Sztuka z duszą
„Sinobrody, autobiografia Rabo Karabekiana (1916-1988)”, wydana w USA w roku 1987, jest spowiedzią życia w postaci niechronologicznego strumienia świadomości. Narratorem jest malarz, twórca ekspresjonizmu abstrakcyjnego, znany nam już z „Śniadania mistrzów” – Rabo Karabekian, syn ormiańskich imigrantów cudem ocalałych z wiadomej rzezi. Nie ma w „Sinobrodym” fantastyki, nie znajdziemy w niej Kilgore’a Trouta, zapomnijcie o surrealizmie – jest groteskowa, satyryczna, wymagająca nieco dystansu autobiografia.
Rabo Karabekian jest już stary i samotny. Siedzi całymi dniami w swym wielkim domostwie w otoczeniu abstrakcyjnych obrazów i czasem odwiedza go Paul Slazinger, pisarz-nieudacznik. Do zrobienia rozrachunku z własnego życia skłoniła go znajomość z energiczną, bezczelną i zbyt pewną siebie kobietą – Circe Berman. Rabo został zdominowany przez Circe całkowicie – jednego postanowienia trzyma się jednak uparcie. Nikt za jego życia nie może wejść do starej kartoflarni obok domu. Tam Rabo przechowuje coś tajemniczego, zakazanego – „coś większego od koszyka na pieczywo, a zarazem mniejszego od planety Jowisz”. Jest niczym tytułowy Sinobrody, nie pozwalający zaglądać swoim kolejnym żonom do tajemniczego pomieszczenia pod karą śmierci.
Narrator opowiada niemal całe swoje życie zapętlając swą opowieść w czasie, powtarzając niektóre zeznania i rzucając co chwila nowe światło na niektóre z nich. Poznajemy tragiczną historię jego rodziców, jego własne doświadczenia z czasów Drugiej Wojny Światowej czy terminowanie u gburowatego Dana Gregoriana, „jedynego Ormianina, który odniósł sukces w Ameryce”, pechowy romans z asystentką swego mentora a także dzieje burzliwego, już dawno zakończonego małżeństwa Karabekiana. Główny bohater przez całe swe życie robił teoretycznie wszystko co należało, aby żyć godnie i szczęśliwie, ale rzadko przynosiło to założone efekty. Cóż – jak często pisze Vonnegut – zdarza się.
Życie Karabekiana ułożyło się pod wpływem czynników pozostających poza jego zasięgiem – podobnie zresztą jak życia wszystkich innych bohaterów powieści Vonneguta. Rabo porusza – choć niebezpośrednio – zagadnienie „syndrom ocalałego” jako swego rodzaju determinantu jego własnego życia, a także miłość do sztuki. Wydaje się, że właśnie pojęcie sztuki, jej sensowności i celu w jakim jest tworzona jest jednym z najważniejszych motywów „Sinobrodego”. Rabo tworzy totalne abstrakcje – na przykład zieloną planszę z kilkoma pionowymi, prostymi paskami i sygnuje ją jakimś znaczącym tytułem w stylu „Kuszenie Świętego Antoniego”. A przecież potrafi tworzyć sztukę realistyczną, bardziej „zwyczajną” – wszak ten rodzaj malarstwa poznał w czasach nauki u Gregoriana. Zakończenie powieści dokładnie mówi jaki stosunek do sztuki ma Rabo Karabekian, a poprzez niego poznajemy też zdanie samego Kurta Vonneguta. Gdy się wczytamy w biografię i krytykę wczesnych książek autora nie sposób nie dostrzec pewnych analogii między Vonnegutem a Karabekianem.
Sztuka musi posiadać duszę. O wiele więcej jest niej w prostych przedstawieniach wybranych elementów otaczającego nas świata – takich uchwyconych w danej chwili i danym miejscu. Wielkie, uniwersalne dzieła próbujące ubrać w słowa/dźwięki/obrazy tajemnice wszechświata jako całości zdają się być bezduszne. Jeśli tak to interpretować, to trzeba przyznać, że twórczość Vonneguta należy zdecydowanie do pierwszej kategorii.
Tytuł: Sinobrody
Autor: Kurt Vonnegut
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Tytuł oryginału: Bluebeard
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydawca oryginału: Delacorte Press
Rok wydania: 2020
Rok wydania oryginału: 1987
Liczba stron: 392
ISBN: 9788382020380



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz