Czerń, biel i czerwień
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
James Tynion IV i Martin Simmonds są twórcami, którzy w duecie dają więcej niż osobno. To nie pierwsza taka synergia w świecie komiksu – patrz: Jeph Loeb i Tim Sale lub Jeff Lemire i Andrea Sorrentino. Ich najnowsza kooperacja nie jest może tak genialna jak poprzednia, ale dajmy im trochę czasu – na pewno się rozkręcą.
Genialny był i jest „Departament prawdy”. Pokręcona groza Tyniona i fantasmagoryczna grafika Simmondsa to jest to, co naprawdę się sprawdza. W 2023 roku, po odcinku dwudziestym drugim, prace nad „Departamentem Prawdy” zostały wstrzymane i autorzy zastanawiali się co dalej. I wtedy padła propozycja: „A może weźmiecie się za potwory z filmowego uniwersum sprzed niemal stu lat?”. James Tynion IV podkreśla w wywiadach, że było to spełnienie marzeń. Martin Simmonds mówi, że nie mógł się doczekać pracy nad projektem.
Historię wszyscy znają, więc zbyt wiele nie będę pisał. Koniec XIX wieku, Europa. Doktor psychologii Seward i jego córka Mina, narzeczony Miny John i jej przyjaciółka Lucy, szalony Renfield zamknięty w szpitalu psychiatrycznym i zapowiadający przybycie swego Pana, tajemniczy profesor Van Helsing i przerażający przybysz z Transylwanii. No tak, niby wszystko jasne. Warto jednak zaznaczyć dwie sprawy. Po pierwsze, komiks „Universal Monsters. Dracula” nie jest komiksową wersją epistolarnej powieści Brama Stokera z 1898 roku. Jest komiksową adaptacją filmu studia Universal z 1931 roku w reżyserii Toda Browninga. I teraz uwaga – po drugie, jest adaptacją niecodzienną, bo zamiast iść fabularnie po scenach z filmu, jest swego rodzaju jego dopełnieniem. Wydarzenia przedstawione w komiksie rozgrywają się już po pierwszym akcie filmowego „Draculi”, czyli po jego przybyciu do Anglii i dodatkowo pokazane są z innej perspektywy i z naciskiem na losy innych postaci.
To dlatego szalony Renfield, przedstawiony w fantasmagoryczny sposób przez Simmondsa, dostaje tu tak dużo czasu ekranowego. Sceny z jego udziałem są bardzo niepokojące, psychodeliczne, oderwane od rzeczywistości. Na drugim biegunie mamy doktora Sewarda, skrajnego racjonalistę i naukowca. Jego uporządkowana wizja świata zderzyć musi się z totalnym chaosem Renfielda a także z niepowstrzymaną siłą samego Draculi. Pozostali bohaterowie filmu (ale i powieści także) są tu zmarginalizowani – John Harker plącze się pod nogami (w tej wersji to Renfield a nie on pojechał do Transylwanii), Abraham van Helsing pojawia się w dwóch może scenach i tylko Mina próbuje wyjść przed szereg.
I to właśnie na trójkącie Renfield-Seward-Dracula opiera się pomysł na komiks. Czarno-biały (filmowy) świat edwardiańskiego Londynu ulega najpierw frenetycznym koszmarom wylewającym się z szpitalnej izolatki a potem czerwonemu żywiołowi o ludzkim kształcie. Dracula jest siłą natury a nie postacią, mocą nadprzyrodzoną istniejącą głównie jako wrażenia zmysłowe u innych a nie samodzielny podmiot. Martin Simmonds jest geniuszem – inspiracje Belą Lugosim są wyraźne, ale jednocześnie na tyle nieoczywiste i oryginalne, że spełniają graficzne założenia komiksu. Dracula to urzeczywistniona miejska legenda, koszmar o trzeciej nad ranem, Bachus i Dionizos.
„Dracula” to pierwszy komiks z cyklu „Universal Monsters”. Odwiedzą nas jeszcze mumia, niewidzialny człowiek, Potwór z Czarnej Laguny, wilkołak a nawet Frankenstein (tak właściwie „potwór” Frankensteina, ale filmowcy mieli to w nosie i wryli nam do głów na całe dekady to błędne nazewnictwo). Materiału jest przecież dużo – Studio Universal produkowało filmy przez całą pierwszą połowę XX wieku. Pojawiło się też potomstwo Frankensteina i Draculi, dochodziło do różnych crossoverów i przypałętali się niejacy Abbott i Costello, którzy zawsze kogoś „spotykali” w tytule filmu. Warto czekać, może być naprawdę ciekawie.
Tytuł: Universal Monsters. Dracula
Scenariusz: James Tynion IV
Rysunki: Martin Simmonds
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Tytuł oryginału: Universal Monsters. Dracula
Wydawnictwo: Lost in Time
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: luty 2026
Liczba stron: 140
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788368346572




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz