niedziela, 15 marca 2026

Ultimate X-Men. Tom 1

Prawdziwe znaczenie homo superior


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dokładnie dwadzieścia pięć lat temu czytelnicy za oceanem mogli śledzić nowe przygody X-Men w nowym, alternatywnym świecie Marvela. U progu XXI wieku trzeba było jednak podjąć takie kroki wydawnicze, dzięki którym Marvel przyciągnąłby nowych czytelników i z hukiem wszedł w nowe milenium. Tak powstali „Ultimate X-Men”.

„Ultimate” było nową linią wydawniczą Marvela, której zadaniem było przedstawienie klasycznych superbohaterów Marvela na nowo – bardziej realistycznie i bez jakiegokolwiek bagażu przeszłości. W 2000 roku zaczął Brian Michael Bendis – razem z Markiem Bagleyem stworzyli od nowa postać człowieka-pająka w „Ultimate Spider-Man”. Peter Parker był w tej serii znowu nastolatkiem i lada chwila miał go ugryźć radioaktywny pająk. Jednocześnie w „The Amazing Spider-Man” trwała w najlepsze era Straczynskiego – tu kontynuowano historie głównego kontinuum Marvela z dorosłym i żonatym Parkerem. W styczniu 2001 wystartowali mutanci – do napisania ich przygód zaangażowano Marka Millara i braci Kubert.


Mark Millar zaimponował bezkompromisowym podejściem do komiksu superbohaterskiego po przejęciu serii „Authority” kilka miesięcy wcześniej. Gdy przyznał się włodarzom Marvela, że praktycznie nie zna „X-Menów” bo przeczytał raptem kilka komiksów, ci uznali, że nada się do tego zadania tym bardziej – trudno będzie o świeższe spojrzenie. I tak w styczniu 2001 roku ukazał się pierwszy zeszyt „The Ultimate X-Men”, w którym na nowo poznaliśmy Beasta, Cyclopsa, Storm, Colossusa i Jean Grey. Wszyscy są jeszcze nastolatkami i właśnie dołączają do profesora Charlesa Xaviera w jego X-Posiadłości. Jednocześnie, podobnie jak w przypadku Spider-Mana, nadal kontynuowano głównonurtowe przygody mutantów – Grant Morrison i jego „Nowi X-Men” narobili wtedy wiele szumu. Dodajmy do tego zmianę warty w serii „X-Force” (patrz: „X-Statix” od Muchy) – widać wyraźnie jak gorącym okresem w dziejach mutantów Marvela był przełom wieków.


Omawiany dziś premierowy album „Ultimate X-Men” zawiera dwanaście pierwszych odcinków serii, wszystkie z 2001 roku. Pierwsze sześć to „Ludzie przyszłości”, opowieść o tym, jak cały świat zwraca się przeciwko nosicielom genu X. Rząd amerykański konstruuje gigantyczne roboty zwane Sentinelami, których celem jest tropienie i eksterminacja mutantów. Oliwy do ognia dolewa Magneto i jego Bractwo Mutantów, owładnięte ideą supremacji mutantów i zniszczenia (a w najlepszym przypadku zniewolenia) rasy ludzkiej. Profesor X widzi, co się dzieje, wierzy w to, że można pójść drogą pokoju i dlatego buduje drużynę X-Men. Druga połowa tomu to „Powrót do Broni X”. Nowo założona ekipa X-Men wpada w ręce dobrze nam znanego tajnego projektu z doktorem Corneliusem i pułkownikiem Wraithem na czele. Mark Millar wprowadza do gry kolejne postacie – Juggernaut, Rogue, Nightcrawler, a zwłaszcza Sabretooth i rodzeństwo Maximoff wchodzą do gry.


„Ultimate X-Men” bazuje na bardzo prostym założeniu. Alternatywny świat Marvela nienawidzi mutantów bardziej niż ten mainstreamowy. Nie jest co prawda tak odjechany, jak starsze o pięć lat uniwersum „Ery Apocalypse’a”, ale tu również u jego podstaw leży niekończąca się wojna ludzi i mutantów oraz skrajny społeczny ostracyzm tych drugich. Nowa seria, a więc jak zwykle trzeba zacząć od pojedynku z Magneto powołującego swoją grupę uderzeniową i planującego ostateczne rozwiązanie kwestii ludzkiej. Robili to wcześniej chociażby Claremont i Lee w słynnej serii z 1991 roku, jednak Magneto w wersji Millara jest o wiele bardziej radykalny i przerażający. Według niego mutanci są wręcz osobnym gatunkiem, a nie tylko aberracją mutacyjną, a zastąpienie ludzi to ich moralny obowiązek. Właśnie – nie podporządkowanie, lecz brutalna eksterminacja. Bractwo Mutantów, którym kieruje mistrz magnetyzmu, jest organizacją terrorystyczną, która atakuje Stany Zjednoczone. Wydaje się to po latach niepokojąco profetyczne, wszak dwa miesiące po ukazaniu się zeszytu zamykającego „Ludzi przyszłości” doszło do ataków na World Trade Center. W komiksie mamy też gwałtowną i bezwzględną reakcję rządu USA wysyłającego do boju niemal niezniszczalne Sentinele.


Mark Millar stworzył mutantów na nowo, inspirując się filmem „X-Men” Bryana Singera i czerpiąc z Claremonta, choć w zasadzie tylko szkice postaci, bo zrobił resztę po swojemu. I nie chodzi tylko o odmłodzenie i urealnienie postaci. W niektórych przypadkach autor zdaje się celowo igrać z czytelniczymi przyzwyczajeniami – psychopatyczny i jednoznacznie zły Magneto jest pierwszym przykładem z brzegu. Wolverine to prawdziwa bestia, bezwzględna i manipulująca innymi. Iceman jest dzieckiem fizycznie, Storm jest dzieckiem mentalnie, Nightcrawler nie zna słowa po angielsku, Colossus zdaje się lekko nierozgarnięty, a Rogue po prostu zła (na razie). Najbardziej niepokojący jest jednak sam Profesor Charles Xavier – zapewne w kolejnych albumach okaże się czy słusznie.

Bardzo fajnie wyszły nawiązania do oryginalnych przygód. Millar reinterpretuje na nowo magnetyzm między Loganem a Jean Grey, wyjaśnia przemianę Henry’ego McCoya w Bestię, oczywiście napuszcza na siebie Wolverine’a i Sabretootha (klasyk), czy wreszcie polemizuje ze słynną „Bronią X” Barry’ego Windsor-Smitha. Ba, jest nawet czarnoskóry Nick Fury z S.H.I.E.L.D., którym inspirowali się kilka lat później twórcy MCU. Jest to oczywiście pisane trochę zbyt wielkimi literami i uproszczone w porównaniu do zniuansowanego podejścia Chrisa Claremonta czy Granta Morrisona. Ale takie właśnie miało być – trochę żartobliwe („Czarne skórzane uniformy dla kochliwych nastolatków?!”), cyniczne i niepoprawne politycznie.


Jednak zza tych wszystkich bezczelnych uśmiechów i moralnych niejednoznaczności przeziera co jakiś czas oryginalna wizja Claremonta. Najlepiej obrazuje to sytuacja, w której Jean Grey tłumaczy, dlaczego Magneto błędnie definiuje pojęcie „homo superior”. W jego ustach określenie to brzmi nazistowsko i pogardliwie. Marvel Girl uważa, że „homo superior” oznacza „stojący ponad ludzkimi wadami i przywarami z jasnym ukierunkowaniem moralnym”. To dlatego w „Ultimate X-Men” widzę świetny komiks rozrywkowy. Może prostszy niż równolegle wydawany „New X-Men” Morrisona, ale i tak bardzo dobry.


Tytuł: Ultimate X-Men. Tom 1
Scenariusz: Mark Millar, Geoff Johns
Rysunki: Adam Kubert, Andy Kubert, Tom Raney, Tom Derenick, Aaron Lopresti
Tłumaczenie: Marcin Roszkowski
Tytuł oryginału: Ultimate X-Men #1-12
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: październik 2020
Liczba stron: 324
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328196810

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz