Lepiej już było
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Południe Stanów Zjednoczonych jest zazwyczaj miejscem popkulturowo wdzięcznym. Tak jakby w Teksasie było łatwiej o zagadkę kryminalną do rozwiązania, gangsterskie porachunki lub rodzinne dramaty. Nowa seria rozpoczęta właśnie przez wydawnictwo KBOOM przenosi nas właśnie tam, do małego, rozpalonego i lekko przykurzonego Ambrose County.
Szeryf Joe ma już siedemdziesiąt pięć lat i żyje w marazmie. Jego życiową dewizą jest „lepiej już było” – faktycznie, teraz może być już tylko gorzej. Do Ambrose County wraca po latach niejaki Randy Terrill, który przed laty, razem ze swoim bratem Travisem, dał się poznać jako hulaka, zabijaka i miejscowy cwaniak. Randy’emu udało się uciec z Ambrose County – z jego grawitacyjnego przyciągania, któremu nie ulegają tylko najsilniejsi i najbardziej zdeterminowani. Teraz wraca, bo ktoś zabił jego brata. Szeryf Joe już wie, że będą kłopoty – Randy podejrzewa, że to miejscowy gangus, niejaki Kutner, pracodawca jego brata, mógł mieć coś wspólnego z morderstwem.
Scenariusz „Tej teksańskiej krwi” napisał Chris Condon, twórca przyznający się do inspiracji opowieściami Eda Brubakera. Za rysunki odpowiada Jacob Phillips, syn Seana Phillipsa, który – niespodzianka – czasem współpracował z Brubakerem („Śpioch”). Condon i młody Phillips nie są jednak epigonami, nie inspirują się tylko i wyłącznie dokonaniami swego mentora czy ojca. W omawianym dziś komiksie znajdziemy elementy takich dzieł popkultury jak „To nie jest kraj dla starych ludzi” Cormaca McCarthy’ego, „Bękarty z południa” Jasona Aarona, a nawet „Fargo” braci Coen. Narracja Condona jest co prawda bardzo powolna, ale metodyczna i diabelnie niepokojąca. Gdzieś tam w tle kipi gniew i nieprzepracowane traumy schowane głęboko w ludzkich umysłach.
Ambrose County jest miasteczkiem głębokiego Południa, jakich w popkulturze wiele. Pełno tu sekretów i niedopowiedzeń poupychanych w każdym możliwym miejscu. Tylko czekają, aby wyskoczyć znienacka i narobić szumu. Język przemocy jest językiem urzędowym – wszyscy go znają i powszechnie stosują. Samo miasteczko jest jak czarna dziura z potworną grawitacją. Niby udało ci się uciec, ale nie możesz pozbyć się wrażenia, że przyciąganie nigdy nie zaniknie. Przemiana, jakiej ulega Randy Terrill po powrocie do Ambrose County, jest spektakularna, wstrząsająca, ale raczej spodziewana.
Condon zdaje się mówić, że w takich miejscach jak to południowe miasteczko przemoc nigdy nie znika naprawdę. Ona drzemie pod przykrywką codzienności i pozorami spokoju. Wystarczy jedno niewinne zdarzenie, jedno przypadkowe machnięcie motylich skrzydeł i rozpętuje się piekło. Dzieje się tak dlatego, że miejsce takie jak Ambrose County pamięta więcej niż wszyscy jego mieszkańcy.
Rysunek Jacoba Phillipsa przypomina ten jego ojca – choć jest prostszy i mniej zniuansowany. Narracja obrazkowa przypomina momentami filmowy storyboard, co nie powinno dziwić – wszak „Ta teksańska krew” miała początkowo trafić na ekrany, a nie na strony komiksu. Styl syna jest bardziej surowy i minimalistyczny niż styl ojca – nie oceniam, czy to lepiej, czy gorzej.
Ambrose County można opuścić, ale ono nigdy nie opuści ciebie. Prędzej czy później będzie trzeba tam wrócić – w drugim tomie „Tej teksańskiej krwi”.
Tytuł: Ta teksańska krew
Scenariusz: Chris Condon
Rysunki: Jacob Phillips
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Tytuł oryginału: That Texas Blood
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: luty 2026
Liczba stron: 168
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788397582644



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz