niedziela, 12 lipca 2026

X-Men. Punkty zwrotne. Onslaught

Era cudów dobiega końca


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Onslaught” – oto przedostatnie „Punkty zwrotne” lat dziewięćdziesiątych. Mutanci Marvela zmierzą się z jednym z najpotężniejszych przeciwników w swojej historii. Ba, po raz pierwszy skorzystają z pomocy innych znanych drużyn – Avengers i Fantastycznej Czwórki. Lata dziewięćdziesiąte osiągnęły swe apogeum – to właśnie „Onslaught” kumuluje wszystkie cechy dekady w sposób najbardziej reprezentatywny.

W ostatnich „Punktach zwrotnych” mieliśmy do czynienia z „Przymierzem Falangi” – atakiem biocybernetycznego bytu, którego skrajna obcość nie przystawała do standardowego obrazu przeciwnika X-Men. Zaraz potem Marvel postanowił podjąć rękawicę rzuconą przez DC Comics, które najpierw „zabiło” Supermana a potem złamało kręgosłup Batmanowi – wielkie zmiany w status quo flagowych bohaterów napędzały sprzedaż. W komiksach ze Spider-Manem rozpoczęła się „Saga klonów” a świat X-Men został dosłownie zniszczony. W lutym 1995 roku ukazały się ostatnie zeszyty regularnych serii z mutantami a miesiąc później w ich miejsce weszły ich alternatywne wersje. Oto nastąpiła „Era Apocalypse’a” – czteromiesięczna odskocznia od mainstreamu, w której poznaliśmy równoległe uniwersum Marvela. To w nim ziściło się marzenie jednego z największych wrogów X-Men – Apocalypse podbił Ziemię i urządził nie-mutantom krwawą łaźnię.


„Era Apocalypse’a” była wielkim wydawniczym marzeniem naszego TM-Semic, które jednak nie zdążyło jej wydać, bo upadło. Na szczęście dokonała tego Mucha kilka lat temu wydając całą historię w czterech tomach. Wiadomo było, że na stałe od głównego kontinuum nie odejdziemy – w lipcu 1995 roku świat mutantów wraca do ustawień fabrycznych. No, prawie – bo z alternatywnego świata przybywa do nas mroczna wersja Beasta oraz niejaki Nate Grey, nastoletni odpowiednik Cable’a. Obydwaj panowie będą mieli swoje role do odegrania w nadchodzących wydarzeniach. 


Druga połowa 1995 i pierwsza 1996 roku były preludium do kolejnego wielkiego crossovera. Tego rodzaju przekrojowe wydarzenia były już normą – windowały słupki sprzedażowe, co w roku 1996 było wyjątkowo istotne. Marvel Comics znalazł się w głębokim kryzysie finansowym, bańka spekulacyjna rosnąca od roku 1992 w końcu pękła, a przychody ze sprzedaży zaczęły gwałtownie spadać. Zapowiedzi „Onslaught” znajdziemy jeszcze przed „Erą Apocalypse’a” – przynajmniej dwie są niezwykle ważne. W albumie „X-Men. Punkty Zwrotne. Śmiertelne przyciągania” profesor X przekracza swój własny Rubikon – czyści pamięć Magneto, swego odwiecznego i wydawać by się mogło niereformowalnego wroga. W wydanym niedawno przez Muchę „Legendy X-Men. Whilce Portacio” znajdziemy drugą ważną cenę – Bishop, żyjący kilkadziesiąt lat w przyszłości, znajduje dramatyczne nagranie wyjaśniające jak doszło do wymordowania całej ekipy X-Men. Teraz, gdy cofnął się w czasie, będzie próbował znaleźć zdrajcę i go powstrzymać.


To właśnie od tej sceny rozpoczyna się album „X-Men. Punkty zwrotne. Onslaught”. Znajdziemy w nim zeszyty „The Uncanny X-Men” oraz „X-Men” wydane między czerwcem a październikiem 1996 roku, kilka odcinków specjalnych oraz pojedyncze numery „Avengers”, „Fantastic Four”, „Cable” i „Wolverine”. X-Men po „Erze Apocalypse’a” jest już trochę inną drużyną. Pozbawiony adamantium Rosomak traci powoli swe człowieczeństwo na rzecz zwierzęcych atawizmów, Rogue odeszła i związała się z odmienionym i nawróconym Magneto, Psylocke i Archangel leczą traumy z dala od Instytutu Xaviera, Iceman zdaje się być całkowicie odczłowieczony, a mroczna wersja Beasta zastąpiła tą dobrze nam znaną. Sam Profesor X zmienia się na oczach swych uczniów na niekorzyść – zamknięty w sobie, wybuchowy, ewidentnie nie czujący się dobrze po tej stronie Rubikonu. Cóż, powrotu zza niego już nie ma.


Cała awantura rozpoczyna się od przybycia skrajnie przerażonego Juggernauta (przymiotnik ten pasuje do tej potężniej i niepowstrzymanej istoty jak pięść do nosa, więc wiedz czytelniku, że coś się dzieje), któremu zagraża bliżej nieokreślone niebezpieczeństwo. Tytułowy Onslaught – bo o nim mowa – pojawia się bardzo szybko i rozprawia się z X-Men niezwykle stanowczo i brutalnie. Problem z recenzją dzisiejszego albumu jest taki, że napisanie czegokolwiek więcej o tym straszliwym przeciwniku byłoby wielkim spojlerem – zatrzymajmy się na tym, że jest zdolny do zniszczenia świata. Gdy w kręgu jego zainteresowania pojawia się mały Franklin Richards, czyli syn Reeda i Susan z Fantastycznej Czwórki oraz przybyły z alternatywnego świata Nate Grey sprawa robi się niezwykle poważna i zaczyna wykraczać poza uniwersum mutantów. Na pomoc X-Men przybywają Avengers i wspomniana Fantastyczna Czwórka – jest aż tak niebezpiecznie. Początkowym celem Onslaughta jest w zasadzie to samo, czym kierowali się swego czasu Magneto i Apocalypse. Supremacja mutantów i zniszczenie rodzaju ludzkiego – czyli nieśmiertelny evergreen wymyślony przez Chrisa Claremonta i grany wciąż i wciąż na nowo w różnych aranżacjach i konfiguracjach. Jednak Onslaught idzie w pewnym momencie dalej – ale to już proponuję odkryć samodzielnie.


„Onslaught” jest swego rodzaju przeniesieniem pewnych założeń „Ery Apocalypse’a” na grunt mainstreamu. „Era…” opierała się na konstrukcji świata powstałego z odwiecznego konfliktu Profesora X z Magneto. Ich animozje i sprzeczne idee przestały być istotne – Apocalypse pogodził ich w bardzo brutalny sposób. „Onslaught” powstał raczej na zasadzie syntezy tych dwóch przeciwieństw – z odwiecznej dialektyki wyszło coś więcej niż zwykle. Ba, sam Apocalypse pojawia się w tej opowieści i nawet on staje przeciwko Onslaughtowi. Jak mówi: „Era cudów. Krótka aberracja w historii świata, w której zwykli śmiertelnicy mogą dostąpić blasku władzy poza ich zrozumieniem. Po porzuceniu ideałów era cudów musi dobiec końca”. Jakże trafne jest to podsumowanie tych właśnie „Punktów zwrotnych” – to, czego dopuścił się Charles Xavier już na zawsze odbije się na życiu jego i jego podopiecznych. Pomnik Profesora X runął z hukiem. 


Dodatkowo słowa Apocalypse’a możemy też odczytać jako metakomentarz do sytuacji na amerykańskim rynku komiksowym A.D. 1996. Marvel stanął na krawędzi przepaści – w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych era cudów naprawdę dobiegła końca. Estetyka dekady została w „Onslaught” doprowadzona do granic absurdu a sama konwencja zaczęła zapadać się pod własnym ciężarem. Odrodzenie nadejdzie dopiero po roku 2000.

Jest to właściwie pierwszy crossover zainicjowany w świecie mutantów, który wyszedł poza ten świat. Trochę niewytłumaczalny jest brak w nim Spider-Mana i jego klona Bena Reilly’ego („Amazing Spider-Man. Epic Collection. Sieć życia, sieć śmierci”) albo chociażby Daredevila. Nowy Jork sypie się jak domek z kart – gdzie oni są?! Potem będzie tego więcej, a w pierwszej dekadzie XXI wieku stanie się to normą („Wojna domowa”, „Tajna inwazja”). 


Graficznie jest świetnie. Wielu jest rysowników, ale zwróćmy uwagę na dwóch. Andy Kubert rysuje „X-Men” a Joe Madureira „The Uncanny X-Men”. Ten pierwszy trzyma się realizmu, nadal nawiązuje do Jima Lee, choć już coraz mniej wyraźnie. Ten drugi jest po prostu szalony – jego kreska jest mocno umowna, wystylizowana, nieco karykaturalna i po prostu czadowa. Więcej Madureiry poproszę! W nadchodzącym kolejnym tomie „X-Men. Punkty zwrotne”, już ostatnim z lat dziewięćdziesiątych, ci panowie nadal będą przy stole kreślarskim. Nie wiadomo tylko kiedy „Operacja Zero Tolerancji” się ukaże – niestety nie w tym roku. Szkoda – ziarno już zostało zasiane w „Onslaught” i ciekaw jestem co z niego wyrośnie.



Tytuł: X-Men. Punkty zwrotne. Onslaught
Scenariusz: Scott Lobdell, Mark Waid, Mike Deodato Jr., Tom DeFalco, Larry Hama, Jeph Loeb
Rysunki: Pasqual Ferry, Andy Kubert, Joe Madureira, Tom Palmer, Carlos Pacheco, Val Semeiks, Ian Churchill
Tłumaczenie: Jarosław Rejniak
Tytuł oryginału: X-Men Milestones. Onslaught
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: maj 2026
Liczba stron: 488
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328175914

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz