niedziela, 30 sierpnia 2026

Wieki światła

Wielkie rozczarowania


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Nie wypada pisać o „New Weird” w Polsce nie wspominając o pierwszej powieści „Uczty Wyobraźni” wydawnictwa Mag. „Wieki światła” Iana Rodericka MacLeoda w pewnym sensie zdefiniowały ten cykl – w pierwszych intensywnych latach jego funkcjonowania większość pozycji wpasowywała się w „New Weird” w mniejszym lub większym stopniu. Magowa uczta rozpoczęła się daniem naprawdę przepysznym.

Ian R. MacLeod największą popularność zdobył właśnie po publikacji „The Light Ages”. Sam autor mówił o tej powieści jako o steampunkowym fantasy, realizmie magicznym i historii alternatywnej. W świecie powieści do rozszczepienia rzeczywistości doszło w drugiej połowie XVII wieku, kiedy to w brytyjskich kopalniach odkryto dziwną, na poły płynną, na poły lotną eteryczną substancję. Nazwano ją – nomen omen – „eterem” nawiązując do filozoficznych teorii starożytnych Greków. Eter całkowicie zmienił rzeczywistość – doszło do gwałtownej rewolucji przemysłowej wspomaganej tą magiczną substancją. Tak właśnie – magiczną. Eter służy do wzmacniania mostów, budowy niezawodnych linii telegraficznych, statków, samochodów, budowli. Dzięki niemu nie trzeba używać najlepszych materiałów ani pilnować bezwzględnej jakości wykonania, czy sztywnego trzymania się projektów. Celowa tandeta nie powoduje problemów – eter trzyma wszystko w kupie i nadaje idealną jakość.


Magiczna substancja ma też swoje minusy. W bezpośrednim kontakcie jest skrajnie niebezpieczna. Tak jak w naszym świecie promieniotwórczość po prostu zabija, tak w świecie powieści dokonuje nieodwracalnych zmian w ciele i umyśle „ofiary”. Świat zamieszkują „odmieńcy” – ludzie wystawieni kiedyś na działanie eteru, a teraz fizycznie zmienieni w najróżniejsze dziwadła. „Skrzaty, wiedźmy, trolle!” – społeczeństwo powołało do życia instytucję „trollowego”, czyli urzędnika objeżdżającego kraj i testującego ludzi za pomocą specyficznego rytuału. Jeśli jesteś „trollem”, zostajesz odwieziony do specjalnego getta, gdzie odizolowany od społeczeństwa wykonywać będziesz prace przydatne ogółowi.

Głównym bohaterem powieści jest Robert Borrows, dojrzały mężczyzna przemierzający na początku powieści odmieniony Londyn w poszukiwaniu pewnego konkretnego odmieńca. Spotkanie z nim wyzwala całą falę wspomnień Roberta, sięgających jego dzieciństwa, czyli lat osiemdziesiątych tak zwanego „Trzeciego Wieku”. Mała dygresja – skoro Wieki liczymy od momentu odkrycia eteru, to dziecięce lata Roberta wypadają na połowę XX wieku. Wiele to jednak nie znaczy – świat, jaki kreuje Ian R. MacLeod to przesiąknięta magią i eterem wiktoriańska Anglia, status quo utrzymujące się od dłuższego czasu, niż miałoby to miejsce, gdyby eteru nie odkryto (czyli w naszej, dobrze nam znanej rzeczywistości).


Robert Borrows żyje w Bracebridge, małej przemysłowej miejscowości niedaleko Londynu. Mieszkańcy Bracebridge, jak zresztą całe społeczeństwa „Wieków światła”, podzieleni są w skostniały, nienaruszalny system klasowy. Życie miasteczka upływa w rytm dwunastodniowych „pracokresów”, które zastąpiły tygodnie, a niemal wszyscy jego mieszkańcy zaangażowani są w wydobycie eteru. Nieustanny, nieprzerwany odgłos maszyn eterowych pracujących głęboko pod Bracebridge wpisany jest w rzeczywistość tego miasta – przed dudnieniem maszyn i rykiem syren zmianowych teoretycznie nie ma ucieczki. Robert pod wpływem kilku zdarzeń z dzieciństwa – eterowa choroba matki, dramatyczna historia znajomości z mistrzem Harratem i dająca nadzieję na lepsze jutro znajomość z Annalise (rówieśniczką, dziewczynką-odmieńcem nie wykazującej jednak żadnych zmian fizycznych) – decyduje się uciec z Bracebridge do Londynu. Tam dorasta i już jako młody mężczyzna poznaje realia świata zbudowanego na eterze. Realia, których wcześniej nie widział, a teraz nie pozwalają mu zaznać spokoju. Robert weźmie udział w wydarzeniach końca Trzeciego Wieku – niezwykłych, rewolucyjnych, odmieniających świat. Tylko, czy aby na pewno takie będą?

Ian R. MacLeod przyznaje, że wywodzi się z klasy robotniczej i tematy jej ucisku oraz walki o własne prawa jest mu szczególnie bliski. Jego literaturze bliżej jest jednak do obserwacji pewnych trendów i zjawisk, niż do formułowania rozwiązań prowadzących do jakichś gruntownych zmian. Autor pisze trochę jak Charles Dickens (nie można uciec od tego porównania) – wskazuje wyraźnie podziały w społeczeństwie, utożsamia się z tymi u dołu, opisuje ich codzienny kierat, z którego nie sposób się wypisać. Robert Borrows jest oczywiście rewolucjonistą żądnym zmian tu i teraz (tu widać wyraźnie współdzielenie idei z innym autorem „New Weird”, czyli Chiną Mieville’em). Jest on jednak równocześnie rewolucjonistą rozdartym, stojącym rozkrokiem pomiędzy uczuciami do kobiety próbującej za wszelką cenę wspiąć się w górę drabinki społecznej, a swą własną powinnością, dyktowaną przeżyciami z całego swego smutnego dotychczasowego życia.


A o zmiany u MacLeoda o wiele trudniej niż u Mieville’a. W „Żelaznej radzie” rewolucja niszczyła podwaliny świata. W „Wiekach światła” o zmiany trudno z powodu samej natury eteru. Mistrz Harrat, jedna z najbardziej tragicznych postaci w powieści, powiedział małemu Robertowi, że eter, zamiast zbawienia i progresu, tak naprawdę zatrzymał cały postęp. Zamroził świat w wieku pary. Nikt nie zajmie się poważnie elektrycznością, bo przyzwyczajenie do eteru i porażająca swym ogromem społeczna bezwładność na to nie pozwolą. Przez eter wszystko jest łatwe, nie ma żadnych linii oporu katapultujących cywilizację na kolejne stopnie rozwoju. Skoro możesz sprawić, że coś zadziała pokrywając to „dziwoblaskiem” i rzucając zaklęcie, po co w ogóle zaprzątać sobie głowę jakimiś ulepszeniami? Nie sposób porównywać powieściowego eteru do globalnej sieci internetowej. Istniała ona już oczywiście w czasie pisania powieści (pierwsze lata XXI wieku), ale nie była tak powszechna i tak uzależniająca jak teraz, po dwudziestu trzech latach od wydania książki. I przecież dobrze wszyscy wiemy, że nie ma już od niej odwrotu. Bez internetu leżymy tak samo, jak bez eteru leży świat MacLeoda. Autor napisał tę książkę tuż przed erą smartfonów i mediów społecznościowych, a mimo to stworzył metaforę technologii, od której cywilizacja staje się całkowicie zależna. Dzięki temu „Wieki światła” okazują się dziś nawet bardziej aktualne niż w momencie premiery. To rzadki przypadek, gdy upływ czasu wzmacnia wymowę powieści, zamiast ją osłabiać.


Stagnacja istnieje nie tylko w nauce. Gorsza jest stagnacja mentalna. Niezależnie, jakie kroki podejmie Robert, świata nie zmieni. Główny bohater cały czas podkreśla, że jego opowieść traktuje przede wszystkim o wielkim rozczarowaniu – sobą, społeczeństwem, naturą rzeczywistości. W bardzo długim fragmencie książki Robert przebywa wśród klasy wyższej. Obserwuje ich dekadenckie zachowania, brak jakiejkolwiek ochoty do zmian – nawet w obliczu pewnego prawdopodobieństwa, że eter przecież kiedyś się skończy. O dziwo okazuje się ostatecznie, że ruchy oddolne też nie są w stanie przełamać status quo. Powieść nie kończy się bowiem żadną spektakularną przemianą świata, lecz poczuciem uwięzienia w niekończącym się cyklu. Świat jest inny. Ale jednocześnie jakby taki sam. Jak tu nie czuć zawodu (rzecz jasna, nie czytelniczego)? Jeśli Charles Dickens napisał kiedyś „Wielkie nadzieje” (bo do tego dzieła „Wieki światła” nawiązują najbardziej) to Ian R. MacLeod napisał „Wielkie rozczarowania”.

Omawiana dziś powieść to nie tylko komentarz społeczny, lecz również wspaniała fantastyka. Klimat powieści przypomina trochę ten z serialu „Carnival Row”, który możemy znaleźć obecnie na Amazon Prime Video. W serialu „faerie” nie powstały co prawda w wyniku mutacyjnej mocy jakiegoś eteru, lecz były po prostu naturalnym elementem świata – ale przychodzą na myśl nieodparcie. Ian R. MacLeod napisał po kilku latach drugą powieść ze świata „Uniwersum eteru”. Mag wydał ją jako czwartą w swej „Uczcie wyobraźni”. Akcja „Domu burz” toczy się około sto lat po wydarzeniach kończących „Wieki światła”. Przekonamy się niedługo, jakie tam czekają nas rewolucje.

Tytuł: Wieki światła
Autor: Ian R. MacLeod
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Tytuł oryginału: The Light Ages
Wydawnictwo: Mag
Wydawca oryginału: William Morrow and Company
Rok wydania: czerwiec 2006
Rok wydania oryginału: 2003
Liczba stron: 400
Wydanie: I
ISBN: 8374800232

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz