Batman Unplugged
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Był maj 1939 roku. W dwudziestym siódmym odcinku antologii komiksowej „Detective Comics” zadebiutował dziwaczny zamaskowany bohater. Był wtedy po prostu realizacją jednego z wielu pomysłów redaktorów National Comics Publications. Kto by pomyślał, że w maju 2026 roku, po osiemdziesięciu siedmiu latach od debiutu, Batman (bo o nim oczywiście mowa) nadal będzie jednym z najpopularniejszych symboli amerykańskiej popkultury.
Batman w 1939 roku był Bat-Manem. W swojej pierwszej przygodzie pod tytułem „The Case of the Chemical Syndicate” pojawił się w Gotham już nie jako kolejny z popularnych wtedy „mystery men”, lecz jako forpoczta nadchodzącej ery superbohaterów. Dan Jurgens, którego w Polsce kojarzymy przede wszystkim z „Supermana” ery TM-Semic, postanowił opowiedzieć o początkach człowieka-nietoperza na nowo, korzystając z oferty imprintu DC Black Label – przedsięwzięcia, którego głównym założeniem była całkowita swoboda twórcza scenarzystów. Wspólnie z grafikiem Mike’em Perkinsem Jurgens opisał jeszcze raz pierwsze dni kariery Bat-Mana – tym razem w bardzo realistyczny sposób. Pamiętacie komiks „Batman. Ziemia Jeden”? O takim stopniu realizmu mówimy.
Akcja komiksu „Bat-Man. Pierwszy rycerz” dzieje się, rzecz jasna, w maju 1939 roku. Wielki Kryzys teoretycznie zażegnano kilka lat wcześniej, ale Ameryce jeszcze daleko do krainy miodem i mlekiem płynącej. W Gotham jak zwykle panuje zbrodnia – komisarz James Gordon próbuje właśnie rozwiązać zagadkę morderstw wysoko postawionych oficjeli miasta. Opinia publiczna domaga się schwytania tajemniczego faceta przebranego za nietoperza – widziano go w różnych częściach miasta i – kto wie – może to on jest sprawcą tych zbrodni? Jurgens nie trzyma długo czytelników w niepewności co do prawdziwej tożsamości Bat-Mana – okazuje się nim samotny, dwudziestokilkuletni playboy i spadkobierca wielkiej fortuny, niejaki Bruce Wayne. I – zgodnie z fabułą „Detective Comics” #27 – to wszystko, co o nim wiemy.
Tak ścisłe trzymanie się wierności fabularnej starych zeszytów „Detective Comics” ma daleko idące konsekwencje. W „Pierwszym Rycerzu” Bat-Man jest nadal miejską legendą – nie ma Batmobilu, nie ma Jaskini Nietoperza, nie istnieje Alfred Pennyworth, a gothamska policja nie używa „bat-sygnału”. Nie istnieje też żaden z klasycznych wrogów Batmana – Joker, Pingwin, Two-Face i reszta ferajny. Bat-Man walczył wtedy z mafijnymi zbirami, miał w domu jakieś proste improwizowane laboratorium, nosił pistolet i jeździł małym Alfa Romeo. Nie ma żadnych wymyślnych „zabaweczek”, jakich zazdrościł mu Jack Nicholson w „Batmanie” Tima Burtona – mamy do czynienia z „Bat-Manem Unplugged”. Nie ma też mowy o traumie młodego Bruce’a Wayne’a – w zasadzie nie ma mowy o żadnej z cech, jakie charakteryzują współczesną legendę. No, może poza strojem, który w komiksie Dana Jurgensa – a jakże – mocno nawiązuje do najstarszych komiksów z człowiekiem-nietoperzem. Zwróćcie uwagę na „uszy” Bat-Mana – bardzo charakterystyczne, szeroko rozstawione.
Tak skonstruowana postać wrzucona jest w skrajnie realistyczną rzeczywistość końca lat trzydziestych. Z Europy nadciąga widmo nazizmu, gospodarka USA nie wyszła jeszcze z dołka, a estetyka noir wycieka z każdego kadru. Jest to świat bardzo mroczny, przypominający oczywiście ten z „Sandmana. Teatru tajemnic” – brutalny, pełen zbrodni i korupcji. Jurgens co chwilę upewnia nas, że jesteśmy w naszej rzeczywistości – wątki prześladowań Żydów są aż nadto widoczne. Ciekawe nawiązanie – wszak twórcy Bat-Mana, Bob Kane i Bill Finger, byli właśnie Żydami. Jedynym fantastycznym elementem komiksu są „ludzie-potwory”, które pojawiły się w pierwszym odcinku serii „Batman” z 1940 roku. Ciekawostka – unowocześnioną historię pierwszego pojawienia się tych stworów znamy z komiksu „Batman. Świt mrocznego księżyca” Matta Wagnera (notabene autora wspomnianego wyżej „Sandmana”).
Mike Perkins doskonale wie, jak rysować Gotham końca lat trzydziestych z dziwacznie ubranym mścicielem przemykającym po ulicach. Oto chropowata, bardzo mroczna estetyka czarnego kryminału i analogowa rzeczywistość, w której Bat-Man stanie się Batmanem dopiero za jakiś czas. Świetnie to wszystko zagrało. Mam nadzieję, że kiedyś wrócimy do tego świata i zobaczymy „Bat-Mana bez prądu” w akcji jeszcze raz.
Tytuł: Bat-Man. Pierwszy Rycerz
Scenariusz: Dan Jurgens
Rysunki: Mike Perkins
Tłumaczenie: Paulina Walenia
Tytuł oryginału: Bat-Man. The First Knight
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics, DC Black Label
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 160
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 215 x 275
Wydanie: I
ISBN: 9788328173446





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz