wtorek, 8 września 2026

Bouncer. Hekatomba

Powrót Jodo


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Alejandro Jodorowsky przestał pisać „Bouncera” po dziewiątym albumie. Teraz wraca po dwóch tomach przerwy i razem z etatowym rysownikiem cyklu (Boucq) znów udaje się do Barro-City i słynnego „Infierno Saloon”. To tam mieszka jednoręki Bouncer, dzielny rewolwerowiec, który obecnie szuka tylko odrobiny ciszy i spokoju.

W poprzednim tomie (tym bez Jodorowsky’ego) szliśmy tropem tytułowego „Przeklętego złota”. Po wielu niebezpiecznych zwrotach akcji znalazło się ono w sejfie burmistrza Barro-City, ale wiadomo, że pogłoski o nim już rozeszły się po okolicy. Tylko patrzeć, aż wszelkie zbiry spod ciemnej gwiazdy zjadą się do miasteczka i urządzą w nim hekatombę. Taki właśnie tytuł nosi ostatni album cyklu „Bouncer” – jego podwójna objętość gwarantuje dwa razy więcej przemocy, przygód, awantur i innych elementów komiksów Jodorowsky’ego przeznaczonych tylko dla dorosłych czytelników.


Na razie miasteczko odcięte jest od reszty świata przez ulewne deszcze sprowadzające na ulice całe lawiny błota. Nawet trumny wypłynęły z pobliskiego cmentarza. „Co to za miejsce, że nawet martwi chcą stąd uciec?” – dziwi się przybyły do Barro-City pułkownik Carter, sprawca wszystkich późniejszych nieszczęść, jakie spadną na mieszkańców. Alejandro Jodorowsky wykorzystuje motyw znany w popkulturze od lat – w odizolowanym od reszty świata miejscu władzę przejmuje najsilniejsza, najbardziej okrutna jednostka i jej poplecznicy. Całkowita bezkarność i prawo dżungli tylko tę władzę umacniają.

I to właśnie oddziałowi amerykańskiego wojska, wezwanego do ochrony miasteczka przed zakusami bandytów łasych na „przeklęte złoto”, stawić musi czoła Bouncer. Ulewy nie trwają wiecznie, Barro-City odzyskuje łączność ze światem. Pojawiają się nowe postacie, w tym dziwaczny wędrowny sztukmistrz, prestidigitator, którego pokazy przypominają nam nieco występy Alfreda Bordena z „Prestiżu” Christophera Priesta. Atmosfera w miasteczku staje się coraz bardziej napięta – nikt nikomu nie ufa, przemoc narasta. Bouncer, którego z początku jest w komiksie bardzo mało, bierze w końcu sprawy w swoje ręce.


Alejandro Jodorowsky pisze lepiej niż grafik „Bouncera”, który pod nieobecność Chilijczyka wziął się za scenariusze „Przeklętego złota” i „Smoczego grzbietu. Francois Boucq znów po prostu rysuje i idzie mu to tak samo dobrze jak w poprzednich albumach. Westernowy świat w wersji francuskiego rysownika jest brudny, mroczny jak samo dno piekieł, pełen okrucieństwa i bólu. Boucq nie dba może zbytnio o szczegóły, ale paradoksalnie, właśnie dzięki takiemu podejściu, jego grafiki mówią bardzo dużo o samej naturze świata przedstawionego.

„Bouncer” nie jest komiksem, w którym Alejandro Jodorowsky sili się na filozofię lub próbuje przemycać swe autorskie idee – jak to często bywało w komiksach ze świata „Incala” czy w „Białym lamie”. Kontynuuje po prostu założenia pierwszych tomów cyklu, czyli pisze „western szekspirowski” jak to sam go określał w wywiadach. Zemsta i pragnienie sprawiedliwości za wszelką cenę, brak czarno-białych podziałów (tych dobrych, czyli białych, nie ma wcale – są tylko czarni w różnych odcieniach szarości) i teatralne, nieco przesadzone, budowanie scen i ich wzajemne wynikanie. Niczym u Szekspira, bohaterami rządzą tu namiętności silniejsze od rozsądku, a każda próba wymierzenia sprawiedliwości rodzi jedynie kolejną spiralę przemocy. Ale to jest komiks Jodorowsky’ego, napisany przez dziewięćdziesięcioczteroletniego autora, który nic już nie musi, a wszystko może. Nie mogliśmy się przecież spodziewać, że spuści z tonu.



Tytuł: Bouncer. Hekatomba
Scenariusz: Alejandro Jodorowsky
Rysunki: Francois Boucq
Tłumaczenie: Jakub Syty
Tytuł oryginału: Bouncer. Hécatombe
Wydawnictwo: Kurc
Wydawca oryginału: Glenat
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 220 x 300
Wydanie: I
ISBN: 9788397754430

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz