Most Brooklyński i moralność w ruinie
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Trzeci tom „Ultimate X-Men” zamyka run Marka Millara i otwiera drzwi dla Briana Michaela Bendisa. Millar wpadł do uniwersum mutantów, wyważając drzwi razem z futryną. Jego scenariusze były odważne i bezkompromisowe, choć czasem trochę za bardzo „edgy” – kontrowersyjne dla kontrowersji i ponad miarę wystawiające na próbę starych czytelników. I jak to zwykle bywa w przypadku nowych tytułów powiązanych z grupą X-Men, zaczęło się od starcia z Magneto, największym wrogiem wszech czasów.
W pierwszym tomie Magneto „umarł”, a w drugim „zmartwychwstał”. Gdy Charles Xavier i jego grupa młodocianych mutantów pokonali mistrza magnetyzmu i jego Bractwo, cały świat zobaczył, jak straszliwy Erik Lehnsherr zostaje zabity. Tak naprawdę Profesor X ustanowił blokady w jego umyśle, czyniąc z niego ludzką marionetkę, i ukrył go gdzieś w mało oczywistym miejscu. Pod koniec drugiego tomu Bractwo Mutantów przywraca swego starego wodza do ustawień fabrycznych. Magneto jest żądny krwi – nie tylko X-Men, ale i reszty rodzaju ludzkiego. Trzeci tom rozpoczyna się wielką manifestacją mocy – Most Brooklyński zostaje wysadzony w powietrze, grzebiąc pod gruzami lub w wodach East River setki ludzi. Rozpoczyna się wielka kampania Magneto, mająca na celu całkowite podporządkowanie lub eksterminację naszego gatunku.
Omawiany dziś album zawiera dwanaście odcinków wydanych między styczniem i sierpniem 2003 roku. Pierwsze cztery to „Ultimate War”, miniseria wydana równolegle do głównej serii „Ultimate X-Men”, narysowana w całości przez rozpędzającego się Chrisa Bachalo. Świat postanawia zrobić porządek z mutantami – nie tylko Bractwem, ale i w aktualnej sytuacji wrzuconymi z nimi do jednego wora X-Men. Do gry wchodzą „Ultimates” – Kapitan Ameryka, Iron Man, Thor, Hulk et consortes. Tak, w tym świecie nie ma „Avengers” lecz grupa biorąca nazwę od całego uniwersum. Ciekawostka – serię „The Ultimates” pisał w tym samym czasie również Mark Millar. Teraz obie jego produkcje („The Ultimates” i „Ultimate X-Men”) krzyżują się fabularnie właśnie w „Ultimate War”. Dużo tego „ultimate”, wybaczcie – ale tak właśnie to było. Gdyby w języku angielskim były przypadki, słowo to byłoby odmieniane bez przerwy przez wszystkie.
Walki Ultimates z X-Men, X-Men z Bractwem Mutantów i Bractwa Mutantów z Ultimates z pierwszej dominują w pierwszej opowieści. Historia druga, dwukrotnie dłuższa, bo ośmioodcinkowa, nosi tytuł „Powrót króla”. Ostateczna batalia o naszą planetę odbędzie się już tylko między mutantami – „The Ultimates” znikają tak szybko, jak się pojawili. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ich angaż w całą tę awanturę był bardziej efekciarski, niż choćby w najmniejszym stopniu sensowny. Ale to nie wszystko – poznajemy prawdę o wydarzeniach w Savage Land, które miały miejsce w poprzednim tomie. Lekko tylko zarysowywany w mainstreamie trójkąt miłosny Jean Grey / Cyclops / Wolverine (a kto wie, może przerodzi się to kiedyś w kwadrat z Colossusem na jednym w wierzchołków!) przybiera tu bardzo brutalną, niezbyt romantyczną formę. Jak już pisałem – slangowe „edgy” definiuje końcówkę runu Millara idealnie. Wszystko jest tu podrasowane, na granicy eksplozji, poddające moralność w wątpliwość nawet kiedy nie ma ku temu żadnych podstaw, cyniczne i kąśliwe ponad miarę.
Nic, co napisałem powyżej, nie zmienia jednak faktu, że run Marka Millara to występ dwóch aktorów całkowicie przejmujących pierwszy plan. Zderzają się dwa światopoglądy, które wyewoluowały w dwóch przeciwnych kierunkach na przestrzeni lat i pod wpływem różnych doświadczeń. Magneto kontra Profesor X – jak było na początku u Claremonta, tak będzie już na wieki. A przynajmniej, dopóki ktokolwiek będzie chciał czytać „X-Men”. Millar zdaje się z jednej strony punktować komiks superbohaterski – u niego mutanci gloryfikują przemoc, zestawiając ją ze szczytnymi celami, a Magneto układa plan tak idiotyczny, że nie sposób brać go na poważnie. Z drugiej strony jednak, podobnie jak Robert Kirkman w „Invincible’u”, pisze list miłosny do gatunku. List z wieloma przytykami do adresata i sarkazmem, ale ostatecznie z wielkim serduszkiem na końcu.
Trzeci tom jest również opowieścią o końcu złudzeń – Millar doprowadza do ekstremum wszystko to, co tylko zarysowywał w dwóch pierwszych. Radykalizację Magneto, strach przed odmiennością, moralną niejednoznaczność Profesora. W przeciwieństwie do „X-Men” z głównego kontinuum, tu nie ma „czystych rąk”, są tylko różne formy przemocy, w różny sposób uzasadniane. Całość spięta jest charakterystyczną narracją Millara – pozbawioną subtelności i przeładowaną cynizmem, ale zawsze konsekwentną.
Chris Bachalo narysował „The Ultimate War”, ale chyba pracował pod presją deadline’u. Jego zawsze wystylizowane rysunki stają się niedbałe i często trudne do rozszyfrowania. Lepiej idzie Davidowi Finchowi i oczywiście zawsze bezbłędnemu Adamowi Kubertowi. Wszyscy oni pojawią się w kolejnych tomach. Tym razem jednak ilustrować będą scenariusze Briana Michaela Bendisa.
Tytuł: Ultimate X-Men. Tom 3
Scenariusz: Mark Millar
Rysunki: Chris Bachalo, Ben Lai, David Finch, Adam Kubert
Tłumaczenie: Marcin Roszkowski
Tytuł oryginału: Ultimate War #1-4; Ultimate X-Men #26-33
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: sierpień 2021
Liczba stron: 304
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328150041





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz