Trochę na siłę
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Mike Mignola uwielbia wysyłać swoich bohaterów na polowania. Najczęściej to oni występują w roli łowców, choć czasem role się odwracają. Potwory, które szczególnie mocno zasiedliły kreowane przez niego uniwersa, często przejmują inicjatywę w tej wspólnej „zabawie”. W najnowszej serii Egmontu na polowanie rusza kobieta, nieustraszona łowczyni czarownic.
Najbardziej znanym uniwersum Mike’a Mignoli jest oczywiście świat „Hellboya” i „B.B.P.O.”. Równolegle z nim rozwijano inny – „Outerverse”, którego podstawowe założenia zbudował Mignola, ale za scenariusze odpowiadał głównie Christopher Golden, jego dobry kolega. Egmont wydał w ostatnich latach dwa opasłe tomy zawierające kompletne przygody lorda Henry’ego Baltimore’a oraz pojedynczy, chyba największy objętościowo, zbiór wszystkich odcinków serii „Joe Golem”.
Mamy pierwszą połowę dwudziestego wieku. Świat liże rany po Wielkiej Wojnie, ale rzeczywistość robi wszystko, aby się nie zabliźniły. Wampiry, demony i wiedźmy, przybyłe do nas z innego świata, rozpanoszyły się w naszym i regularnie próbują puścić go z dymem. Lord Henry Baltimore dzielnie z nimi walczył, ale w końcu poległ. Minęło trzynaście lat od jego śmierci. Mamy rok 1938 – za chwilę kolejna ciemność zaleje Europę. W świecie pełnym nadnaturalnych stworzeń i magii, nazizm przybierze formę bardziej przerażającą niż w naszej rzeczywistości.
Taki oto jest punkt wyjściowy miniserii „Lady Baltimore”, której pięć odcinków z roku 2021 wyszło właśnie w jednym zbiorze od Egmontu. Polski wydawca zamieścił na okładce adnotację „tom pierwszy” – w drugim prawdopodobnie dostaniemy zestaw pojedynczych odcinków z lat późniejszych. Główną bohaterką jest Sofia Valk, żona i uczennica lorda Baltimore’a. Weszła właśnie w kooperację z tajemniczym Bractwem Orficznym toczącym nieustanną wojnę z nazistowską organizacją Hexencorps zrzeszającą… wiedźmy! Dokładnie tak – podobnie jak w „Hellboyu” i „B.B.P.O.”, hitlerowskie poszukiwania sposobu na angaż mocy nadprzyrodzonych do walki o niemiecki lebensraum kończą się w komiksie sukcesem. Lady Baltimore i Towarzystwo Orficzne wybierają się do Czeskiego Krumlowa, miasta z jakiegoś powodu istotnego dla Hexencorps.
Christopher Golden nie wymyśla koła na nowo. To, co świetnie się sprawdziło w „Baltimore”, sprawdza się i tu. A więc mamy dynamiczną przygodę, pulpową grozę, nieustanne pościgi, pojedynki i wiedźmy pojawiające się znienacka w najmniej spodziewanym momencie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że „Lady Baltimore” zaczyna się od drugiego odcinka – nie ma wprowadzenia czy ekspozycji tylko od razu akcja. Ale tak to po prostu Golden wymyślił – dzieje się od pierwszej strony, a my bez znajomości „Baltimore” i „Joego Golema” możemy czuć się nieco zagubieni. Oczywiście na krótko – reguły świata przedstawionego, intryga i sama fabuła są banalnie proste. Nie zmienia to faktu, że omawiany dziś komiks przeznaczony jest raczej dla starych wyjadaczy twórczości Mike’a Mignoli i Christophera Goldena, a nie dla przypadkowego czytelnika.
Prosty jest też rysunek autorstwa Bridgit Connell. To nie jest ten wyczuwalny od razu mrok i dyskomfort emanujący z kadrów Mignoli czy Bena Stenbecka, którego pamiętamy z „Baltimore”. Świat Connell jest bardziej kreskówkowy, kolorowy, klasyczny. Nie musi to być minusem, jednak plusem na pewno nie jest. Ja tak w ogóle zastanawiam się, czy komiks ten był naprawdę konieczny. To po prostu średni spin-off powstały bardziej z rozpędu niż potrzeby.
Tytuł: Lady Baltimore. Tom 1. Królowe czarownic
Scenariusz: Mike Mignola, Christopher Golden
Rysunki: Bridgit Connell
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Lady Baltimore: The Witch Queens #1-5
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Dark Horse Comics
Data wydania: luty 2026
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328174672



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz