czwartek, 3 września 2026

Czarny horyzont

Język tyranii


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Lost in Time” systematycznie powiększa swą ofertę o kolejne europejskie pozycje. Tym razem znów otrzymujemy science fiction – pełne akcji, grozy i specyficznej filozofii. Mroczna historia z najdalszych zakamarków kosmosu – „Czarny horyzont”.

W 1997 roku na ekrany kin wszedł jeden z najlepsz
ych horrorów science fiction w historii – „Event Horizon”, czyli po polsku „Ukryty wymiar”. Bohaterowie filmu dolecieli do samego piekła. Planeta Kepler-4528, na której rozpoczyna się akcja komiksu, również zdaje się być piekłem. Tajemnicza bariera biegnąca przez całą planetę, zwana przez kolonizatorów „czarnym horyzontem”, zabija każdego, kto zbyt blisko się do niej zbliży. Za barierą czai się nieokreślone bliżej zło, ale także źródło gigantycznej energii, na której tak bardzo zależy szturmującym ją oddziałom.


Wielka cywilizacja Kadingirry, na której czele stoi apodyktyczny i okrutny tyran, musi tę energię pozyskać – od tego zależy jej przyszłość. Zatem na Keplera trzeba wysłać ekipę, która zrobi wszystko, aby wykonać zadanie. Autor scenariusza, Philippe Pelaez, nawiązuje do klasycznej „Parszywej dwunastki” Roberta Aldricha (lub do jeszcze nieklasycznego „Legionu Samobójców” Jamesa Gunna). Grupa skazańców, jeden groźniejszy od drugiego, wysłana zostaje na Keplera z obietnicą anulowania wyroków, jeśli uda im się sforsować czarny horyzont. Straceńcza misja nie przebiega jednak tak, jak chciałby reżim – głównie za sprawą tych członków ekipy, którzy nie do końca są tymi, za kogo się podają.

Zbiorcze wydanie od Lost in Time to zamknięta, trzyczęściowa historia, wydana pierwotnie we Francji w latach 2023-2026. Fani komiksów science fiction autorstwa Philippe’a Pelaeza („Nikt”, „Dziewięć”) nie powinni się zawieść. Scenarzysta znów idzie w space operę ze zgrabnie poprowadzoną narracją i filmowym rozmachem. Rysuje Benjamin Blasco-Martinez, którego w Polsce kojarzymy głównie z komiksowych westernów. Francuski grafik pokazuje, że świetnie czuje się w innych scenografiach, a jego całostronicowe (czasem dwustronicowe) rysunki statków kosmicznych w międzygwiezdnej przestrzeni lub gigantycznych konstrukcji na obcych planetach są naprawdę imponujące. Widać tu filmowe zacięcie – komiks czyta się i ogląda jak kinowy seans.


„Czarny horyzont” jest pełen akcji, dynamicznych scen pościgów i pojedynków, ale nie ogranicza się tylko do zapewnienia prostej rozrywki. Pelaez porusza temat walki o wolność, stawiając się po przeciwnej stronie niż na przykład Xavier Dorison w „Zamku zwierzęcym”. U Pelaeza nikt nie nadstawi drugiego policzka, nie będzie walczył z totalitarną władzą metodami Gandhiego. Zło totalitaryzmu „Czarnego horyzontu” jest absolutne, celem władzy jest utrzymanie się bez oglądania na środki. Zatem opór stawić jej może tylko taka siła, która potrafi mówić jej językiem.

„Czarny horyzont” to dzieło gatunkowe, ukierunkowane na bardzo konkretnego odbiorcę. W swojej niszy świetne i zasługujące na naszą uwagę.


Tytuł: Czarny horyzont
Scenariusz: Philippe Pelaez
Rysunki: Benjamin Blasco-Martinez
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Tytuł oryginału: Noir horizon, tome 1-3
Wydawnictwo: Lost in Time
Wydawca oryginału: Glenat
Data wydania: czerwiec 2026
Liczba stron: 172
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 240 x 320
Wydanie: I
ISBN: 9788368346749

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz