wtorek, 3 stycznia 2017

Fight Club


Niektórzy po prostu chcą patrzeć jak świat płonie

Nie tylko Francja ma swoje literackie enfant terrible. W Portland, w stanie Oregon, żyje pisarz, którego twórczość przypomina mi to, co pisze jeden z moich ulubieńców, francuski obrazoburca i skandalista, Michel Houellebecq. I nie chodzi tutaj tylko o sposób oddziaływania na szeroką publiczność, lecz również o treści, które przekazuje i tematy, które porusza. Mowa oczywiście o Chucku Palahniuku. A jeśli już poznawać twórczość tego niepokornego literackiego łobuza, to nie można zacząć inaczej, niż od kultowego (używam tego określenia z całą odpowiedzialnością) Fight Clubu, wydanego w Polsce przez wydawnictwo Niebieska Studnia w 2006 roku.

Każdy, kto choć trochę interesuje się popkulturą, kojarzy zdanie wykrzykiwane w podziemiach przez Brada Pitta: "Pierwsza zasada klubu walki to nie mówić o klubie walki!". Emocjonujący, znakomity film Davida Finchera jest przykładem ekranizacji, która zdecydowanie pomogła literackiemu pierwowzorowi, (który ja osobiście stawiam nieco wyżej) zaistnieć w popkulturze i przebić się do szerszego grona odbiorców. Powieść z 1996 roku, opowiadająca o zblazowanym, znudzonym swoim dostatnim lecz pustym życiem japiszonie, który złorzeczy całemu chylącemu się ku upadkowi światu i wyzywa go na krwawy pojedynek, jest wściekłym wrzaskiem skierowanym do reprezentantów pokolenia X. Wrzaskiem, który nie cichnie nawet po zamknięciu książki. 


Bezimienny narrator, któremu już od samego początku nie ufamy za grosz, pracuje w pewnej samochodowej korporacji, jako specjalista od wycofywania z rynku wadliwych produktów. Cały czas lata samolotami z jednego miejsca w drugie, tworzy statystyki występowania usterek, żyje w swoim małym luksusowym mieszkanku tylko od jednego lądowania do drugiego i cierpi na chroniczną bezsenność. Nie widzi on sensu w życiu, które musi wieść. Tylko udawanie chorego na raka i branie udziału w terapeutycznych sesjach, gdziepanuje niepodzielnie atmosfera beznadziei, pozwala mu pogodzić się choć na chwilę z tym, że przecież jego życie i problemy nic nie znaczą. Nie więc ma potrzeby kopać się z koniem i można spokojnie zasnąć. Wszystko zmienia się z chwilą, gdy na jednej z takich sesji poznaje Marlę Singer, która udaje dokładnie tak samo jak on a podczas jednej ze służbowych podróży spotyka człowieka, który całkowicie odmieni jego życie – Tylera Durdena.

Tyler zabiera narratora w podróż mającą wyzwolić tajoną w nim energię, odkryć prawdziwe życie, uświadomić gigantyczny potencjał, który tkwi w każdym człowieku. Katalogowo urządzone mieszkanko narratora eksploduje w niewyjaśniony sposób, on sam wprowadza się wraz z Marlą i Tylerem do opuszczonego domostwa, przeznaczonego do rozbiórki. Nocami bierze udział w tajnych spotkaniach klubu walki, w którym – bijąc do nieprzytomności anonimowego przeciwnika lub sam zbierając cięgi – czuje, że żyje bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Zaczyna się rebelia przeciwko cywilizacji, przeciwko zdemoralizowanej codzienności. Wszystko to jednak wymaga gigantycznej ofiary, na którą być może nie każdy jest gotowy. A według idei zawartej w powieści Palahniuka, powinien, jeśli chce liczyć na jakiekolwiek ocalenie.


Fight Club skierowany jest do odbiorcy, który z założenia jest dość wyraźnie określony. Jest to wspomniane już wiecznie dorabiające pokolenie X. Jego reprezentanci, żyjący w dobrobycie lat dziewięćdziesiątych, które nie przynoszą żadnej istotnej obyczajowej rewolucji, czują się pominięci i zapomniani przez historię. Nic nie cementuje tej generacji, nie ma gdzie skanalizować emocji i chęci buntu, które w każdym pokoleniu drzemie.Co mówi Palahniuk swojemu czytelnikowi?

Masz pracę, której nienawidzisz, która wtłacza twój świadomy tego faktu umysł w pozbawione życia arkusze kalkulacyjne i nudne prezentacje multimedialne. Jesteś ciągle w podróży, poznajesz ludzi, których wcale nie chcesz znać, gonisz za sukcesem, który nie daje ci szczęścia. Masz mieszkanie jak z gazetki Ikei, pełne markowych mebli, idiotycznych wazoników do których i tak nie wkładasz kwiatów i kuchnię z masą funkcjonalności, które wykorzystujesz może w dziesięciu procentach. Nie posiadasz już rzeczy – to one cię posiadają. Lampy, krzesła, smartfony, dywany i talerze w kredensie zaczynają cię definiować. Bo jak się nie wie, czego się chce, to się ma, czego się nie chce. A przecież wszystko co kiedykolwiek osiągniesz i tak skończy w śmieciach; wszystko z czego będziesz dumny skończy w rynsztoku. Uosabiasz grzechy całego swojego pokolenia, dla którego nie istnieją, żadne głębokie wartości. Próby rozmów o etyce czy religii zbywasz pobłażliwym machnięciem ręką, jesteś przecież mądrzejszy. Żyjesz w McŚwiecie, hołubisz się rzekomą wolnością, która jest przecież tylko twoim złudzeniem. Zagubiony we wszechświecie wszechmożliwości, które daje ci nowoczesność, uporczywie szukasz zniewolenia w materialistycznym hedonizmie.

Należysz do grupy młodych, silnych ludzi, którzy mogliby poświęcić swe życie jakiemuś celowi. Reklama i forsa wypłukują ci rozum, powodują, że uganiasz się za błyskotkami, których tak naprawdę nie potrzebujesz. Wmówiono ci, że ciężka praca przy korporacyjnym kieracie da ci szczęście. Że możesz być zawsze fit i trendy, że podbijesz świat i będziesz na okładkach. Nieprawda. Nie będziesz. Będziesz kasjerem w supermarkecie, kierowcą taksówki, kelnerem lub pracownikiem biurowym. Uświadom to sobie i zejdź, do diabła, na ziemię. To zwykli szarzy ludzie są solą tej ziemi, to oni mają siłę, to oni nie mają nic do stracenia, to dzięki nim żyją posiadacze a nie odwrotnie. Dopiero gdy zrezygnujesz z własności, odrzucisz bezcelowe samodoskonalenie, wyrzucisz przez okno szwedzkie meble, rozwalisz brzęczący głupotą telewizor, będziesz prawdziwie wolny. Przestań żyć jako wynik reakcji na okoliczności, zacznij jako prawdziwy ty, z głębi duszy. Zaryzykuj. A to dopiero początek, rebelia dopiero nadchodzi.


Nie chciałbyś po prostu popatrzeć jak świat płonie? Pożar ten, tym razem nie będzie bezcelowy, nie dla bezproduktywnego chaosu lecz dla oczyszczenia, wypalenia zgnilizny toczącej cywilizację. Ratowanie kultury i ludzkości w obecnym jej stadium jest jak rzucanie palenia na łożu śmierci. Kult konsumpcjonizmu trzeba puścić z dymem i zasypać gaszonym wapnem, potrzebna jest kulturowa epoka lodowcowa, musisz doprowadzić świat do całkowitej destrukcji. Masz przecież siłę, wyzwól ją, obudź się!

Mocne przesłanie. Palahniuk nie tylko adresuje je do konkretnego odbiorcy, on używa środków wyrazu, będących znakiem czasu, w których ów odbiorca żyje. Styl autora to krótkie, teledyskowe akapity, zdania-komunikaty, to często wulgarna i prowokująca forma, to estetyka przywodząca na myśl literacki film lub komiks (Fight Club wypadł już z powieściowej szuflady i ruszył w obydwa wymienione media – nie tak dawno mogliśmy na Szortalu czytać o komiksie Fight Club 2 właśnie). Gdy spojrzę na swoją metrykę i definicję przywoływanego powyżej pokolenia X, okazuje się, że jak najbardziej do niego należę. I choć mam osobiście dystans do rozgorączkowanej tyrady Palahniuka, bo nie widzę potrzeby podnoszenia aż tak groteskowego larum, to samą powieścią jestem zachwycony. I Palahniuk będzie mi towarzyszył w najbliższych miesiącach regularnie. Kto wie, może otworzy mi oczy?

A co z Houellebecqiem, o którym wspomniałem na początku recenzji? Zarówno on, jak i autor Fight Clubu to zdeklarowani nihiliści, mocno krytykujący nowoczesny styl życia wyzuty z głębokich wartości, oparty na hedonistycznym życiu z dnia na dzień. Obaj szokują kontrowersyjną i bezkompromisową narracją, obaj twierdzą, że tak afirmowana na Zachodzie wolność to tylko ułuda. Houellebecq jest bardziej intelektualny, smutny, pozbawiony poczucia humoru. To pasywny obserwator zachodzących nieubłaganie procesów, piszący mocno subiektywnie, głównie przez pryzmat swojej osobowości. Palahniuk pisze prościej, z wielkim sarkazmem i szpilą wbijaną co chwilę czytelnikowi, pisze obiektywnie, jakby spoza siebie. Bohaterowie Palahniuka więcej robią, niż mówią a sam autor woli pójść i spuścić komuś łomot, zamiast teoretyzować.

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu Niebieska Studnia

Tytuł: Fight Club. Podziemny krąg.
Tytuł Oryginalny: Fight Club
Autor: Chuck Palahniuk
Tłumaczenie: Lech Jęczmyk
Wydawca: Niebieska Studnia
Data wydania: 2006
Liczba stron: 235
ISBN: 9788392151241

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza