... bo nie tak skończy się świat
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Jonathan Hickman zaczyna coraz szybciej piąć się w górę listy moich ulubionych scenarzystów komiksowych. Najnowszy komiks jego autorstwa z Egmontu jest jednym ze starszych, jeśli chodzi o jego karierę w Marvelu. Dwie kilkuodcinkowe serie „SHIELD” wydane w latach 2010-2011 (i dokończone dopiero w 2018 roku) proponują nam spojrzenie na uniwersum Marvela, jakiego do tej pory nie znaliśmy.
Hickman dokładnie w tym samym czasie pisał rewelacyjną „Fantastyczną Czwórkę”, w której kult wiedzy i nauki oraz zaprzęganie ich do walki o lepsze jutro dla człowieka były tematami wiodącymi. Redaktorzy Marvela zaproponowali mu napisanie jeszcze jednej serii, która miała nosić tytuł „S.W.O.R.D.” – czyli opowieści o organizacji będącej dopełnieniem „S.H.I.E.L.D.”. Hickman zaproponował coś innego. Od pewnego czasu chodził mu po głowie pomysł historii o „najfajniejszych” naukowcach w dziejach świata i zbudowanie wokół niej wielkiej mitologii sięgającej czasów Imhotepa – pierwszego naukowca naszej cywilizacji.
SHIELD kojarzy nam się z Nickiem Furym, szpiegostwem i superbohaterstwem jednocześnie. Jest to organizacja jawna, choć prowadzi tajne operacje. U Hickmana SHIELD ma ponad cztery i pół tysiąca lat, jej początki sięgają czasów powstania Starego Państwa w starożytnym Egipcie. To wtedy żył Imhotep, słynny „pierwszy naukowiec i architekt w dziejach świata” – pojawił się ostatnio w komiksie „Cywilizacje. Egipt”. Wielka cywilizacja egipska odparła wtedy pierwszy atak Miotu na Ziemię (tych kosmitów znamy z „X-Men. Saga Miotu”) i od tej pory rozpoczęła działalność TARCZA – tajne, przypominające masonów stowarzyszenie, które przez wieki broni ludzkości przed zewnętrznymi zagrożeniami, ale również nią steruje. W jej skład wchodzili chociażby Galileusz, Leonardo da Vinci, Michał Anioł czy też Isaac Newton. Ci wielcy ludzie nie potrzebowali supermocy, aby odeprzeć atak Galactusa w czasach renesansu, czy obłaskawić Celestiala, który przybył na Ziemię w drugim wieku naszej ery. Wystarczyły im ich potężne umysły i umiłowanie wiedzy. Za każdym razem, gdy coś zagraża Ziemi, Bractwo SHIELD rusza do walki, wypowiadając swe motto: „…bo nie tak skończy się świat!”
Akcja komiksu rozpoczyna się w latach pięćdziesiątych, czyli przed nastaniem ery superbohaterów. Centralną postacią opowieści jest młody chłopak o imieniu Leonid, o którym z początku nie wiemy praktycznie nic, ale przeczuwamy, że będzie miał do odegrania kluczową rolę. Leonid jest w zasadzie w pozycji czytelnika – zostaje nagle wyrwany ze swego świata i przeniesiony do niesamowitego, gigantycznego Nieśmiertelnego Miasta, ukrytego w cudowny sposób głęboko pod Rzymem (Markowi S. Huberathowi w to graj!). Leonid jest jak archetypiczny bohater, którego scharakteryzował Joseph Campbell w swoim słynnym „Bohaterze o tysiącu twarzy” – jest jak ryba wyjęta z wody i wrzucona do całkowicie obcego środowiska. W takim samym położeniu znajduje się też czytelnik.
A Jonathan Hickman nie stosuje taryfy ulgowej. Od samego początku wrzuca na głęboką wodę – narracja jest niechronologiczna, fragmentaryczna i niezwykłe mocno napakowana szczegółami. I to takimi, na które trzeba zwracać uwagę, aby się w owej narracji nie pogubić. Skupienie i uważna lektura wynagradzają czytelnika, bo w pewnym momencie elementy układanki zaczynają do siebie pasować i to niezwykle dobrze – świat wymyślony przez Hickmana jest naprawdę spójny i dopracowany. Dodatkowo stoi na własnych nogach i nie wymaga powiązania z superbohaterszczyzną Marvela. „SHIELD” można czytać bez jej znajomości, choć – wiadomo – jako taka orientacja w marvelowskim mainstreamie daje odbiorcy dodatkowe bonusy. Na przykład wiedza o tym, kim są dwaj agenci SHIELD polujący na istotę zwaną Maszyną Nocy, w ciekawym świetle stawia najbardziej „naukowych” superbohaterów Marvela, czyli Reeda Richardsa i Tony’ego Starka.
Kreacje postaci są celowo przejaskrawione. Oto Leonardo da Vinci i Isaac Newton, reprezentanci całkowicie przeciwnych ideologii, wedle których powinno działać ich tajne stowarzyszenie – obaj utkani z celnych kulturowych nawiązań i toposów. Leonardo jest jak Ikar lecący odważnie ku słońcu, Newton jak hiszpański inkwizytor, trzymający się z góry ustalonej prawdy i wynikającego z tego fatalizmu. Ludzkość od zawsze dążyła do wiedzy, ale poznanie absolutne – jak u Howarda Phillipsa Lovecrafta – odsłania koszmarną prawdę o rzeczywistości. Bractwo SHIELD poznaje najróżniejsze tajniki Wiedzy, takiej pisanej wielką literą. „Nauka wyższa”, „Sztuki ukryte” wykradzione Dewiantom (te istoty pamiętamy z „Przedwiecznych” Jacka Kirby’ego), „Tajemna alchemia” odkrywana pod prąd czasu przez Nostradamusa czy wreszcie odbierająca rozum „Cicha matematyka” – oto droga do niechcianego zrozumienia świata. Do odrzucenia wolnej woli, bo skoro wiemy już wszystko na pewno, skoro wiemy, jak skończy się świat, to przecież nie możemy tego zmienić, choćbyśmy chcieli.
Komiks Jonathana Hickmana opowiada o wielkim konflikcie idei. Jedna strona to ludzie wierzący w to, że jesteśmy tym, kim mamy być. Akceptujący swój los i oświeceni dzięki temu, że mu się poddali. Druga strona to ludzie wierzący, że mogą wszystko. Że są panami swojego losu. Zadaniem Leonida jest poszukiwanie trzeciej drogi, bo dwie pierwsze okazują się ślepymi zaułkami. Finał komiksu jest trochę zbyt bombastyczny, rozbuchany ponad miarę – ale czy mógł być inny po tak rozpędzonej, niedającej wytchnienia fabule?
Motto „…bo nie tak skończy się świat” nie jest tu tylko efektownym sloganem tajnej organizacji. To esencja całej filozofii Hickmana – przekonania, że ludzkość od tysiącleci odwleka własną zagładę wyłącznie dzięki wiedzy, wyobraźni i ludziom gotowym przekraczać granice poznania, nawet jeśli po drugiej stronie czeka szaleństwo.
„SHIELD” jest jednym z najlepiej narysowanych komiksów Marvela, jakie ukazały się w Polsce w tym roku. Dustin Weaver kreuje świat, który można oglądać w nieskończoność. Każda epoka, w której się znajdujemy, odwzorowana jest nie tyle realistycznie, co nadrealistycznie – renesans jest steampunkowy, lata pięćdziesiąte noirowe, ale w bardzo specyficzny sposób. Oprócz Weavera pojawiają się też inni twórcy, choć tylko w ostatnim, specjalnym odcinku. Jednym z nich jest Nick Pitarra, który już rok po zakończeniu „SHIELD” siądzie razem z Hickmanem do tworzenia niesamowitych „Projektów Manhattan”. Do lektury tego komiksu już namawiałem, ale nie zaszkodzi przypomnieć.
Tytuł: SHIELD
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Dustin Weaver, Nick Pitarra, Zachary Baidus, Kevin Mellon, Gabriel Hernandez Walta
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: SHIELD by Hickman & Weaver
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 384
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328175921






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz