Na początku była prędkość
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Wydawnictwo Lost in Time przewodzi obecnie na polskim rynku, jeśli chodzi o europejską fantastykę komiksową. W sierpniu otrzymaliśmy pierwszy zbiorczy tom „Hordy kontrwiatrowej”, czyli opowieści o niezłomnych wędrowcach ku Początkowi Wiewu, źródle odwiecznie wiejącego w ich świecie wiatru.
W 2024 roku francuski pisarz Alain Damasio wydał powieść „La horde du Contrevent”, która po trzynastu latach stała się pierwowzorem omawianego dziś komiksu. Damasio napisał nawet do niego przedmowę, w której podkreśla jak niesamowitą robotę wykonał autor scenariusza i rysunków – Éric Henninot. Pierwszy tom ukazał się w 2017 roku, piąty (prawdopodobnie przedostatni) zapowiedziany jest na październik bieżącego roku. Na razie otrzymujemy zatem połowę historii – trzy tomy zebrane w jeden album.
Akcja powieści dzieje się na fikcyjnym, o wiele większym (do czego wrócę) od Ziemi, globie. Od ośmiuset lat żyjąca na nim cywilizacja wysyła cyklicznie „hordę”, aby stawiła czoła wiatrowi, wiejącemu nieustannie z potworną siłą. Nie wiadomo, dlaczego wieje i jaka jest jego przyczyna – wiadomo jednak, że aby dotrzeć na piechotę do miejsca, gdzie prawdopodobnie znajduje się źródło tego niewytłumaczalnego zjawiska, trzeba wędrować latami – przed siebie, pod wiejący coraz silniej wicher. Tak jak Eskimosi mają setki określeń na śnieg, tak cywilizacja hordy ma tyle na wiatr. Żadna horda nie dotarła jeszcze do Początku Wiewu, żadna nie opowiedziała, co widziała na końcu świata. Ba, hordy zazwyczaj umierały w walce żywiołem i swoimi słabościami, znikały bez śladu lub osiadały w dalekich krainach rezygnując z misji. W „Hordzie kontrwiatrowej” poznamy dzieje trzydziestej czwartej wyprawy, dowodzonej przez zdeterminowanego i pozbawionego skrupułów Golgotha, syna dowódcy hordy poprzedniej, zaginionej w niewyjaśnionych okolicznościach.
Éric Henninot kreuje świat zbudowany właściwie z samych pustkowi smaganych bezlitosnym wiatrem. Wiatrem tak silnym, że w wyjątkowych warunkach potrafi obedrzeć ciało ze skóry. Wiatr otaczany jest tu kultem, jest fundamentem kosmologii i religii. „Na początku była prędkość” – dopiero potem pojawiła się materia i rzeczona prędkość wprawiła ją w nieustanny ruch. Henninot zna założenia starożytnej gnozy – na każdym kroku bowiem stawiamy czoło podłej materii i sami z niej zbudowani skazani jesteśmy na ciągłe cierpienie. Rywalizacja trzech frakcji religijnych, z których każda w inny sposób wpływa na misję hordy i czego innego po niej się spodziewa, tylko wzmacnia mistyczny i religijny wydźwięk fabuły.
Czytelnik zmuszony jest czasem zawiesić niewiarę i przymknąć oko na niektóre sprawy. Hordy przypominają trochę biblijnych Żydów błąkających się czterdzieści lat po bliskowschodnich pustyniach w poszukiwaniu Ziemi Obiecanej. Trzydziesta czwarta horda idzie przed siebie już dwadzieścia siedem lat – co to za planeta, ja się pytam?! Najlepsze jest to, że dokładnie znają drogę – dokładnie tymi samymi, wydeptanymi i zawianymi piaskiem i pyłem koleinami, wędrowały wszystkie poprzednie. Być może nie widzę jeszcze całego obrazka, w końcu przede mną jeszcze przynajmniej dwa tomy. A może trzeba po prostu wziąć to wszystko w gruby nawias i skupić się na dynamice i relacjach wewnątrz grupy. Autor opowiada bowiem o poświęceniu, determinacji, skupieniu na celu, walce ze słabościami ciała i umysłu, a także z monotonią egzystencji.
Problem w tym, że ta konsekwencja szybko zaczyna działać przeciwko komiksowi. Świat jest monotonny, bo taka jest jego natura. Narracja staje się monotonna z tego samego powodu. I tu dochodzimy chyba do sedna. Henninot narysował setki kadrów, na których mamy pustynie, prerie lub bezkresne wodne akweny, przez które trzeba się jakoś przedrzeć i nie pozabijać wzajemnie. Nie dzieje się też zbyt dużo – głównie awantury i niesnaski wewnątrz hordy oraz mocno rozbudowane tyrady o konieczności, powinności i cenie, jaką trzeba zapłacić za dotarcie do Początku Wiewu. Nie wiem, kiedy ukaże się w Polsce drugi zbiorczy tom – obawiam się, że jeśli potrwa to zbyt długo, zapomnę, że w ogóle czytałem pierwszy. Wywietrzeje (!) mi z głowy. Bo nie mogę napisać, że czekam na kontynuację z jakąś specjalną niecierpliwością.
Tytuł: Horda kontrwiatrowa. Tom 1
Scenariusz: Éric Henninot
Rysunki: Éric Henninot
Tłumaczenie: Jakub Syty
Tytuł oryginału: La horde du Contrevent #1-3
Wydawnictwo: Lost in Time
Wydawca oryginału: Delcourt
Data wydania: sierpień 2026
Liczba stron: 232
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 240 x 320
Wydanie: I
ISBN: 9788368346848
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz