Dla zagorzałych fanów
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Dawno nie było nowego komiksu z Hellboyem i Biurem Badań Paranormalnych i Obrony. Egmont wraca do uniwersum Mike’a Mignoli właśnie teraz – wydając drugi tom serii „Hellboy i BBPO” opowiadającej o początkach kariery czerwonego diabła.
Pierwszy tom, noszący podtytuł „1952-1954” wyszedł w Polsce w październiku 2021 roku. Mignola zakończył już regularną serię, ale postanowił utrzymać uniwersum przy życiu. Zaprosił do współpracy scenarzystę Chrisa Robersona i mnóstwo rysowników. Razem zaczęli wymyślać przeszłe przygody Hellboya i BBPO – w omawianym dziś tomie znajdziemy kroniki z lat 1955-1957. Oto komiks raczej dla zagorzałych fanów uniwersum – bo nie ma w nim ani nic odkrywczego, ani szczególnie zajmującego. Nie narzekam jednak, bo dokładnie wiedziałem, co mnie czeka – dokładnie to samo, co we wspomnianym pierwszym tomie.
Rok 1955 w dziejach BBPO stał pod znakiem śledztw paranormalnych, które siłą rzeczy miały zimnowojenne podłoże. Do Biura dołącza dwóch nowych badaczy – niespełniony kryptozoolog Woodrow Farrier i jasnowidząca Susan Xiang. Woodrow co chwila wpada na trop jakiegoś nieznanego dotąd nauce zwierzęcia, ale zazwyczaj kończy się to czymś bardziej „przyziemnym” (przynajmniej w tym uniwersum) – jakimś nawiedzeniem lub opętaniem. Susan z kolei wykorzystuje swoje zdolności, aby naprowadzać śledczych biura na właściwe tropy – nieodmiennie wskazujące na paranormalny charakter dokonanych zbrodni.
W roku 1956 mamy do czynienia z dłuższą i chyba najlepszą opowieścią drugiego tomu. Zarówno Stany Zjednoczone jak i Związek Radziecki mają swoje własne departamenty okultystyczne. Obydwa wywiady próbują dotrzeć do tajemniczej substancji zwanej enkeladytem, której wykorzystanie w zimnej wojnie mogłoby przechylić szalę na jedną ze stron. W tym roku Hellboy przechodzi poważny kryzys i załamanie – zaszył się gdzieś w Meksyku z tamtejszymi luchadorami i pije hektolitry tequili.
Rok 1957 przyniósł kilka niepowiązanych z sobą opowiadań z interwencji doprowadzonego już do stanu używalności Hellboya i jego towarzyszy w najróżniejszych miejscach świata. Całkiem niezłe są te historie – najlepsza jest pierwsza, czyli rasowy horror o opętaniu narysowany jak zwykle przerażająco przez Laurence’a Campbella. I to właśnie ten pojedynczy występ Campbella najbardziej do mnie przemówił pod kątem graficznym. Reszta rysowników (a jest ich legion) wykonuje po prostu swą robotę poprawnie, bez fajerwerków. Trudno oczywiście mówić o jakiejkolwiek spójności graficznej – mamy do czynienia z kalejdoskopem stylów, interpretacji i pomysłów na Hellboya.
Historie z roku 1958 nie powstały do dziś. Ale jest jeszcze trochę materiału, z którego dałoby się skleić jakieś kolejne albumy. I zapewne znajdą one swoich odbiorców. Będą to jednak głównie kolekcjonerzy i oddani fani uniwersum Mike’a Mignoli – niestety formuła zaczyna się wyczerpywać i naprawdę trudno z niej wykrzesać cokolwiek więcej, niż to, co już było. Dlatego komiks „Hellboy i BBPO. 1955-1957” jest w moim odczuciu spin-offem poprawnym, ale wyraźnie zmęczonym własną formułą.
Tytuł: Hellboy i BBPO. 1955-1957
Scenariusz: Mike Mignola, Chris Roberson
Rysunki: Shawn Martinbrough, Brian Churilla, Paolo Rivera, Joe Rivera, Mike Norton, Yishan Li, Michael Avon Oeming, Paul Grist, Laurence Campbell, Stephen Green, Alison Sampson, Ben Stenbeck
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Tytuł oryginału: Hellboy and the BPRD 1955-1957
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Dark Horse Comics
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 456
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328149144




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz