niedziela, 7 czerwca 2026

Ultimate X-Men. Tom 4

Mutanci kontra system


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Era „Ultimate X-Men” trwa w najlepsze. Mark Millar odszedł po trzydziestu trzech odcinkach, a kolejne dwanaście napisał Brian Michael Bendis. Czwarty zbiorczy tom zawiera je wszystkie – wracamy do alternatywnego świata Marvela, w którym ludzie nienawidzą mutantów. To akurat jest stała cecha wszystkich równoległych uniwersów tego wydawnictwa.

Brian Michael Bendis napisał dwie sześcioczęściowe historie – „Blockbuster” z drugiej połowy 2003 roku i „New Mutants” z pierwszej połowy 2004 roku. Ta pierwsza skupiona jest całkowicie na postaci Wolverine’a. Taki był zresztą zamysł – Logan na pierwszym planie, a reszta grupy tylko symbolicznie. Wolverine staje się celem ataku bliżej nieokreślonej grupy specjalnej – uzbrojonej po zęby i niezwykle zdeterminowanej. Przewodzi nimi pewna kobieta, z którą – prawdopodobnie – łączy Rosomaka fragment dawno zapomnianej i wypartej przeszłości.


Bendis wciągnął w tę awanturę dwóch niezwykle popularnych bohaterów Marvela – Spider-Mana i Daredevila. Człowiek-Pająk w wersji „Ultimate” to „dziecko” samego Bendisa – wszak to właśnie on pisał w tym czasie jego przygody w równolegle wydawanej serii. Daredevil tego świata też miał swój comiesięczny komiks do spółki z Elektrą, ale tu za scenariusze odpowiadał Greg Rucka. Bendis w tym czasie pisał „Daredevila Nieustraszonego” w normalnym, mainstreamowym cyklu wydawniczym, więc wiedział dobrze, jak podejść do tej postaci – musiał tylko uważać, żeby nie wypaczyć planu Rucki na jej poprowadzenie. Pająk i Diabeł w „Ultimate X-Men” bez X-Men to spory dysonans poznawczy dla czytelników kontynuujących lekturę serii bezpośrednio po dokonaniach Marka Millara. Ale udany – blockbusterowy, jak sugeruje tytuł.


Bo to właśnie taki komiks. Pełen wielkich „szerokoekranowych” kadrów, szybkiej akcji, wybuchów, strzelanin i dyskusji za pomocą chwytliwych one-linerów. Pojawiają się kolejne postacie spoza mikrouniwersum X-Men – Czarna Wdowa, ciemnoskóry Nick Fury, czyli prototyp Samuela L. Jacksona, i – uwaga – Pułkownik Timothy „Dum Dum” Dugan. Pamiętamy tę postać z albumu „Nick Fury. Agent S.H.I.E.L.D.”. Dugan Bendisa jest nowoczesną wersją Dugana Steranko – wielki jak trzydrzwiowa szafa, objuczony pasami z amunicją i posiadający twarz wiecznie schowaną w cieniu, niezależnie od tego, gdzie stoi. „Ultimate X-Men” Bendisa to po prostu kino akcji – efektowne i wciągające, ale zdecydowanie nie efekciarskie.


Ta estetyka kontynuowana jest również w „Nowych mutantach” – tytuł nieco mylny, bo sugerować może jakąś „ultymatywną” wersję „The New Mutants” Chrisa Claremonta i Billa Sienkiewicza. A tu chodzi o wprowadzenie nowych postaci do uniwersum. Jedną z nich jest Karma, którą – a to przypadek – znamy właśnie z wyżej wspomnianego komiksu, ale kolejne postacie to odmienione wersje mutantów z głównego kontinuum – Emma Frost, Angel, Havok czy genialne poprowadzona Dazzler. Jedna postać, wymyślona tylko na potrzeby świata „Ultimate”, jest szczególna – to młody mutant, bohater jednego z najsmutniejszych i najmocniej działających na odbiorcę odcinków w dziejach komiksów o X-Ludziach. Brian Michael Bendis nie miał jednak na celu tylko wprowadzenia do gry nowych bohaterów – dokończył na swój sposób „rządowy” wątek Millara. Nie pozwolił mu jednak porządnie wybrzmieć – „Nowi mutanci” wydają się napisanymi pospiesznie, tak jakby któryś redaktor oznajmił nagle Bendisowi, że ten ma trzy odcinki do końca i ma się wyrobić ze swoimi pomysłami.


W czwartym tomie „Ultimate X-Men” nie znajdziemy jakiegoś jednego, głównego przeciwnika. Wrogiem jest raczej bliżej nieokreślony „system”, tajne organizacje, sama Ameryka. Oprócz Wolverine’a możemy wyróżnić też Bestię (nie uczy się na swoich internetowych błędach z poprzedniego tomu nic a nic), Storm i Angela (razem z Bestią tworzą dziwny trójkąt uczuciowy) oraz – oczywiście – profesora Charlesa Xaviera. Reszta X-Men? Nie istnieje u Bendisa, a jeśli nawet, to tylko po to, aby przemknąć gdzieś na trzecim planie i dać pretekst ilustratorowi.


No właśnie – David Finch. Nie pracował dla Marka Millara, więc go nie znamy. Finch narysował wszystkie odcinki runu Bendisa i sprawił się bardzo dobrze. Widać u niego ciągoty w kierunku stylu Jima Lee, ale nie jest tylko epigonem – daje sporo od siebie. W kolejnym zbiorczym tomie „Ultimate X-Men” nie zobaczymy już ani jego prac, ani nie przeczytamy scenariuszy Bendisa. Teraz przyjdzie pora na Briana K. Vaughana („Ex Machina”) i Brandona Petersona („X-Men. Punkty zwrotne. Pieśń Egzekutora”).



Tytuł: Ultimate X-Men. Tom 4
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: David Finch
Tłumaczenie: Marcin Roszkowski
Tytuł oryginału: Ultimate X-Men #34-45
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: luty 2022
Liczba stron: 304
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328154490

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz