Noir, mystery men i horror na radiowych falach
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Trzeci tom „Sandmana. Teatru Tajemnic” to – jak zwykle – kolejne trzy czteroodcinkowe zagadki kryminalne z akcją osadzoną w Nowym Jorku lat 1938-1939. I podobnie jak to było w dwóch pierwszych tomach, to nie owe zagadki są tu najważniejsze, lecz rozwój głównych bohaterów i ich relacji, a także autorska analiza społeczna tamtych ludzi i tamtych czasów.
Dokładnie siedemdziesięcioodcinkowa seria „Sandman. Mystery Theatre” wydawana była za oceanem w latach 1993-1998, czyli w okresie świetności imprintu DC Vertigo. Akcja pierwszego odcinka toczy się w styczniu 1938 roku, a ostatni kończy się 1 stycznia 1940 roku. Tom trzeci, złożony z zeszytów 24-36, przenosi nas zatem mniej więcej w połowę tego okresu, kiedy to u progu 1939 roku do Ameryki zaczynają docierać coraz bardziej niepokojące informacje z Europy, a widmo nazizmu już dawno rozlało się poza jej granice. Wesley Dodds, bogaty filantrop i inwestor, biega nocą po Nowym Jorku i usypia przestępców pistoletem gazowym. Zagłusza w ten sposób coraz bardziej realistyczne i przerażające sny, które dość symbolicznie zapowiadają kolejnych seryjnych morderców i różnej maści przestępców obierających Wielkie Jabłko za teren swego działania. Scenarzysta Matt Wagner bardzo fajnie uzasadnił pochodzenie owych snów – zsyła je tajemnicza istota zwana Morfeuszem, Snem z Nieskończonych lub… Sandmanem.
Ale czytelnicy znający dwa poprzednie tomy „Teatru tajemnic” doskonale o tym wiedzą, to przecież głównie dla nich jest ta recenzja – wszystkich innych natychmiast odsyłam do lektury tomu pierwszego. Zaznaczmy od razu – jakość tej serii jest zaskakująco wyrównana (jak do tej pory). Wszystkie plusy i minusy dwóch pierwszych tomów każdy odbiorca znajdzie też w trzecim. Matt Wagner znów napisał trzy świetne kryminalne historie z obyczajowymi wątkami w tle. „Noc rzeźnika” opowiada o śledztwie porucznika Anthony’ego Burke’a w sprawie rozczłonkowanych ciał znajdowanych co rusz na Manhattanie. Burke, znany z poprzednich tomów, wychodzi wreszcie na pierwszy plan – można wręcz uznać, że to on, a nie Dodds, jest głównym bohaterem. Jest to jednak taki bohater, którego trudno polubić – ordynarny, szowinistyczny, rasistowski i brutalny. Jest też skuteczny, co nie jest bez znaczenia w takich, a nie innych realiach komiksu.
„The Hourman”, chyba najlepsza opowieść trzeciego tomu, stawia naprzeciw Wesleya (ale również i Burke’a) nie przestępcę, lecz kolejnego samozwańczego stróża prawa. Oto wyciągnięty prosto z otchłani Złotej Ery jeden z ówczesnych proto-superbohaterów. Genialny chemik po zażyciu specyfiku o nazwie „Miraclo” zyskuje nadludzkie moce na dokładnie sześćdziesiąt minut i staje się Hourmanem! Matt Wagner zrobił z nim to samo, co z samym Sandmanem Złotej Ery – urealnił go, uzasadnił motywy jego działania i wrzucił w bezlitosne realia Nowego Jorku końca lat trzydziestych. Mamy Boże Narodzenie 1938 roku, a Hourman i Sandman wchodzą na kurs kolizyjny. A gdy zima rozpocznie się już na dobre, dojdzie do ataku „Pytona”, seryjnego dusiciela, którego Burke i Dodds będą ścigać zupełnie niezależnie od siebie. A wszystko to w gęstniejącej coraz szybciej atmosferze – w radiu słychać doniesienia z Europy. III Rzesza anektuje Czechosłowację i jawnie odgraża się Polsce. Społeczna analiza nastrojów antyżydowskich, pro- i antynazistowskich oraz podejście Amerykanów do nadchodzącej wojny na niespełna trzy lata przed Pearl Harbor dominują w „Pytonie” i stanowią jego równie ważny element, co sama zagadka kryminalna.
Tak wiem, nie napisałem do tej pory nic na temat jakże ważnej postaci tej serii – ukochanej Doddsa, czyli Dian Belmont. Wesley i Dian do spółki z Burke’em stają się tak naprawdę trzema równouprawnionymi protagonistami komiksu. Doddsa jest zaskakująco mało, a jeśli już się pojawia, to niemal zawsze na musztardę po obiedzie. Burke, bardzo skuteczny, choć odstręczający, zaczyna spychać Wesleya na drugi plan. Na pierwszym już od długiego czasu pewnie stoi Dian – młoda, dwudziestokilkuletnia, wyemancypowana kobieta idąca pod prąd społecznych norm. Tym razem Matt Wagner mniej skupia się na jej udziale w śledztwach swego partnera, a o wiele bardziej na ich relacji. Tym bardziej zaskakujące i mocne wydaje się zakończenie trzeciego tomu – wątek romansu Dian i Wesleya nabierze w kolejnych odcinkach jeszcze większego znaczenia.
Guy Davis, znany w Polsce głównie z „B.B.P.O.”, rysuje tylko osiem z dwunastu zeszytów. I robi to jak zwykle w sposób idealnie dopasowany do charakteru komiksu. Jego styl jest nadal daleki od realizmu, postacie sprawiają wrażenie narysowanych niedbale i nie znajdziemy tu ani jednej pięknej kobiety lub przystojnego mężczyzny. „Pytona” rysuje Warren Pleece, którego ilustracje możemy znaleźć na przykład w drugim tomie „Hellblazera” Paula Jenkinsa. Widać, że Pleece mocno nawiązuje do stylu Davisa (który zresztą powróci do serii już za chwilę), ale jednocześnie zachowuje swoją własną estetykę. Nie będę ukrywał, że za jego rysunkami szczególnie nie przepadam – ale tu wyszło całkiem nieźle.
„Sandman. Teatr Tajemnic” opowiada o czasach sprzed superbohaterstwa, kiedy to nocami po nowojorskich dachach biegali tak zwani „mystery men”. Wieść niesie, że Wesley Dodds uda się niedługo do Europy. Po co? Kto czytał trzeci tom, ten wie.
Tytuł: Sandman, Teatr tajemnic. Tom 3
Scenariusz: Matt Wagner
Rysunki: Guy Davis, Warren Pleece
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Tytuł oryginału: Sandman. Mystery Theatre #25-36
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics, DC Vertigo
Data wydania: grudzień 2025
Liczba stron: 320
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328177079





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz