficznej, zatytułowanej tak samo jak słynny list, musimy zajrzeć na chwilę do piekła, które w 1888 roku zmaterializowało się w londyńskim East Endzie. Jedna z dzielnic tej części miasta, wspomniana już Whitechapel, pękała w szwach w wyniku napływu imigrantów. Miejsce to postrzegane przez resztę miasta jako współczesna Sodoma i Gomora, miejsce całkowitego upadku moralności, było centrum świata przestępczego, porachunków gangów, handlu alkoholem i narkotykami oraz prostytucji. Od kwietnia 1888 roku do lutego 1891 doszło tam do jedenastu brutalnych, makabrycznych morderstw prostytutek. Pięć z nich, nazwanych potem „kanoniczną piątką”, ze względu na wspólny modus operandi uznano za dzieło najsłynniejszego chyba seryjnego mordercy w historii – Kuby Rozpruwacza. Wszystkie ofiary były potwornie okaleczone, przy czym owe pięć, wedle opinii śledczych, musiały zginąć z ręki jednego człowieka. Głęboko podcięte gardła, rozprute brzuchy oraz amputowane z wręcz chirurgiczną precyzją narządy rozrodcze, nerki, serca i wątroby. Makabryczność i „efektowność” zbrodni wzrastała wraz z kolejną ofiarą.